czwartek, 21 listopada 2013

Rossmann -40% - czyli moja lista zakupów!

Cześć Dziewczyny!

Pewnie już wiecie, że jutro rozpoczyna się w Rossmannie promocja na kolorówkę -40%. Jak możecie nie wiedzieć skoro trąbi o tym cała blogosfera?

Chwyt marketingowy takiej promocji polega na tym, że w gruncie rzeczy wydajemy dużo więcej robiąc nieprzemyślane zakupy, niż w wypadku w którym idziemy do sklepu po konkretne produkty wiedząc, że musimy na nie wydać pełną kwotę. Skuszone (czy skuszeni) napisem PROMOCJA kupujemy wiele więcej produktów, które w gruncie rzeczy nie są nam potrzebne. Warto zrobić sobie listę rzeczy, które na prawdę nam się przydadzą, a nie będą tylko zbierać kurzu w szufladzie.

Zastanów się, czy na pewno potrzebujesz tysięcznej pomadki, skoro i tak na okrągło używasz tylko jednej, albo i żadnej?
Czy potrzebny ci kolejny lakier do paznokci, skoro te które masz nie mieszczą ci się już do pudełka?
Czy masz już wystarczający zapas ulubionego podkładu na najbliższy rok?

Odpowiedziałaś na powyższe pytania? W takim razie możesz przystąpić do tworzenia listy zakupów. Po jej zrobieniu zatrzymaj się przy każdym punkcie i przemyśl jeszcze raz potencjalny zakup. Dobrym pomysłem jest też ustalenie sobie górnej granicy kwoty jaką chcesz przeznaczyć na kosmetyki podczas trwania promocji. Dopiero w ten sposób faktycznie możesz coś zaoszczędzić.

Moja lista zakupów:

BOURJOIS, healthy balance - cena bez promocji około 40zł
MaxFactor, creme puff - cena bez promocji około 30zł

Jeszcze nie wiem, który z tych dwóch pudrów w kompakcie wybiorę. Aktualnie nie mam żadnego i dosyć ciężko mi się z tym żyje, ale czekałam specjalnie na tą promocję. Żadnego z powyższym jeszcze nie miałam, ale mają dobre opinie i są raczej polecane. Muszę obmacać stacjonarnie. Za Bourjois przemawiają żółte podtony oraz trwałość, MaxFactor ma za to bardzo dużą gamę kolorystyczną.

Maybelline, Pure Cover Mineral - cena bez promocji około 26zł
Bell, Multi Mineral Anit-Age Concealer - cena bez promocji około 10zł

Jak wyżej, obydwa mają bardzo pozytywne recenzje, jeszcze się nie zdecydowałam. Obmacam odcienie stacjonarnie i zobaczymy po który sięgnę. Aż wstyd się przyznać (a może i nie wstyd a duma?) ale nigdy nie miałam korektora. Zawsze z cieniami pod oczami radziłam sobie za pomocą samego podkładu. Niestety ostatnio mam takie dni, że cienie są zbyt ciemne by zakryć je samym bb kremem, lub też dni kiedy wcale nie chcę nakładać na twarz nic oprócz pudru, a non stop towarzyszy mi problem dosyć dużych cieni. Stąd pomysł na zakup korektora.


Wibo Eliksir, pomadka nawilżająca - cena bez promocji około 9zł

Aż żal się nie skusić przy Rossmannowskiej promocji za 4zł z groszami. Może wezmę nawet dwa odcienie, zobaczę. Zastanawiam się nad nudziakiem i jednym mocniejszym kolorem.

Wibo Sand, piaskowy lakier do paznokci - cena bez promocji około 9zł

Chodzi za mną od dawna piaskowy lakier, dokładnie TEN lakier, dokładnie TEN kolor. Jest piękny. Z zakupem także czekałam aż to tej promocji.

Lovely, Curling Pump up - cena bez promocji około 9zł

Z czystej babskiej ciekawości, tyle dobrego się o niej naczytałam, że myślę że mogę wydać na nią całe 4zł, no prawie 5zł. Mimo ostatnio nabytej i jeszcze zupełnie nowej maskary. Najwyżej poleży jakiś czas zamknięta, nic jej się nie stanie, a ja bądę miała zapasowy tusz za grosze.

