środa, 30 października 2013

Przypominam o rozdaniu!

Cześć Kochani!

Z powodu chronicznego braku czasu, przepracowania i przemęczenia wpadam tylko na chwilę, żeby przypomnieć tym, którzy jeszcze się nie zgłosili, że na moim blogu do końca tygodnia trwa rozdanie. Można wygrać na prawdę fajne nagrody, więc zapraszam!


Żeby przejść na posta rozdaniowego kliknij TUTAJ lub w banerek na pasku bocznym.

Jesień jest dla mnie strasznie trudnym okresem, ciężko przestawiam się po zmianie czasu, nie mogę się przyzwyczaić, że tak szybko robi się ciemno, brakuje mi słoneczka i ciepła. Chociaż tegoroczny październik jest dla nas na prawdę przychylny!

Mam nadzieję, że Wy macie chociaż odrobinę więcej wolnego czasu niż ja i płynące z tego lepsze samopoczucie!

niedziela, 27 października 2013

Balsam Babuszki Agafii w dwóch aktach

Cześć Dziewczyny!

Nie wiem czemu tak długo zwlekam czasem z opublikowaniem w zasadzie już przygotowanych recenzji. Dzisiaj chciałam wam pokazać balsam na wodzie rumiankowej z serii Receptry Babuszki Agafii.
Jeżeli umiecie czytać cyrylicę, to na poniższym zdjęciu macie opis producenta o tym produkcie, ja niestety nie umiem, więc kupowałam troszkę 'kota w worku'. Spodobał mi się natomiast bardzo skład tego produktu, bardzo bogaty w olejki i ekstrakty. Nie znajdziemy w nim praktycznie żadnej chemii
Balsam zamknięty jest w wizualnie bardzo ładnym opakowaniu. Niestety butla praktycznie nie ma dozownika. Po odkręceniu zakrętki wita nas ziejąca dziura. Co niestety przy bardzo rzadkiej i lejącej konsystencji jest nie małym problemem i zdecydowanie zmniejsza wydajność produktu. Odżywka jest tak płynna, że aż spływa z włosów. Warto wspomnieć jeszcze słówko, o pięknym rumiankowym zapachu, w którym ja osobiście nie wyczuwam chemii. Myślę, jednak, że nie wyszyscy są fanami takiego zapachu.
Sprawa kluczowa i chyba najbardziej Was interesująca, czyli działanie. Balsam jest bardzo mocno nawilżający a jednocześnie lekki, mogę z pewnością polecić dziewczynom o włosach o niskiej porowatości, które ciężko nawilżyć, jak i tym które notorycznie walczą z brakiem objętości. Dla mnie okazał się zbyt lekki. Włosy były po nim gumowe, fruwające, zbyt nawilżone. Stosowałam go w różnych kombinacjach, na kilka minut, na godzinę pod czepek, za każdym razem nawilżenie było porównywalne. Ale znalazłam na niego idealny dla siebie sposób. Stosuję go jako odżywkę b/s. W tej roli sprawdza się świetnie. Nawilża na optymalnym poziomie, a jednocześnie dociąża (bez obciążania), definiuje skręt.

Podsumowując moją recenzję, gorąco polecam, bo myślę, że każda będzie z niego zadowolona w roli d/s bądź jak jak b/s. Gdyby nie słabiutka dostępność (tylko stacjonarnie za naszą wschodnią granicą) to chętnie zaopatrzyłabym się w kolejną butlę.
Dajcie znać, jeśli przyuważycie go gdzieś w Polsce!

Lubicie produkty Babuszki Agafii? Który z balsamów jest waszym ulubionym?

sobota, 26 października 2013

Piękne usta cały rok!

Cześć Dziewczyny!

Zimą przychodzi okres kiedy mam ochotę na trochę więcej koloru i odwagi w makijażu. Nie czuję się na tyle kompetentna aby zbyt mocno eksperymentować z makijażem oczu, dlatego w tym okresie w roku zwykle transparentne pomadki i błyszczyki zastępuję mocno kryjącymi szminkami w odważniejszych kolorach.  Chętnie powracam do stylu 'pin up'. Też tak macie?

