niedziela, 29 grudnia 2013

Włosowa Aktualizacja listopad/grudzień 2013

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj post oczekiwany niemal od 2 miesięcy, ale zupełnie nie mogłam się do niego zabrać, odrzucał mnie sam ogrom robienia zdjęć i ustawiania całej wewnętrznej konstrukcji do tego celu. W końcu się udało, więc nie będę dłużej przedłużać Waszego oczekiwania. Zapraszam do czytania!

Włosy błyszczą tak samo, w zasadzie ich stan nie uległ znaczącej zmianie, żeby nie powiedzieć że nie zmienił się w ogóle, co widzę na pierwszy rzut oka to zyskały na lekkości i trochę objętości. Zaobserwowałam całkiem duży przyrost, nie wiem ile dokładnie wynosi, ale wystarczy spojrzeć na położenie ramion na obydwu zdjęciach jak i położenie końcówek.

Używanie kosmetyki:


BabyDream shampoo, było już o nim tyle na blogu, że nie widzę powodu by się rozwodzić po raz kolejny. Do codziennego stosowania
Facelle, bardzo się z nim polubiłam, świetnie się pieni co czyni go bardzo wydajny. Delikatny świetnie zmywa oleje, nie wywołuje żadnego swędzenia ani podrażnienia. Jestem na tak!
Gloria, Malwa z czarną rzepą, do oczyszczania, spełnia swoją rolę

Yves Rocher, hair repair oil, kupno tego olejku to był strzał w dziesiątkę. Moje włosy zdecydowanie lepiej reagują na różne mieszanki olejowe niż na czyste oleje. Na razie jestem zachwycona, zobaczymy jak długo utrzyma się mój zachwyt. Wydaję się być mało wydajny z powodu dosyć rzadkiej konsystencji. BabyDream fur Mama, olejek przeciw rozstępom, jak do tej pory ulubiony olej moich włosów

Receptury Babuszki Agafii, balsam na zmrożonej wodzie, całkiem przyjemny ziołowy balsam, jak to ziołowe produkty - nie powinno się ich stosować zbyt często bo mogą wysuszać. Nakładany od czasu do czasu sprawdza się znakomicie. Mam wrażenie, że z czasem coraz lepiej! ;) 
Balea z mango i aloesem, czyli kolejne odkrycie ostatniego czasu, lekka odżywka z króciutkim składem świetnie nawilżająca. Moje włosy ją pokochały
Stapiz, Sleek line, silikonowa maska, ale jesienią i zimą nie stronię od silikonów. Włosy po niej wyglądają zawsze świetnie (ah te silikony!). Przyzwyczaiłam się do zapachu i zaczyna mi się nawet podobać.
Artiste, odżywka proteinowa, klasyk do kuracji proteinowych dla takich leniuchów jak ja!

Balsam babuszki Agaffi, rumiankowy, teoretycznie odżywka d/s, ale ma bardzo rzadką konsystencję, dlatego z powodzeniem używam jej jako odżywki b/s i jest chyba moją ulubioną. Świetnie nawilża loki, nie można przesadzić z jej ilością, bo włosy wypijają całe. Skręt po jej użyciu jest bardzo ładny. Między innymi dlatego ostatnimi czasu zrezygnowałam ze stylizatorów.
Gliss Kur, total repair, też macie wrażenie że nielubiane przez Was kosmetyki nie mają dna? Od dawna bezskutecznie usiłuję wykończyć tą mgiełkę≤ która zupełnie nic nie robi z moimi włosami.
Gliss Kur, ultimate hair elixir, jak do tej pory ulubiona mgiełka, odświeża włosy bez obciążania, nawilża i zabezpiecza silikonami.
Radical, serum witaminowo - ziołowe, kolejny produkt którego nie można używać zbyt często. Odżywka przyjemna, ale szału nie ma.
Jedwab Marion, idealny do zabezpieczania końcówek!

UFF! 
Znacie te kosmetyki? Lubicie je?

PS. mam nadzieję, że wasze Święta minęły równie przyjemnie jak moje, albo nawet bardziej!

czwartek, 26 grudnia 2013

Must see (or not!) #5

Cześć Dziewczyny!