Moja lista zakupów nie jest jeszcze zamknięta. Może polecicie mi w komentarzach jeszcze coś na co warto się skusić? Chętnie kupiłabym jakiś ładny matowy bronzer, może polecicie mi jakiś jeszcze puder wart uwagi? Albo korektor?

Wybieracie się w najbliższych dniach do Rossmanna? Jakie produkty znajdą się na Waszej liście?

środa, 20 listopada 2013

Czy bycie włosomaniaczką musi być drogie?

Cześć Dziewczyny!

Zbierałam się do togo postu dosyć długo, ale uważam, że jest całkiem przydatny. Wiem, że dużo dziewczyn boi się włosomaniactwa, boi się wydać majątek na kosmetyki do włosów, bo przecież produkty profesjonalne muszą być drogie, jak nie są drogie to nie są dobre! Nic bardziej mylnego!

Chciałabym pokazać Wam kilka świetnych produktów w wyjątkowo niskich cenach, na które warto się skusić. Co więcej, musicie zdawać sobie sprawę, że jest takich na prawdę dużo i zawsze macie wybór! Ja rzadko kiedy na pojedynczą rzecz wydaję więcej niż 15 zł. Ważne, żeby znać umiar :)

Delikatne szampony:

Facelle, płyn do higieny intymnej - ok. 7zł/ 300ml
BabyDream fur mama, balsam do kąpieli - ok. 9zł/ 500ml
BabyDream shampoo - ok. 4zł/ 250ml

Szampony oczyszczające:

Pollena - Malwa, szampon z czarną rzepą - ok. 3zł/ 300ml
Brawa ziołowa, szampon pokrzywowy - ok. 4zł/ 250ml

Lekkie odżywki:

Isana, odżywka nawilżająca - ok. 4zł/ 250ml
Artiste, odżywka z kreatyną - ok. 4,50zł/ 275ml uwaga! odżywka proteinowa!
Alterra, odżywka z granatem i aloesem - ok. 8zł/ 250ml
Balea, odżywka z olejem arganowym - ok. 6zł/ 250ml

Maski:

Alterra, maska z granatem i aloesem - 9zł/ 150ml
Gliss Kur, maska oil naturative - ok. 20zł/ 300ml
Pilomax, Kamille wax - ok. 30zł/ 480ml
L'biotica, Biovax do włosów ciemnych - ok. 18zł/ 250g

Oczywiście nie są to wszystkie produkty, warto zainwestować jeszcze w przeróżne oleje, ale nie będę ich tu zaznaczać, bo w tej kategorii produkty można przenosić do łazienki z kuchni, oczywiście polecam też te gotowe mieszanki jak np. oliwka przeciw rozstępom BabyDream fur mama, która jest jak wiecie moim ulubionym olejkiem.

Warto też kupić serum do zabezpieczania końcówek, ale wszystkie aktualnie obecne na rynku są bardzo podobne i nie różnią się też ceną. Omijajcie tylko produkty BioSilk, ponieważ przynoszą one więcej szkody niż pożytku :(

Podsumowując, gdyby początkująca włosomaniaczka chciałaby mieć po jednym produkcie z każdej kategorii to jednorazowo na początku musiałaby wydać około 35zł, czy to dużo? 

A teraz zastanówcie się ile wydajecie na obecną pielęgnacje włosów? A ile dobrego faktycznie dla nich robicie? Jak bilans? Czy warto być włosomaniaczką? :)

sobota, 16 listopada 2013

Moja niekosmetyczna lista chciejstw!

Cześć Dziewczyny!

Znów z powodu braku czasu zaniedbuję bloga. Niestety nic w tym temacie raczej się nie zmieni, bo doba jak na złość nie chce się wydłużyć o kolejne 24 godziny, ani nawet o 12! Nie mniej mam dla Was dzisiaj post z kategorii tych łatwych, szybkich i przyjemnych. Zarówno do tworzenia jak i (mam nadzieję) czytania!

Zapraszam do zapoznania się z moją (niekoniecznie) jesienną chciejlistą!