Jednak aby makijaż ust wyglądał dobrze należy zadbać o porządne nawilżenie, inaczej każda sucha skórka będzie się odznaczać! Co więcej jesienią i zimą szybko zmieniają się temperatury i wilgotność powietrza, co sprzyja przesuszaniu i pierzchnięciu warg.

W dzisiejszym poście chciałam wam przedstawić aktualnie używane 4 produkty do pielęgnacji ust.

Carmex

Najdłużej  i najczęściej z całej czwórki służy mi CARMEX w sztyfcie (KWC). Szczególnie dobrze spisywał się latem, gdzie bardzo pożądane było uczucie mrowienia na ustach, ale zdaję sobię sprawę, że nie każdy jest jego fanem. Produkt świetnie sprawdza się w likwidowaniu suchych skórek, nawilża szybko i na długo. Jednak nie polecałabym stosowania go zbyt często i jako jedyny produkt do pielęgnacji ust, bo zawarte w nim składniki aktywne mogą wyrządzić trochę krzywdy. Szczerze przyznam, że dosyć długo nie wypróbowałam Carmexu, a pierwszy po jaki sięgnęłam był wiośniowym, nie mam niestety porównania do miętowej wersji. Produkt pachnie przyjemnie i świeżo.  

Lip Butter, NIVEA

Po recenzjach na blogach skusiłam się też kiedyś na kultowy już produkt Lip Butter od NIVEA (KWC). Najpierw kupiłam wersję malinową a chwilę później także vanilia i makadamia. Masełka pachną przepięknie. Mazidła są dosyć tłuste i treściwe, dlatego zwykle stosuję je zamiennie na noc, uratowały moje usta z ekstremalnego przesuszu, jednak efekt zaobserwujemy tylko przy regularnym stosowaniu. Parafina w składzie tworzy na ustach przyjemną ochronną warstewkę. Masełka bielą usta, co może się spodobać wielbicielkom tego efektu.
Praktycznie nie różnią się niczym między sobą poza zapachem, który jest równie źśliczny w obu przypadkach, oraz konsystencją. Wersja malinowa jest bardziej miękka i kremowa, vaniliowa raczej twarda i zbita. Bardzo żałuję, że nie ma różnicy w składzie i że nie znajdziemy w tych masełkach żadnych ekstraktów z tytułowej maliny, czy olejku z makadamii w drugiej wersji.

Lip Smacker

W trakcie Biedronkowej promocji skusiłam się na wersję Lip Smacker'a o smaku i zapachu Sprite (KWC). Produkt niestety przegrywa z poprzednikami w kategorii nawilżenia i pielęgnacji ust, ale za ten wiernie oddany zapach i smak jestem mu wstanie wybaczyć wszystko! Maziam się cały czas, nałogowo niemalże, i cieszę się bardzo przyjemnym składem. Lip Smacker ma bardzo twardą konsystencję, która jednak pod wpływem ciepła naszych palców zamienia się w bardzo lekki błyszczyk. Pięknie nabłyszcza usta, ale efekt jest bardzo naturalny i delikatny. Niestety przez swój Sprite'owy aromat zjada się z ust w tempie ekspresowym, jednak pewna warstewka ochronna pozostaje. Uważam, że błyszczyk jest idealny do stosowania w ciągi dnia, dzięki swojej lekkości i ładnego efektu na ustach.

Przedstawiłam wam 4 ulubione i w zasadzie jedyne produkty do pielęgnacji ust jakie używam zamiennie przez cały czas!

Jak wy dbacie o usta w szczególności przez ten trudny dla nich okres?
A może zachęciłam Was do wypróbowania jakiegoś nowego produktu?

niedziela, 20 października 2013

Jak czeszę swoje loki?

Cześć!

Wiedziałam, że wczorajszy post zaowocuje mnóstwem pytań o moją nową szczotkę, która znowu nie jest aż taka nowa, po prostu dopiero znalazłam okazję by Wam ją pokazać.

Post jest odpowiedzią nie tylko na wasze pytania w komentarzach, ale coraz częściej dostaję od Was maile z pytaniami (bardzo cię cieszę, że uważacie, że jestem godna poradzenia Wam, jest mi na prawdę bardzo miło!), w których między innymi przewija się to w jaki sposób czesze swoje włosy.