Dzięki odrobinie wolnego czasu w święta udało mi się odrobić moje filmowe zaległości. Musicie wiedzieć, że kiedyś nie oglądałam filmów prawie wcale, wolałam czytać książki (oczywiście nadal czytam!), jednak pomyślałam, że warto znać pewne kinowe klasyki. Wpadłam po uszy i odkrywam coraz więcej produkcji wartych obejrzenia.

 

Skazaniec

Kolejny film w więziennym klimacie który bardzo mi się podobał.  Powiem szczerze, że nie znam ani reżysera ani szczególnie nie kojarzę grających w filmie aktorów, a jednak uważam produkcję za bardzo udaną. Nie jest przerysowany, co najbardziej mi się podobało to dialogi, wpadł mi do głowy jeden szczególny cytat "więzienie jest w naszej głowie, niezależnie po której stronie krat się znajdujemy". W wyjątkowy sposób pokazano moralność człowieka, o solidarności, o przetrwaniu. Polecam.

Las Vegas Parano

Bardzo, bardzo specyficzny film. Życie na haju, nie mam więcej określeń. Świetny film zniechęcający do narkotyków. Mimo wszystko nacechowany metaforami. Przede wszystkim o pogoni za Amerykańskim Marzeniem. Uśmiałam się bardzo, ale polecam tą pozycję tylko widzom z dystansem. Dobrze zagrany, zabawne dialogi, średni montaż, ale co najważniejsze piękna ścieżka dźwiękowa. Po prostu ją uwielbiam!

Pulp Fiction

Jeden z tych filmów,  który powinien zobaczyć każdy. Kilka historii początkowo niezwiązanych ze sobą za sprawą odpowiedniego montażu nabiera sensu. Z czasem wątki łączą się tworząc spójną, ale niesamowicie zaskakującą całość. Świetnie zagrane postacie, mające paradoksalnie niezgodne charaktery z ich rolami w historii. Wyobrażacie sobie, żeby płatny morderca był ortodoksyjnym chrześcijaninem? Mnie też ciężko. Jednak w tym filmie wszystko ma sens, wszystko do siebie pasuje. Polecam na poprawę humoru!

Kabaret

Film, który niestety trochę się zestarzał, ale warto oglądać też starsze kino, aktualnie nie kręci się już długich scen mówiących wszystko, liczą się krótkie cięcia. Rzadko kiedy w filmie mamy okazję przesłuchać piosenkę w całości. A tutaj ścieżka dźwiękowa jest absolutnie genialna. Chyba każdy kojarzy piosenkę "Life is a cabaret"? Obawiam się, że nie ma wielu takich aktorek jak Liza Minnelli. Film wzruszający, rozśmieszający i zaskakujący w jednym. Warto zobaczyć go chociażby dla jednej sceny ukazującej narodziny nazizmu, które przypadły akurat na czas akcji filmu, ba jestem w stanie poprzeć tezę, że nie jest on o losach Sally i Briana, ale o Niemczech w latach 30-tych. W czasach dojścia Hitlera do władzy.

wtorek, 24 grudnia 2013

Wszędzie Życzenia, a u mnie Recenzja!

Cześć Dziewczyny!

Cała blogosfera aż huczy od świątecznych życzeń. Jakoś za dużo tego dla mnie i za słodko.

Nie mniej na wstępie chciałabym Wam życzyć spokojnych świąt Wielkiej Nocy (pogoda rozpieszcza) Bożego Narodzenia. Dużo cierpliwości dla rodziny z którą będziecie zasiadać przy stole, i żebyście się nie przejadły. O!

A teraz chciałabym wam zaprezentować maseczkę do twarzy, która już dosyć długo jest w moich zbiorach, ale brak mi cierpliwości jak i regularności w jej stosowaniu. Nie mniej przetestowałam ją na tyle dużo razy by móc się teraz na jej temat wypowiedzieć. Zapraszam do recenzji!

Oczyszczająca Maska Drożdżowa BANDI

Obietnice Producenta:

Preparat polecany do pielęgnacji skóry z rozszerzonymi porami i skłonnością do powstawania zaskórników. Zawiera specjalny kompleks enzymatycznych białek ze ścian komórkowych drożdży bogatych w witaminy z grupy B, który delikatnie oczyszcza cerę, redukuje zmiany trądzikowe i zapobiega ich powstawaniu. Skóra po zmyciu maski jest gładka i dokładnie oczyszczona, a pory zwężone.