  1. SORRY, I AM ALLERGIC TO BULLSHIT czyli bluza, która wyraża całe moje jestestwo! Zdecydowanie ma w sobie to coś!
  2. CZAS, przepiękny naszyjnik, pod szkłem części zegarka, jak dla mnie cudo, kupił mnie w 1oo%
  3. TO NIE JEST KOLEJNE HIPSTERSKIE HASŁO NA HIPSTERSKIEJ TORBIE, czyli z serii jestem hipsterem, ale udaję, że nie bo bycie hipsterem jest już zbyt mainstream'owe! A tak całkiem serio, to uwielbiam lniane torby, szczególnie jeśli mają jakąś ciekawą grafikę lub zabawny napis! Powyższym mogę kłuć w oczy wszystkich hipsterów!
  4. ŚMIAŁO ŚMIAŁO, NIE GRYZĘ, kolejna bluza, która ma w sobie to coś, zdecydowanie mi się przyda, bo nie wiedzieć czemu dużo osób uważa, że chyba jednak gryzę!

  1. KWIATY, kolczyki 'szklane kule', w których zamknięte są ususzone kwiaty, coś pięknego. Fantastyczna misterna robota, delikatne, romantyczne. Zostaje mi tylko wzdychać!
  2. SZELKI, od dosyć długiego czasu szukam szelek idealnych, a w zasadzie szelek 'jakichkolwiek'. Powyższe spokojnie mieszczą się w ramkę pt. 'szelki marzeń'!
  3. BAD HAIR DAY, czyli czapka obowiązkowo do nabycia przez każdą włosomaniaczkę! Wiem, że te czapki są już obecnie w każdym zakątku internetu, ale ja wciąż uważam, że są śliczne i bardzo twarzowe. Ba, jedna leci nawet do mnie! Nie mogę się doczekać!
  4. KWIATY, patrz punkt 2 :)

  1. SHOPPER, klasyczny shopper, ale nie do końca. 'ala Zarowe shoppery widuję się prawie na każdym kroku na ulicy, ale co ja poradzę, że nadal bardzo mi się podobają i że nadal tylko do nich wzdycham? Chciałabym taką torebkę, ale z jednej strony nie chcę zniknąć w tłumie, a z drugiej... no są takie ładne! Powyższy jest inny, oryginalny, zwyczajnie ma w sobie to coś.
  2. ROBACZKI, kolczyki, tak wiernie oddane i wykonane z dokładnością, że chwilę zastawiałam się, co na prawdę przedstawia zdjęcie i czy na pewno są to kolczyki ;)
  3. TIULOWA SPÓDNICA, od dłuższego czasu chodzą za mną tiulowe spódnice, albo też sukienki z tiulowym dołem. Są uroczę, ale wciąż zastanawiam się, czy miałabym w niej odwagę wyjść na ulicę i czy prezentowałaby się na mnie dobrze. Mam spore wątpliwości ;)
  4. ZEGAREK, powinnyście już wiedzieć, że mam bzika na punkcie zegarków, szczególnie tych w stylu retro. Powzdycham sobie jeszcze trochę, a nóż podobny dołączy kiedyś do mojej kolekcji?
Wszystkie zdjęcia po za czapką pochodzą ze strony decobazaar.com. Możecie tam znaleźć prześliczne rzeczy wykonane przez projektantów lub też fanów 'robótek ręcznych'. Proponuję zajrzeć!

Podoba Wam się coś? Lubicie robić czasem listy 'zachciewajek'?


niedziela, 10 listopada 2013

Grzybkowy krem BB - SkinFood

Cześć Dziewczyny!

Zdaję sobie sprawę jak ciężko jest zdecydować się na zakup pierwszego BB kremu. Sieć bombarduje informacjami na ich temat, a ciężko znaleźć porównanie kilku w jednym miejscu. Ja nie mam zbyt wiele doświadczenia w tej kwestii, ale musicie wiedzieć, że kremy bb kocham miłością absolutną.

Dzisiaj chciałam wam przedstawić mój ulubiony jak na razie BeBik jakim jest SkinFood Mushroom BB Cream w małym porównaniu do Hot Pink Skin79, czyli jednego z najbardziej popularnych i najczęściej kupowanych jako pierwszy BB kremów.

Słówko od producenta:

Krem BB o potrójnej funkcji - ochronnej, głęboko nawilżającej oraz rozjaśniającej. Ekstrakty z grzybów i aloesu doskonale nawilżają i odżywiają skórę podczas gdy arbutyna i adenozyna sprawiają, że twarz staje się jaśniejsza i przejrzysta.