W pierwszej kolejności warto chyba zapytać, czy w ogóle czeszę swoje włosy. Trywialne pytanie, jak można nie czesać włosów?! Ale widzicie, ja na prawdę czeszę swoje bardzo rzadko. A jak już to zwykle w tym celu używam tylko własnych palców i to zazwyczaj tylko w trakcie nakładania odżywki lub maski.

Praktycznie nigdy nie rozczesuję włosów bez nałożenia odżywki, co oznacza, że prawie nigdy nie czeszę ich na sucho, ani na mokro po myciu. Zdarza mi się jednak czasami sięgnąć po ułatwiające tą czynność akcesorium, czyt. szczotkę lub grzebień.


Pierwszym 'czesadłem' na jakie w ogóle się zdecydowałam był zachwalany wszędzie bambusowy grzebień The Body Shop. Nim rozczesuję zwykle włosy na sucho kiedy zamiast mocnych loków, mam ochotę na delikatniejsze fale. Jako, że jest wykonany z drewna nie powinno się nim czesać włosów na mokro (pokrytych odżywką) ponieważ materiał się niszczy i wygina. Grzebień nie puszy moich włosów, dzięki swoim obłym kształtom nic nie wyrywa. Lubię go, ale nie zbyt często go używam.

Jak już wiecie, drugim przyborem używanym przeze mnie do rozczesywania włosów jest chińska podróbka Tangle Teezer'a nabyta na ebay'u (KLIK). Ja nie miałam nigdy oryginału, natomiast jeżeli jesteście ciekawe to Ania na swoim blogu opublikowała recenzję porównawczą. Pytacie, czy ta szczotka nie puszy mi włosów. Oczywiście, że puszy rozczesane loki tak jak każda inna, ale ja nie używam jej do czesania na sucho, chyba że przed nałożeniem oleju. Służy mi do równomiernego rozprowadzenia maski lub odżywki. Fenomenem tej szczotki są włoski na dwóch poziomach i miękki plastik, dzięki czemu nie wyrywa ona praktycznie żadnych włosów i bezproblemowo radzi sobie z rozczesaniem największych kołtunów. A każda zakręcona włosomaniaczka wie, jak trudno czasem jest rozczesać loki samymi palcami podczas mycia! Dodatkowo ma anatomiczny kształt i bardzo pewnie leży w nawet mokrej dłoni. Jedynym minusem jest to, że wrażliwsze skalpy nie wykonają za jej pomocą osławionego masażu skóry głowy. Igiełki mogą okazać się zbyt ostre.

Podsumowując zakręcone świetnie sobie radzą bez jakiegokolwiek akcesorium do szczotkowania włosów, dobrze nawilżone i śliskie loki łatwo powinny poddać się samym palcom. Jednak czasem dla ułatwienia warto jest mieć w domu grzebień lub szczotkę i w tym wypadku z czystym sumieniem mogę polecić oba powyższe. W zależności od zastosowania i chęci uzyskania zamierzonego efektu.

Czym Wy czeszecie włosy? Może używacie orginalnej TT, a może skusicie się za tańszy zamiennik?

sobota, 19 października 2013

Niedługo na blogu... Mini haul

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj post, który poprzedzi najbliższą serię wpisów. Jak wiecie bardzo lubię takie wpisy wprowadzające nowe produkty, które w niedługim czasie zrecenzuję na blogu. Lubię nie tylko u siebie, bo pozwala mi to trochę usystematyzować prowadzenie strony, ale i u innych. Oglądanie nowości z krótkim komentarzem sprawia mi dużą przyjemność. Są to te posty z kategorii szybkich, łatwych i przyjemnych!

Przy okazji wybierania nagród do BLOGOWEGO ROZDANIA sama zaopatrzyłam się w klika interesujących zapachów firmy Yankle Candle. Są to: Garden Sweet Pea, November Rain, Soft Blanket, Camomile Tea, Mandarin Cranberry. Na razie odpaliłam tylko dwa ostatnie i jestem nimi urzeczona. Są między innymi do wygrania!

Czy chcecie, by na moim blogu pojawiły się recenzje wosków Yankle Candle?