Cena: 25zł

Skład:

Aqua/Water, Paraffinum Liquidum, Hydrolyzed Yeast, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Ceteareth-20, Xanthan Gum, Triethanolamine, Parfum, Caprylhydroxamic Acid, Phenoxyethanol, Methylpropanediol, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Benzyl Alcohol, D-Limonene, Linalool

Moja opinia:

 Zacznę może od tego czego najbardziej obawiałam się patrząc na skład. Już na drugim miejscu pojawia się parafina, na szczęście maseczkę trzymamy na twarzy na tyle krótko (15minut), że nie powinna za bardzo zaszkodzić. Ale jednak tam jest, a parafina nie jest wskazana dla osób z cerą tłustą, mieszaną czy trądzikową, dla jakich ta maska jest przeznaczona.

Konsystencja kremowa, śliska, bardzo łatwo się ją nakłada, kolor ma lekko mleczny w stronę przezroczystego po nałożeniu na twarz. Maseczka pachnie ślicznie, lekko kwiatowo, w zasadzie nie wiem do czego porównać ten zapach. Nie jest męczący ani nachalny, a zdecydowanie umila aplikacje.


Co do samego działania musicie wiedzieć, że dla mnie jest świetna. Producent wywiązuje się z obietnic w 100%. Na mojej cerze efekty widać już po jednokrotnym użyciu co dla mnie jest niemałym szokiem. Zaskórniki na drugi dzień po zastosowaniu tej maski są zdecydowanie zmniejszone, skóra gładsza a koloryt wyrównany. Co ważne, maseczka mimo przeznaczenia do cery tłustej pozostawia nawet cerę suchą odpowiednio nawilżoną. Nie pojawiło się żadne ściągnięcie, pieczenie jak czasem po glinkach ani nic w tym rodzaju. Cera jest uspokojona, bardziej promienna a niespodzianki zmniejszone

BONUSIK:


Polecam tą maseczkę z czystym sumieniem, narobiła mi ochoty na inne produkty BANDI

Miałyście styczność z tym produktem? Lubicie firmę BANDI?

Jeszcze raz, wesołych Świąt!

niedziela, 22 grudnia 2013

Przedświąteczny (giga)haul

Cześć Dziewczyny!

Jak tam przygotowania do świąt? Zaczęłyście już porządki? Wszystkie prezenty kupione? :)

Ja zawsze przy okazji kupowania świątecznych niespodzianek dla rodziny robię także prezenty sobie. Czasem przy okazji do koszyczka wpadnie jakiś kosmetyk i nagle okazuje się, że przed Gwiazdką wydałam zdecydowanie więcej niż planowałam. Macie tak?

W tym roku zebrałam wszystkie produkty jakie kupiłam w grudniu i powstał post tasiemiec, dlatego bez zbędnego wstępu zapraszam do oglądania:

Zacznę od prezentu, który kupiłam sama sobie. Zamówiłam pudełko PinkJoy, które wydało mi się fajną inicjatywą, a kosztowało naprawdę niewiele. Ciekawe co znalazło się w środku?