Skład:

Purified wate / Cyclomethicone / Titanium dioxide / BUTYLENE GLYCOL / CETYL PEG / PPG-10 / 1 DIMETHICONE /Ethylhexyl Methoxy-Cinnamate /Poly methyl methacrylate /Ceresin /Arbutin /Boron nitride /SORBITAN ISOSTEARATE /SODIUM CHLORIDE /Dimethicone /SORBITAN OLIVATE /PHENYL TRIMETHICONE /Vinyl Dimethicone / Methicone Silsesquioxane Crosspolymer /Trimethylsiloxysilicate /Aluminum Hydroxide /Stearic Acid /Talc /TRIETHOXYCAPRYLYLSILANE /Lecithin /Adenosine (2%) /Silica /Aloe Vera Leaf Extract 50mg /Bisabolol 50mg /Shiitake Mushroom Extract 50mg /Chamomile flower extract 50mg /Phenoxyethanol /Propylparaben /Methylparaben /perfume

Moja opinia:

Zacznę od wspomnienia jak bardzo podoba mi się opakowanie tego kremu. Jest zamknięty w miękkiej, wygodnej ślicznej retro - tubce. Jedyną rzeczą do której mogę mieć zastrzeżenia, jest to że zakrętka jest tekturowa i boję się, że stojąc w łazience za mięknie pod wpływem wody i opakowanie przestanie wyglądać estetycznie. 

SkinFood absolutnie nie pachnie grzybami, nie musicie się obawiać! Ma za to bardzo intensywny kwiatowy zapach, który aż kręci w nosie w trakcie aplikacji i chwilę się utrzymuję na skórze. 

Konsystencja jest typowo podkładowa, nieco lżejsza niż Hot Pink Skin79. Dzięki temu krem łatwo się rozprowadza, przyjemnie sunie po skórze i jego aplikacja jest czystą przyjemnością. Kremy BB najwygodniej rozprowadza się palcami, wklepywane nimi rozgrzeją się co wpłynie na bardziej naturalne wykończenie.
Na zdjęciu powyżej możecie porównać odcienie dwóch kremów BB. Skin79 jest bardziej beżowo szary i niestety nie współgrał najlepiej z moją ciepłą karnacją i urodą. W zimie, kiedy byłam bledsza, spisywał się przyzwoicie, jednak w lecie i na jesieni wyglądałam wręcz trupio. SkinFood jest nieco bardziej żółty niż na zdjęciach. Zdecydowanie cieplejszy od poprzednika. Na dłoni może się zdawać, że bardziej dopasowany do mnie jest Hot Pink, jednak sprawa na twarzy ma się zupełnie inaczej. I musicie mi wierzyć na słowo!

BB Cream od SkinFood kryje bardzo dobrze, bez problemu radzi sobie ze wszystkimi niedoskonałościami, pieprzykami czy piegami. Daje ładny naturalny efekt. Jestem też zadowolona z jego właściwości nawilżających, nie wysusza mojej cery, nie potrzebuję nakładać pod niego żadnego kremu. 

Jedynym minusem tego produktu jest jego bardzo słabiutka trwałość. Krem ściera się z twarzy już po około 4 godzinach, jednakże można sobie z tym poradzić. Można go ugruntować rano pudrem przedłużając tym jego trwałość kosztem bardzo naturalnego efektu, bądź też poprawić makijaż po 4 godzinach dokładając odrobinę kremu lub oprószając pudrem.

Podsumowując, bardzo polecam uważam, że jest świetny! Mam zamiar wypróbować jeszcze kilka kremów BB, ale może się okazać, że za każdym razem będę do niego wracać z podkulonym ogonem!

Stosujecie kremy BB? Jaki jest wasz ulubiony?
Znacie grzybkowy SkinFood?

piątek, 8 listopada 2013

Aktualizacja Włosowa - październik 2013


Cześć Dziewczyny!

Jesteśmy już praktycznie u progu kolejnego długiego weekendu, jakie macie plany? Zdaję sobie sprawę, że mały procent z Was przykłada wagę do tego, że w poniedziałek jest święto narodowe. Oczywiście pamiętamy, ale wydaje mi się że jest to bardziej okazja do spotkać towarzyskich. Ja liczyłam, że długi weekend da mi trochę odetchnąć, że uda mi się usiąść na chwilę i odpocząć. Niestety moi znajomi twierdzą, że jest to najlepszy moment na miliardy spotkań, co przy pracy w trybie weekendowym robi się trochę męczące.