Skusiłam się też w trakcie wyjazdu do Szwecji na dwa produkty. Jeden był niczym więcej niż zwykłe chciejstwo drugi natomiast to zakup niezbędny. Kupiłam swój pierwszy w życiu lakier firmy Chila Glaze w kolorze przepięknej fuksji i numerku 209 Mediterranean Charm. Oraz, jako że Szwecja o tej porze roku jest dosyć mroźna musiałam zakupić jakieś smarowidło do ust. Padło na sprawdzone, tanie i wszędzie dostępne masełko do ust Nivea Vanilla & Macademia.

Skusiłam się też, jak pewnie duża część z Was, na promocję w Biedroncę. Wybrałam olejek do kąpieli Farmony o zapachu Liczi & Rambutan. Nadający objętość szampon DeBa pięknie pachnący lawendą! Zastanawiałam się też nad odżywką tej firmy, ale skład jest oparty na maśle shea, z którym moje włosy nieszczególnie się lubią. Ostatnim Biedronkowym produktem, który wrócił ze mną do domu jest błyszczyk LipSmacker o smaku i zapachu Sprite'a. Wszystkie trzy produkty mają świetne zapachy i już je kocham!

Przybyła do mnie także z dalekich Chin szczotka, czyli odpowiednik Tangle Teezera za całe 5 złotych. Był na nie swego czasu wielki boom w blogosferze. Co prawda nigdy nie miała oryginalnej TT, ale chodziła za mną dosyć długo. Jako że rzadko, jeśli w ogóle, czeszę włosy, to szkoda było mi wydać 60 zł na niepotrzebne akcesorium. 5 złotych to już nie jest majątek, więc stwierdziłam, że jeśli szczotka się nie sprawdzi to najwyżej wyrzucę ją do kosza. Na razie uważam, że było to jedne z moich najlepiej wydanych pięciu złotych w życiu!

Czego jesteście ciekawe najbardziej?
Też zrobiłyście zakupy w Biedronce? :)

piątek, 18 października 2013

Must see (or not) #2

Cześć Dziewczyny!

W poprzednim poście wyraziłyście chęć kontynuacji cyklu, więc dziś przybywam z kolejnym zestawieniem 4 filmów, które warto, lub nie do końca, obejrzeć!

Dzisiaj dosyć mocna konkurencja, wszystkie filmy dobrze oceniane, trochę klasyki, coś stosunkowo nowego i coś niszowego, zapraszam!

12 Angry Men


Byłam dosyć sceptycznie nastawiona do tego filmu. Czarno - biały, kręcony z zasadą jedności miejsca i czasu. Zastanawiałam się, czy reżyser jest w stanie nie zanudzić na śmierć widza zamykając akcję w jednym niewielkim pomieszczeniu, czy jest w stanie utrzymać napięcie? S. Lumet'owi udaje się to bezbłędnie. Film jest genialny. Ukazuje nam niezwykle trudną sztukę manipulacji. W jednym pokoju zamykamy 12 przysięgłych, którzy mają obradować nad winą chłopca, co jest rzekomo oczywiste, zabił ojca. Jednak jeden z tytułowych 12 gniewnych ma wątpliwości. A wyrok nie może zapaść dopuki nie ma 100% zgodności. I tak kiełkuje ziarno wątpliwości. Nie opowiadam dalej, trzeba zobaczyć ten film!

Atlas Chmur


Film złożony z kliku osobnych historii, każda z nich jest ciekawa, jednak dla mnie połączone w całość robią niesamowity bałagan. Gdybym uprzednio nie przeczytała recenzji tego filmu i z grubsza nie wiedziała o czym ma być, to nic bym nie zrozumiała. Przez 3/4 filmu mamy mętlik w głowie, wszystkie historie łączą się dopiero pod koniec. Co ciekawe, warto zauważyć, że aktorzy zmieniają tylko rolę w poszczególnych opowieściach, lecz wciąż się powtarzają. Film jest bardzo ładnie nakręcony, świetna charakteryzacja i efekty specjalne. Jednak nie uważam, by była to pozycja obowiązkowa, chociaż film ma w sobie coś, czego nie umiem zdefiniować a bardzo mi się podobało. Opowiada o ciągłości życia, o tym że wciąż i wciąż spotykamy się w coraz to innych wcieleniach. Techniczny majstersztyk, jednak nie w moim guście.