  1. Odżywka do włosów "piwo i pszenica" co prawda tytułowe składniki daleko w składzie, ale sam skład jest bardzo przyjemny, mam przeczucie, że mi podpasuje. Właśnie dzięki prostocie.
  2. Oczyszczający peeling do twarzy "czysta linia" z pestek moreli i wyciągiem z rumianku. Swego czasu było go dużo w blogosferze. Peelingów do buzi wiecznie u mnie deficyt, bo jest to jeden z tych kosmetyków, których używam rzadko i nieregularnie. Cieszę się, że będę mogła go przetestować
  3. Odżywczy krem "Shilajit" do skóry normalnej i tłustej, wydaje się być ciekawy. Czas zabrać się za denkowanie kremów...
  4. Ochronny krem do rąk "Silikon", krem do rąk w sam raz na zimę. Niestety z powodu profilu pracy w stajni, częstego wychodzenia na mróz bez rękawiczek kremy do rąk są u mnie w ciągłym użyciu!
  5. Żel z kompletem aminokwasów i mikroelementów "Carina", chyba tego produktu z całego pudełka jestem ciekawa najbardziej. Po zużyciu posiadanych już kremów pójdzie na pierwszy ogień!
  6. Próbki produktów GoCranberry polskiej firmy.
Zamówienie z Yves Rocher, tak przy okazji kupowania prezentów! Robiłam zamówienie przez stronę internetową to od razu wrzuciłam do koszyczka coś dla siebie!
  1. Hair repair oil, nie powiem, po prostu z czystej ciekawości. Ma skład który teoretycznie powinien odpowiadać moim włosom, zobaczymy, jeszcze go nie używałam.
  2. Maseczka z glinką marokańską, czyli prezent do zakupów, na który tak czy siak miałam dużą chrapkę. Zbiera bardzo pozytywne opinie, użyłam jej raz i było to bardzo przyjemne pierwsze wrażenie. Niestety brak mi regularności w stosowaniu maseczek.
  3. Cure Solutions, kuracja usuwająca oznaki zmęczenia, jednym słowem kolejny krem. Także prezent do zakupów. Jestem bardzo ciekawa, ma przyjemnie wyglądający skład.
  4. Płyny pod prysznic czekolada z pomarańczą i czekolada z maliną. Nie mogłam się nim przeć, pachną jak delicje, a kto nie lubi delicji?
  5. Pielęgnujący krem do rąk 2w1, interesujący zapach, niektórym może się nie podobać. Dosyć lekki i delikatny. Plus, że bardzo szybko się wchłania. Idealny do torebki na co dzień. 
  6. Waniliowy peeling do ciała, Yves Rocher ma przepięknie pachnące produkty, ten peeling jest jednym z nich. Złuszcza przyzwoicie, zostawia przyjemną olejową warstewkę na skórze, a jego używanie to sama przyjemność. Niestety nie należy do najwydajniejszych. UWAGA, nie zawiera parafiny :D
  7. Tusz Sexy Pulp, chodziłam w okół niego strasznie długo. Tyle z Was go poleca, że nie mogłam się oprzeć. Gdy wysłużony Max Factor dobijał dnia, bez wahania skierowałam się w stronę Yves Rocher. Muszę przyznać, że Sexy Pulp jest genialny!
  8. Próbki kremów GoCranberry polskiej firmy.

Na koniec zakupy z Rossmanna:

  1. Puder Bourjois, healthy balance, bardzo fajny puder, żółty odcień, matuje na długo, na twarzy wygląda bardzo naturalnie. Jestem super zadowolona z zakupu i polecam całym sercem! Po raz kolejny nie zawiodłam się na produkcie Bourjois.
  2. Płyn Micelarny Bourjois, wracam do niego z podkulonym ogonem po testach innych miceli. Ulubiony za tą cenę!
  3. Płyn do higieny intymnej Facelle, oczywiście do mycia włosów. Świetnie się pieni, do delikatnego mycia idealny!
  4. Maybelline, Baby Lips, cherry me, kupiłam z ciekawości. Akurat potrzebowałam pomadki ochronnej, nie pogardziłam koloryzującą. Daje bardzo ładny naturalny efekt na ustach, pięknie pachnie wiśniami (bardzo żałuję, że nimi nie smakuje), niestety nawilża słabo, chroni na krótko. Nie mniej lubię ją za kolor!
  5. Pomadka nawilżająca Lovely, nr 08. Potrzebowałam szminki w kolorze nude, nie miałam żadnej a bardzo podoba mi się makijaż z ustami w tym odcieniu. Pomadki Lovely mają fajną konsystencję masełka, nie wysuszają. Jestem bardzo zadowolona z zakupu.
  6. Tusz Lovely, Pump up, tyle z Was go poleca, że nie mogła nie spróbować. Kupiłam też jeden mojej mamie, jest zachwycona. Świetnie podkreśla jej krótkie i dosyć rzadkie rzęsy. Na moich długich i gęstych też prezentuje się ładnie, nie skleja co najważniejsze!
  7. Korektor Revlon, colorstay, nr. 02 Light, potrzebowałam korektora pod oczy, wzrok zaprowadził mnie do szafy Revlona i tam był ON. Musicie wiedzieć, że w 100% spełnia moje oczekiwania, no może po za ceną. Nie podrażnia oczu, rozświetla spojrzenie, nie wchodzi w załamania i ładnie kryje cienie. 
Znacie te produkty? Podobnie jak ja wpadacie w szał zakupowy przed świętami, czy też trzymacie się wyznaczonego celu; kupna tylko prezentów?

niedziela, 15 grudnia 2013

Przedświąteczna lista szczególnych zapachów

Cześć!