Na szczęście udało mi się przysiąść na chwilę do napisania zaległego posta z włosową aktualizacją. Będzie krótko i zwięźle mam nadzieję, zapraszam!

 W pierwszej kolejności tradycyjnie kolaż z połączenia zdjęcia z poprzedniej aktualizacji i aktualnego. Wizualnie wygląd włosów się pogorszył, ale jest to kwestia tylko i wyłącznie oświetlenia. Na drugim zdjęciu nie ma słońca, więc włosy nie lśnią, jesienne światło jest chłodne i dające nie zbyt przyjemny efekt. Faktyczny stan loków nie zmienił się zbytnio, chociaż może troszkę in minus. Jestem dla nich mniej delikatna niż w poprzednich miesiącach, postawiłam na absolutny minimalizm, rzadziej mam czas na olejowanie oraz częściej używam szamponów z SLS.

Tutaj włosy z dwóch innych dni w tym miesiącu. Też macie tak, że jak chcecie zrobić zdjęcie włosów do porównania, to wychodzą one gorzej niż faktycznie wyglądają? 
Jeszcze a'propos powyższego zdjęcia, z lewej włosy stylizowane żelem, o którym niżej, po prawej bez żadnej stylizacji.

Kosmetyki których używałam:


  1. Szampon BabyDream - absolutna klasyka na moim blogu, do codziennego stosowania 
  2. Rueber Biotynia BIO-B - z powodu chronicznego braku czasu, mocno oczyszcza, ale zostawia włosy dosyć miękkie i przyjemne, mała pojemność sprawia, że mogę go wrzucić do kosmetyczki i umyć włosy w trakcie krótkiego wyjazdu. Są świeże, a bez użycia żadnej odżywki wyglądają bardzo dobrze związane w kucyk.
  3. Gloria, Malwa z czarną rzepą - klasyczny oczyszczacz, od czasu do czasu.


  1. Artiste - wspominałam o niej tyle razy że powtarzać się chyba nie muszę, świetna proteinowa odżywka na którą moje włosy całkiem dobrze reagują - nie za często i w małych ilościach ;)
  2. Stapiz Sleek Line, Shine & Repair - maska, którą moje włosy pokochały. Wyglądają po niej świetnie, błyszczą się jak głupie, a co więcej ma w sobie silikony co jest niesamowitą wygodą, w przypadku kiedy jestem zabiegana tak jak ostatnimi czasy. Nie muszę się martwić czy dostatecznie zabezpieczyłam włosy.
  3. Receptury babuszki Agafii, blask i wzmocnienie - KLIK. Jako d/s się nie sprawdza, ale znalazłam dla niej inne zadanie ;)
  4. Receptury babuszki Agafii, balsam na zmrożonej wodzie - na razie użyłam go tylko kilka razy, więc ciężko jest mi się wypowiedzieć na jego temat. Mam wrażenie, że się polubimy, jest dużo bardziej treściwy niż jego brat. Nie wiem tylko, cz to nie za dużo ziół na raz...


  1. Radical, serum ziołowo - witaminowe -  KLIK
  2. Balsam babuszki Agafii, blask i wzmocnienie KLIK
  3. Gliss Kur, ultimate oil repair - bardzo się polubiłam z tą mgiełką, dobrze odświeża włosy bez ich nadmiernego obciążania, oczywiście użyta w rozsądnej ilości. No i ma silikony, z którymi na nowo się ostatnio zaprzyjaźniam!


  1. Bielenda, żel Graffiti - czyli mój aktualny ulubiony drogeryjny stylizator. Da wielka pucha starczy mi na wieczność! Nie skleja włosów, nie powoduje, że wydają się nieświeże, a świetnie podkreśla skręt!
  2. Jedwab Green Pharmacy - bardzo dobrze spełnia swoją rolę, nie mam mu nic do zarzucenia.
  1. Oliwka przeciw rozstępom BabyDream fur Mama - czyli olej, który towarzyszy mi najdłużej, i służy najlepiej ze wszystkich, które do tej pory przetestowałam. Nie będę się po raz kolejny powtarzać, powiem tylko, że moje wysokoporowate kręciołki go kochają!













UFF, to wszystko! A jak tam wasze włosy w ostatnim czasie? Też wam płatają figle, tak jak moje? :)



niedziela, 3 listopada 2013

Must see (or not!) #3

Cześć Dziewczyny!