Brick


Film zbiera dosīć niskie oceny, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Uważam go za całkiem udany i gorąco polecam. Akcja dzieje się współcześnie, w liceum. Mamy głównego bohatera, outsidera, który bawi się w rolę szkolnego detektywa, tylko tym razem stawka jest nieco większa niż zwykłe paczki trawki albo jakiegoś rodzaju szantaże. Chodzi o morderstwo i dilerowanie. Co w tym filmie jest dla mnie niesamowite? Klimat, film niby współczesny jest odbiciem filmów gangsterskich z lat '40. Aktor grający głównego bohatera był fenomenalny! Co bardzo mnie zaskoczyło to zupełny brak dorosłych, zastępują ich licealiści. Świetnie pokazany, przerysowany, fantastyczny, a jednak potencjalnie tak realny obraz, bardzo symboliczny. Polecam!

Skazani na Shawshank


Klasyka sama w sobie, o której zbyt wiele pisać chyba nie trzeba. Kolejna ekranizacja powieści Kinga, kolejna bardzo udana przy której nie nudzimy się nawet przez 5 minut. Historia niesłusznie skazanego na dożywocie bankiera, który musi poradzić sobie w świecie rządzonym przez najsilniejszych, strażników i najbardziej wpływowych współwięźniów. Przez wiele lat przyświeca mu jeden cel, wydostać się stamtąd. Jeśli lubicie filmy, w których pierwszoplanowa nie jest akcja, ale przeżycia wewnętrzne bohaterów, jeśli lubicie się domyślać, i jeśli chcecie by film został z wami na dłużej niż tylko do końca seansu, to "Skazani..." są pozycją obowiązkową!

Podsumowując dzisiaj opisałam wam 3 filmy warte obejrzenia i jeden, również dobry, ale zdecydowanie gorszy od pozostałych. Chociaż gorszy to złe stwierdzenie, bo to nie jest źle zrobiony film, jednak nie trafiający w mój gust.

Znacie te filmy? Może macie na ich temat zupełnie inne odczucia niż ja?
Dalej czekam na polecenia! :)

niedziela, 13 października 2013

Pielęgnacja dłoni minerałami z Morza Martwego - Ahava

Cześć Dziewczyny!

Przychodzę do Was z recenzją kremu do rąk, który pokazywałam na blogu już na jego początkach. Wtedy byłam z niego bardzo zadowolona, ale że minęło trochę czasu, zmieniła się szata graficzna i skład kosmetyków, oraz produkty AHAVY stały się dostępne w Polsce postanowiłam sięgnąć po niego jeszcze raz i sprawdzić czy dalej będę się tym kremem zachwycać. Szczególnie, że silnym argumentem przeciwko w przypadku tej firmy jest bardzo wysoka cena. Jeżeli jesteście ciekawe co po upływie ponad roku myślę o tym produkcie to zapraszam do dalszej części recenzji!

Obietnice producenta:

aby móc dokładnie przeczytać najlepiej otwórz zdjęcie w nowej karcie

Skład:

Skład jest o ile dobrze pamiętam nieco krótszy niż w poprzedniej wersji.  Za nawilżenie w tym kremie będzie odpowiadać gliceryna i poprzedzające ją emolienty, znajdziemy też w kremie detergent, łagodniejszy niż SLeS, Na pierwszym miejscu woda z minerałami a dalej znajdziemy jeszcze wodę z morza martwego. Niestety niesamowicie dużo rzeczy po zapachu. W kremie nie znajdziemy parabenów, a funkcję konserwantu pełni alkohol na szczęście na tyle daleko w składzie, żeby nie narobić krzywdy!

Moja opinia:

Zacznę od opakowania, które szalenie mi się podoba i jest bardzo wygodne. Jestem fanką minimalizmu, więc biało - brązowe opakowanie z ładną schludną czcionką i bez zbędnych grafik trafia w mój gust w 100%. Tubka jest miękka, łatwo wydobywa się z niej krem, otwór higieniczny, zatrzask solidny. Opakowanie, jest dużo bardziej udane od tego z poprzedniej serii, które wyglądało tak:
źródło: google.com

Zapach jest taki sam w całej serii Water, delikatny, świeży, może trochę morski, albo algowy? Po nakremowaniu rąk zostaje z nami na długo

Konsystencja jest kremowa, trochę gliceronowa, lekka. Dzięki temu krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia żadnej tłustej warstwy, nie klei się. Jednak uczucie, że posmarowaliśmy czymś dłonie pozostaje, towarzyszy nam lekka silikonowa otoczka, którą ja osobiście lubię, bo dłonie są wygładzone i chronione. 