Taki piękny tytuł, a ja poniżej bezwstydnie zaprezentuję moją długą listę pachnących chciejstw. Lubię zapachy słodkie, ale przełamane kwaśną nutą. Nie za ciężkie, piżmo u mnie się zupełnie nie sprawdza, za to jego biała wersja jest już bardzo przeze mnie lubiana. Róża odpada chyba, że mowa o jej liściach, wtedy jest już zupełnie inaczej.

Lubię karmel, bardzo, ale w nucie bazy dopiero. Lubię jak przed tym karmelem pojawi się trochę cytrynek, limonek ewentualnie mandarynek. Mroźne kwiaty jak najbardziej wskazane, ale wtedy już bez podparcia słodyczy i cytrusów.

Gdyby spojrzeć na to bardziej ogólnie... Lubię po prostu ładnie pachnieć, przede wszystkim dla siebie, ale nie będę oponować gdy postanowi zwrócić na zapach uwagę otoczenie. A co najważniejsze, perfumy muszą być trwałe, inaczej miłości z tego nie będzie choćby były najprzyjemniejsze dla nosa!

Jeżeli macie podobny do mnie gust, zapraszam do przeczytania i pokomentowania mojej listy chciejstw!
Lżejsza i odświeżona wersja Prady Candy, mój absolutny numer 1! Zakochałam się w tej wodzie toaletowej od pierwszego wyjrzenia (wąchnięcia?), a nie często mi się to zdarza. Muszę mieć ten zapach i mam nadzieję, że wpadnie w moje łapki prędzej niż później. Przeczytałam, że rzekomo jest nie trwały, jednak na mojej skórze dwa psiknięcia testerem w sklepie o 12 przetrwały aż do 22.00 co jest zupełnie wystarczającym wynikiem.

Dla zainteresowanych nuty zapachowe: białe piżmo, karmel, pachnąc groszek, nuty cytrusowe


Dostałam próbkę Pleasures przy okazji jakiś zakupów, muszę przyznać, że nie sądziłam, że kiedykolwiek tego typu zapach by mi się spodobał. Po wypróbowaniu przepadłam. Piękna kwiatowa kompozycja, delikatna, mroźna, kobieca. Ma w sobie coś intrygującego. Myślę, że prędzej czy później zapach wyląduje w mojej kolekcji, na pewno będę o nim pamiętała, jeżeli wykończę któryś z obecnie posiadanych flakonów.

Nuty głosy: różowy pieprz, nuty zielone, frezja, fiołek
Nuty serca: lilia, peonia, konwalia, róża
Nuty bazy: drzewo sandałowe, paczula, cedr, piżmo

Chciałabym powąchać także Pleasures Intense, bo po przeczytaniu recenzji i przeanalizowaniu nut wydają się być interesujące

Perfumy, których nie udało mi się jeszcze powąchać, ale są w moim guście i zdecydowanie muszę je przetestować:

nuty głowy: dzika truskawka, liście fiołka, czerwony grejpfrut
nuty serca: fiołek, jaśmin, gardenia
nuty bazy: esencja waniliowa, piżmo, białe drzewa

Ciekawi mnie klasyczna Daisy jak i wariacje na jej temat.

nuty głowy: malina, różowy pieprz
nuty serca: róża, magnolia, gardenia
nuty bazy: białe piżmo

nuty głowy: zielona mandarynka, liście truskawki
nuty serca: fiołek, różowy jaśmin, sorbet truskawkowy, skarmelizowany popcorn
nuty bazy: leśne jagody, karmel, paczula, piżmo

nuty głowy: żurawina
nuty serca: ylang-ylang, jaśmin
nuty bazy: białe piżmo

Powyżej akurat Eau Delice EDT, ale ciekawią mnie też inne wersje.

Chciałam krotko, wyszło jak zwykle :)
Zastanawiam się, czym Wy lubicie pachnieć? Może znacie moje propozycje? Co o nich myślicie?

piątek, 6 grudnia 2013

Must see (or not!) #4

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj jeden z tych szybkich, łatwych i przyjemnych postów. Jego przygotowanie nie wymaga zbyt dużo czasu, a oglądanie dobrych filmów to przecież sama przyjemność i chwila relaksu w te nieprzyjemne zimowe wieczory.

Dzisiaj mam dla Was coś nowego, coś z klasyki, coś do bania się i bajeczkę. Mam nadzieję, że wzbudziłam chociaż trochę ciekawości!