Udało mi się ostatnimi czasy obejrzeć kolejne 4 filmy, które chciałabym Wam dziś wieczorem wieczorem zaprezentować na łamach bloga. Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek powiem, że oglądanie filmów będzie mi sprawiać taką dużą przyjemność. Ale mówią, nigdy nie mów nigdy. ;)

Jeżeli jesteście ciekawe przy jakich produkcjach spędzałam ostatnio wieczory to zapraszam do poczytania, może znajdziecie coś co przypadnie Wam do gustu? Dzisiaj jeden musical, trochę klasyki komedii, coś opartego na faktach i podróżowanie w czasie.

Efekt Motyla

(The Butterfly Effect)
Film opowiadający o tym, jak niewielkie drobiazgi z naszej przeszłości mogą zmienić przyszłość. Podobno ruch skrzydeł motyla na jednym kontynencie może wywołać falę tsunami na drugim. O tym właśnie jest ten film. Nie przepadam za Ashton'em Kucher'em, nie uważam, żeby gra aktorska była fenomenalna, a produkcji na pewno nie można nazwać thrillerem. Zbyt dużo w niej elementów komedii romantycznej. Jednak zdecydowanie jest w nim to coś, bardzo trudne do zdefiniowania. Ta produkcja ma drugie dno a ja takie filmy lubię bardzo. Uważam, że jest warty obejrzenia i gorąco polecam. Napisałabym, że mam po nim ochotę na następne części, ale zrezygnowałam po przeczytaniu kilku recenzji. Nie chciałabym popsuć sobie opinii o tym filmie, który uważam za bardzo udany!

Pan od muzyki

(Les Choristes)
Musicie wiedzieć, że ten film utwierdził mnie w przekonaniu, że francuskie kino jest bardzo dobre. A ja zdecydowanie stałam się jego fanką. Przepiękny film, bardzo wzruszający, popłakałam się na nim przynajmniej dwa razy! Podparty niesamowitą ścieżką dźwiękową. Brakuje mi słów by opisać wszystkie emocje jakie czuję na jego wspomnienie. Skradł moje serce w zupełności. Polecam wszystkim fanom musicali i kina zaangażowanego, a jeżeli lubicie do tego melodię języka francuskiego, to jest to produkcja której nie możecie przegapić.

Żądło

(The Sting)
Klasyka gatunku komedii gangsterskiej z doborową obsadą, czyli coś obok czego nie można przejść obojętnie! Dosyć długo zbierałam się do obejrzenia tego filmu, bo nigdy szczególnie nie przepadałam z bezsensownymi strzelankami, w których goniący bohatera policjant ślizga się na skórce od banana. Jakie było moje zaskoczenie, gdy odkryłam, że ten film jest o czymś zupełnie innymi. Szajka kanciarzy wykonuje przekręt ich życia, nowa o bardzo dużej kwocie. Okazuje się, że bohaterowie w jego realizacje wciągają nie tylko 'jelenia' ale i samych widzów. Fenomanalny, bawiłam się przednio, a zakończenie zwaliło mnie z nóg. Spodziewałam się, że skończy się zupełnie inaczej. Ale co ja będę opowiadać, zobaczcie sami!

Marzyciel

(Finding Neverland)
Czyli na prawdę ładny film, o tym że w każdym z nas drzemie małe dziecko, które można wskrzesić przy odrobinie wyobraźni, o dorastaniu i o tym, że nie każdy dorosnąć. O tym, jak wiele może zmienić nasza wiara i czego zmienić za jej pomocą się nie da. Trochę o nieuchronności losu, trochę o marzeniu. Historia oparta na faktach o tym jak powstawał "Piotruś Pan" Film jest ładny, ba jest piękny, wzrusza. Ale jak dla mnie brakuje w nim tej iskry, której ja poszukuję. Oglądało mi się go bardzo przyjemnie, czym dłużej o nim myślę tym bardziej wydaje mi się udany. Czym dłużej piszę ten tekst, tym bardziej jestem skora go wam polecić. A jednak pozostaje we mnie lekki niedosyt. Czegoś mi brakowało i do końca nie umiem wytłumaczyć czego. Nie można nie wspomnieć na koniec o fenomenalnej muzyce, bez której film nie byłby taki sam. 