Krem nawilża na długo, co czyni go produktem stosunkowo wydajnym. Jednak cena blisko 100zł jest nieco porażająca, to ja Mineralny krem do rąk Ahavy uwielbiam i wiem, że wrócę do niego jeszcze nie raz. Jest dla mnie jednym z lepszych produktów w tej kategorii!

W tym wypadku zdecydowanie za ceną idzie jakość. Szczerze polecam.

Znacie produkty Ahavy? Jaki jest Wasz ulubiony krem do rąk?


PS. Bardzo cieszę się, że wczorajszy post o metodach olejowania cieszy się tak dużą popularnością. Uważam, że jest to jeden z tych wpisów wartych uwagi!

sobota, 12 października 2013

Olej na głowę! Tylko jak?

Cześć Dziewczyny!

Anwen na swoim blogu zapoczątkowała akcję "Wrzesień miesiącem olejowania", do której bardzo chętnie przystąpiłam. Akcja miała na celu ukazanie plusów olejowania jako takiego, bo zakładała nakładanie oleju na włosy przed każdym (albo prawie każdym myciem), co u mnie jest standardem, ale miała także ukazać, że oprócz samego oleju duży wpływ na to czy będzie nam taka pielęgnacja służyła ma metoda olejowania którą zastosujemy.

Ja do tej pory nakładałam oleje na sucho i na mokro, a akcja Anwen zmotywowała mnie do tego by spróbować jeszcze olejowania na mgiełkę i odżywkę. Wybrałam jeden olej, który zawsze najlepiej mi służył i doszłam do pewnych wniosków, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Chciałabym zacząć od ogólnych plusów olejowania włosów, żeby przekonać do tego te z Was, które nigdy nie próbowały, oraz nieco wprowadzić w główny temat posta.

  • oleje nawilżają oraz poprawiają sprężystość i elastyczność włosów
  • nawilżają skalp
  • regulują wydzielanie sebum skóry głowy
  • nadają włosom blask
  • uodparnia włosy na zniszczenia
  • poprawia nie tylko wizualny ale i faktyczny stan włosów
Co ważne jest to wyjątkowo tania  skuteczna kuracja. Na każdy rodzaj włosów działają oleje zawierające różne proporcje kwasów omega 3, 6 i 9. Jeśli chcesz się dowiedzieć, jaki olej będzie dobry dla Ciebie, to zapraszam na bloga Czarownicującej

Olejowanie włosów na sucho i mokro

Są to najprostsze, najbardziej znane i najczęściej stosowane metody nakładania oleju. U mnie dużo lepiej sprawdza się metoda na suche włosy, jednak warto wypróbować obydwie. Na włosy nakładam aktualnie około 1 łyżki stołowej oleju, jednak wcześniej gdy miałam włosy bardziej suche i porowate nakładałam go tak długo, aż włosy go piły. Uważam, że nie ma określonej ilości oleju dobrej na każde włosy, te bardziej zniszczone będą potrzebowały go więcej, te zdrowe mniej. Dobrze dobrany olej powinien dać się zmyć delikatnym szamponem bez SLS lub odżywką.

Ja często przed zmyciem oleju nałożonego uprzednio na sucho (ew. mokro) nakładam odżywkę aby zemuglować olej by łatwiej się zmył oraz dodatkowo odżywić włosy. Dzięki temu nie będzie nam potrzebna duża ilość detergentu oraz włosy będą jeszcze miększe. 

Olejowanie włosów na mgiełkę nawilżającą



Ja wybrałam mgiełkę Matas Natur, ponieważ jest jedyną mgiełką jaką posiadam niezawierającą silikonów. Ponad to ma silnie nawilżający skład oparty na ekstrakcie z aloesu. Wy możecie sięgnąć po dowolną ulubioną mgiełkę bez oblepiaczy, ponieważ olej musi mieć szansę działania.