Byzantium

Miało być strasznie i trochę dramatycznie, wyszło odwrotnie, albo nawet wcale strasznie. Jestem potworną panikarą, nie mogę oglądać horrorów, a ten film wytrzymałam bez zamykania oczu. Werdykt, zdecydowanie nie jest straszny. Nie mniej mnie jako fance wampiryzmu się podobał mimo, że nie jest to żadne dzieło sztuki filmowej. Wyraźne niedociągnięcia w grze aktorów wynagradza mi specyficzny nostalgiczny klimat który lubię oraz nieco inne spojrzenie na wampiry i ich powstanie. Zdecydowanie koncepcja bardzo mi się spodobała. Dialogi kuleją, muzyka jakaś fenomenalna nie jest, bywa nudnawo, ale nie mogę powiedzieć, że jest to nie udany film. Polecam, ale tylko fanom wampirzego klimatu.

List dla króla

Nigdy nie spojrzałabym nawet w kierunku tego filmu, gdyby nie chwila nudy, brak internetu i fakt, że film akurat leciał w telewizji. Typowo przygodowy, raczej dla młodszych odbiorców. Wciągający, zdecydowanie nie żałuję czasu poświęconego na jego oglądaniu. Bawiłam się dobrze, dość mocno mnie odmóżdżył, ale to miła odmiana po dramatach i zaangażowanym kinie. Zupełnie poprawne dialogi i gra aktorów, jednym słowem oglądało się przyjemnie, ale to nie jest film który trzeba obejrzeć.

Powtórnie narodzony

Czyli jeden z tych filmów, który w mojej prywatnej skali dostaje 10/10 a musicie wiedzieć, że do te pory były takie tylko 2 no może w porywach do 3. Jeden z tych które dają do myślenia, taki z którego wychodzisz z sali kinowej milcząc. Niektórzy narzekają na grę aktorską (która moim zdaniem jest bez zarzutu), na używany angielski - niby na siłę. Ja widzę sens w każdym zabiegiem reżysera. Klimat jest po prostu fenomenalny, historia i scenariusz świetne. Zresztą sama (prywatna i osobista) ocena może świadczyć o tym, że nie mam nic do zarzucenia. Zakończenie zwala z nóg definitywnie i na długo nie pozwala się podnieść z kolan. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Ale co ja Wam będę opowiadać, obejrzyjcie i oceńcie sami. Warto.

Stowarzyszenie umarłych poetów

Staroć. Czytałam książkę, bałam się obejrzeć filmu, bo uwielbiam tą historię, jest magiczna i niesamowita. Bałam się filmu, bo potrafią one często na zawsze zatrzeć magię pierwowzorów. Reżyserowi udało się całkowicie oddać moje wyobrażenie bohaterów za co chylę czoła, i od razu mi z tym lepiej. Świetnie zagrane, genialna ścieżka dźwiękowa. Miło jest przypomnieć sobie historię w trochę innej odsłonie, jak się okazuje udanej. Przyznaję, płakałam na tym filmie, niby zdarza mi się wzruszyć dosyć często w trakcie oglądania filmów, czy czytania książek. Nie mniej sądzę, że świadczy to tylko o walorach tego filmu. Polecam!

Podsumowując mamy dwa filmy które moim zdanie trzeba obejrzeć, jeden spokojnie do pominięcia i jeden tylko dla fanów kina o konkretnej tematyce.

Widziałyście te filmy? Może planujecie, a może dzięki przeczytaniu tego krótkiego wpisu skusicie się na jedną z 4 produkcji?

Mało! Oj mało czasu!

Cześć dziewczyny!

Pewnie zauważyłyście, że znów zniknęłam na jakiś czas. W każdym razie piszę, żeby powiedzieć, że żyję, ale średnio dobrze się mam.

Cierpię na jeszcze większy brak czasu niż zazwyczaj, krótkie jesienne dni nastrajają depresyjnie. Tak, że aż nie chce się pisać, nawet na blogu. Aura nie sprzyja też robieniu zdjęć, a tornado co rusz zabiera jakąkolwiek elektryczność.

Jednym słowem nie jest dobrze. Nie przewiduję trwałego powrotu na blog, ale na pewno na razie z niego nie rezygnuję! Ogłaszam tylko, że posty będą pojawiać się jeszcze rzadziej niż zwykle!

Pozdrawiam!