Podsumowując mamy 4 udane filmy, z których ciężko jest mi wybrać najlepszy czy najgorszy. Gdybym miała wybierać to z niewielką przewagą ale pierwsze miejsce dałabym "Panu od muzyki" a 4 "Marzycielowi". Jednak tak na prawdę polecam wszystkie, chociaż każdy przeznaczony jest dla trochę innego widza o nieco innej wrażliwości.

Polecicie mi coś na weekend?
Widziałyście którąś z powyższych produkcji, czy może dopiero po jakąś sięgniecie?

sobota, 2 listopada 2013

Wyniki rozdania!

Wiem, że bardzo niecierpliwie czekaliście na wyniki rozdania na moim blogu. Z tego powodu publikuję je już dzień po zakończeniu konkursu.

Wygrywa:

Serdecznie gratuluję!
Już napisałam do Ciebie maila, jednocześnie przypominam, że jeśli nie dostanę odpowiedzi w ciągu 7 dni, to będę losować zwycięzcę po raz drugi.

Chciałam bardzo podziękować za liczny udział, poprawnych zgłoszeń było równo 139, łącznie zdobyłyście aż 363 losy.

Wiem, że pojawiło się wielu nowych czytelników, mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej i spodoba wam się moje miejsce w sieci!

Pozdrawiam!

Projekt DENKO na listopad - grudzień 2013 + podsumowanie

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj mam dla was wpis z serii, która cieszy się największą popularnością na blogu. Sama się wcale temu nie dziwie, bo ja uwielbiam czytać o denkach na Waszych blogach. Kilka mini recenzji w jednym miejscu - fantastycznie! :)

Udało mi się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zużyć całkiem dużo produktów i dzisiaj sporo pustych opakowań skończy w koszu. Cieszę się, że coraz bardziej udaje mi się odgruzować szafki w łazience i że projekt DENKO przynosi rezultaty!

Poniżej plan na minione miesiące:

Co faktycznie udało mi się zużyć?

Jestem bardzo zadowolona, bo tylko jeden z planowanych produktów nie został wykończony, a po za tym w koszu wylądowało kilka dodatkowych opakowań, których nie uwzględniłam planując zużycia dwa miesiące wcześniej. Ale do rzeczy, garść recenzji:
  1. Isana BodyCreme, granat & figa - pięknie pachnący, lekki, szybko wchłaniający się krem do ciała. Nie mam mu nic do zarzucenia, spełniał swoją rolę lepiej niż dobrze. Za bardzo niziutką cenę dostajemy wielkie opakowanie przyjemnego nawilżacza! Jedynym minusem tego produktu, jest chyba niesamowita wydajność, bo zapach się nudzi a kremu nadal jest bardzo dużo. Być może kupię ponownie.
  2. Joanna, Żel mrożący, pełną recenzję tego produktu znajdziecie TUTAJ. U mnie szału nie zrobił, jednak dostatecznie spisywał się w roli stylizatora. Nie wykluczam, że jeszcze kiedyś po niego sięgne, jeżeli nie znajdę lepszego drogeryjnego stylizatora do loków.
  3. Ziaja, mydło pod prysznic blubel, właściwości myjące jak każdego innego żelu, ale za nie dużą cenę dostajemy ogromną pojemność ładnie pachnącego i przyjemnie pieniącego się mydła. Bardzo lubię produkty Ziaji pod prysznic i na pewno kupię ponownie
  4. The Body Shop, TUTAJ możecie przeczytać recenzję, ja nie będę się powtarzać i powiem tylko, że znam lepiej działające produkty w tej kategorii na moje włosy. Polubiłyśmy się, ale mimo wszystko wątpię, żebym kupiła następne opakowanie.
  5. BabyDream, szampon - nie ma się co rozpisywać, myjadło stosowane przeze mnie na codzień. Kupię jeszcze wiele buteleczek!
  6. AHAVA, krem na dzień - przyjemniaczek, lekki, dobrze nawilżający, bardzo dobrze współpracujący z podkładami i kremami BB. Nie zrobił krzywdy mojej trądzikowej cerze. Nie wykluczam, że kupię ponownie bo bardzo się polubiliśmy.
  7. Skin79, Hot Pink Collection, Super Plus BB Cream Triple Functions - pierwszy bebik po jaki sięgnęłam. Zmienił moje podejście do makijażu o 180 stopni. Pełną recenzję przeczytacie TUTAJ. Wciąż jestem na etapie poszukiwania ideału, ten mimo, że był świetny nie do końca odpowiadał mi kolorystycznie, ale być może jeszcze do niego wrócę. Zimą, kiedy moja cera jest jaśniejsza i w chłodniejszym odcieniu.
  8. Alepp, olej z nasion bawełny - zrecenzowałam go TUTAJ, zużyłam go, jednak nie jest dla mnie produktem niezastąpionym. Nie kupię ponownie.
  9. Oriflame, Tender Care, Protecting Balm - znalazłam słoiczek w odmętach dano nie używanej torebki, przeterminowany. Jeśli jesteście ciekawe opinii, jeszcze z czasów kiedy używałam go namiętnie, zapraszam TUTAJ. Z racji dostępności raczej nie kupię ponownie.
  10. Lush, Angels on Bare Skin - absolutnie pokochałam, chociaż nie jest niezbędny do życia, nazwałabym go raczej gadżetem, to jednak świetny po ciężkim dniu! Zapraszam do  RECENZJI, a ja zdecydowanie kupię ponownie.
  11. Marion, NaturaSilk, jedwab na końcówki - teoretycznie każdy jedwab, czyli serum silikonowe, powinno się sprawdzić zupełnie tak samo. Jednak w tym wypadku tak nie jest, z bardzo prostego powodu. Marion nie tylko w opisie, ale w składzie na proteiny jedwabiu. Moje bardzo wysokoporowate końce nie lubią się z nimi i jedwab powoduje jeszcze szybsze rozdwajanie. Na pewno więcej nie kupię!
  12. The Body Shop, Body Butter - czyli produkt, którego nie trzeba przedstawiać. Szczerze uwielbiam masełka TBS kupię jeszcze nie jedno opakowanie.