Spryskałam obficie włosy mgiełką, nałożyłam olej i poszłam spać. Następnego dnia olej zmył się bez najmniejszego problemu, co zdecydowanie jest plusem. Jednak włosy otrzymały w tym wypadku zdecydowanie zbyt dużo nawilżenia, moje nie potrzebują aż tak dużo, były gumowe i fruwające. Jednak polecam tą metodę dziewczynom z bardzo suchymi i zniszczonymi włosami, które wymagają podwójnej dawki nawilżenia!

Olejowanie włosów na odżywkę




Olejowanie na odżywkę okazało się moją ulubioną metodą, bardzo uniwersalną. Jak przy nakładaniu oleju na mgiełkę należy wybrać produkt bez silikonów i innych substancji filmotwórczych by dać szansę działania olejowi. 

W pierwszej kolejności wybrałam odżywkę nawilżającą jednak spotkało mnie podobne rozczarowanie jak i przy olejowaniu na mgiełkę, jedynie włosy były nieco mniej fruwające. Odżywkę opartą na emolietnach mogą wybrać dziewczyny o wyjątkowo przesuszonych włosach.

Potem jednak wpadłam na genialny pomysł nałożenia pod olej odżywki proteinowej. Jest to strzał w 10. dla wszystkich włosów nielubiących się z proteinami ponieważ olej zapobiega przeproteinowaniu włosów. Dodatkowo taka mieszanka wyjątkowo łatwo zmywa się z kłaczków, ponieważ w każdej odżywce jest chociażby śladowa ilość emolientów, które emuglują olej. 

Metoda olejowania włosów na odżywkę daje nam wiele różnych możliwości, tyle ile odżywek posiadamy w domu.


Podsumowując, oprócz oleju, metody olejowania bardzo istotne są pozostałe produkty które łączymy z olejami. 
Jeśli wypróbowałaś wiele olejów, które teoretycznie powinny być dla Ciebie dobre, a jednak ciągle coś jest nie tak. Jeśli włosy po każdym olejowaniu są tłuste, obciążone i nieświeże, nie ważne ile razy byś szorowała skalp. Jeśli próbowałaś olejowania ale poddałaś się z braku efektów, zmień metodę! Spróbuj z olejami skojarzyć inne produkty!

Ja wspomniałam tylko o 4 metodach, jest ich więcej. M. in. wymyślone przez Anwen serum olejowe w spray'u, czy pomysł Natalii z bloga BlondHairCare na olejowanie włosów w misce.

Nakładacie oleje na włosy? Jaka metoda jest waszą ulubioną?
A może dopiero zainteresowałyście się olejowaniem, zachęcilam Was do spróbowania?

piątek, 11 października 2013

Must see (or not!)

Witajcie!

Przychodzę do was piątkowym wieczorem z nowym, zupełnie innym niż zwykle cyklem. Pomyślałam, że od czasu do czasu przyda się na blogu krótki przerywnik kulturalny, taki przecinek w kosmetycznej tematyce. Dzisiaj przed Wami plejada filmów, które koniecznie trzeba obejrzeć i takich przy których stracimy dwie godziny cennego czasu - chociaż tych drugich staram się nie oglądać. Króciutko opiszę kilka pozycji, które obejrzałam ostatnimi czasy i które pozostały mi w pamięci.

Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten cykl i że wyrazicie chęć jego kontynuacji, chętnie będę pisać też o przeczytanych książkach czy o nowo odkrytej muzyce. Jeżeli tylko wyrazicie chęć czytania!

wszystkie zdjęcia pochodzą z galerii google.com

The Great Gatsby


Zapytam może retorycznie, kto nic nie słyszał o tym filmie? Nie widzę łapek w górze. Jedna z najgłośniejszych premier ostatniego roku i w sumie nie ma się czego dziwić. Ogromny przepych produkcji, zdecydowanie był to bardzo drogi film. Przepiękne stroje i charakteryzacje, fantastyczna scenografia. Soundtrack wydawał się być bardzo obiecującym, zakochałam się w kilku piosenkach, jednak nie współgrał idealnie z filmem, na pewno na jego początku. Pierwsze 45 minut jest to oglądanie przepięknych obrazków z czasów rozgrywania się akcji filmu, absolutnie nic się nie dzieje, nic nie posuwa wydarzeń do przodu, ale jest na co popatrzeć! Piękne zdjęcia. Jedyne do czego mogę się przyczepić to do gry aktorskiej. Na pewno nie był to popis Dicaprio, prym w tej produkcji wiodły role drugoplanowe. Nie mniej uważam, że jest to film warty obejrzenia, narobił mi chęci na przeczytanie książki jak i obejrzenie ekranizacji z '74 roku.