 Plan na listopad i grudzień:


Znacie te produkty? Coś szczególnie Was zainteresowało? 

piątek, 1 listopada 2013

Trochę koloru na jesień! {china glaze}

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj post z serii łatwych, szybkich i przyjemnych. Lakierowe posty zawsze takie są, bo ile można rozpisywać się o właściwościach jakiejś emalii? Szczególnie, jeżeli jest to tak znana marka jak china glaze? Ważniejsze dla mnie są chyba zdjęcia dobrze oddające kolor na paznokciach i w wypadku tego wpisu gwarantuję wam ich całkiem sporo!

Musicie wiedzieć, że Mediterranean Charm jest pierwszym lakierem od china glaze po jaki sięgnęłam. Po ogólnych zachwytach w blogosferze, jak tylko przyuważyłam szafę tej firmy to pomyślałam "muszę mieć chociaż jeden!". Od ilości kolorów dostałam oczopląsu i zdecydowałam się na bezpieczną czerwień, w moim ulubionym malinowym odcieniu. Tak się złożyło, że akurat nie miałam takiego w swojej kolekcji. Mediterranean Charm zaskoczył mnie bardzo tym, jak zmienia się pod wpływem światła. Jest swoistym kameleonem, który z intensywnej czerwieni zmienia się niemal neonowy róż.
Z lakierem współpracuje mi się bardzo przyjemnie. Aplikacja jest bajecznie prosta, pędzelek wygodny, konsystencja lakieru prawie idealna, jak dla mnie mógłby być minimalnie gęściejszy. Schnie błyskawicznie i tutaj nie żartuję! Dosłownie po chwili po pomalowaniu paznokcie są już suche i nie musimy się bać, że popsujemy mani. Bez topu trzyma się maksymalnie 3 dni, co było dla mnie mimo wszystko rozczarowaniem. Lakiery z tej półki cenowej przyzwyczaiły mnie do swojej niezniszczalności, tutaj niestety bardzo szybko ścierają się końcówki i pojawiają odpryski. Zmywa się nieco kłopotliwie, jak wszystkie czerwienie, ale nie jest też dramatycznie ;)
Mimo kilku drobnych wad kolor ten pokochałam za to jak pięknie się zmienia zależnie od oświetlanie. A sam lakier za dziecinnie prostą aplikację i szybkie schnięcie. Coś czuję, że to nie jest moim ostatnim tej firmy!

Znacie lakiery china glaze? Lubicie?

PS. dzisiaj zakończenie "Pachnące Rozdania", spodziewajcie się niedługo na blogu wyników!