Incepcja


Film podobał mi się w każdym calu, w każdej minucie. Na prawdę nie wiem gdzie i kiedy uciekły dwie godziny czasu w trakcie oglądania Incepcji. Wciągnęła mnie całkowicie. Uważam, że jest to Must see każdego. Począwszy od genialnych zdjęć, przez dobrą muzykę i grę, aż do niesamowitego tematu. Daje bardzo dużo do myślenia. Sam (lub sama) zastanów się, jaką masz pewność czy twoje życie nie jest snem? Może to co śnimy jest rzeczywistością? Te dwa stany są ze sobą na stałe splecione, ale czy możemy mieć 100% pewność, że żyjemy na prawdę? Niby takie proste, ale ten temat poruszają filozofowie od czasów starożytnych. A wracając do filmu, największe wrażenie zrobiło na mnie zakończenie. Czy jest zaskakujące? Nie do końca, trochę spodziewamy się co może nas czekać. Ale jednak historia zostaje w pewien sposób niedokończona. Zamiast rozwiązywać wszystkie wątki, my widzowie wpadamy w incepcje jeszcze bardziej. I rozmyślamy. Rozmyślamy nad dalszymi losami głównego bohatera, nad zacierającą się granicą jawy i snu. W zasadzie jedyną rzeczą, a raczej postacią, która nieszczególnie mi podeszła jest Ariadne, grana przez Ellen Page. Nie mniej sądzie, że trzeba obejrzeć ten film!

Jeździec znikąd


Zawsze musi pojawić się czarna owca każdego notowania. "Jeździec znikąd" trafił na bardzo mocnych rywali. Mimo, że bardo lubię Johna Deppa, to muszę przyznać, że nie jest to udany film. Chociaż może i właśnie jest, ale skierowany do zupełnie innego odbiorcy. Western, bardzo lubię westerny, dużo zdrowego humoru, absurdalnego. Lekki, nie wymaga myślenia, Depp gra równie dobrze jak zawsze... Ale "Jeździec znikąd" to po prostu bajka, którą można puścić wieczorem dzieciom, z miłą chęcią dosiąść się do nich z herbatką i na chwilę się wyłączyć. Co nie zmienia faktu, że momentami dłuży się niemiłosiernie. A Deppa dużo bardziej lubię na przykład w "Alicji w Krainie Czarów", "Piratach z Karaibów" czy "Edwardzie Nożycorękim". Jednym słowem, na pewno nic nie stracicie pomijając tą pozycję.

Zielona mila


Ekranizacja powieści Stephena Kinga, nie szczególnie lubię oglądać filmy na podstawie twórczości tego pisarza. Z trzech powodów, na prawdę lubię jego książki, bardzo niewiele adaptacji filmowych okazała się udana. No i zdecydowanie bardziej wolę horrory czytać niż oglądać. "Zielona mila" jest klasykiem, który powinien obejrzeć każdy, tak słyszałam, więc zabrałam się za ten film i ja. I zgadzam się, że jest to kolejna pozycja Must see. Nic nie brakuje temu filmowi i narobił mi ogromnego apetytu na książkę. "Zielona mila" jest bardzo dobrze zagrana, nic nie brakuje ani scenografii ani kostiumom. Film, mimo że jest nieco przerażający, ogląda się z niesamowitą przyjemnością, a postaci więźniów są bardzo wielowymiarowe. Okazuje się, że nie każdy przestępca musi być zły do szpiku kości. W pewnym momencie zaczynamy ich żałować (czy słusznie?), aż pojawia się niejaki "Dziki Bill", który na nowo nas przewartościowuje. Piękny, smutny i trochę straszny film. Pozycja obowiązkowa!

Jestem ciekawa czy oglądałyście te filmy, czy macie podobną opinię do mojej, czy też zupełnie odmienną?
Dajcie też znać, czy chcecie, by tego typu cykl został na blogu na dłużej!
No i może polecicie mi kilka filmów na te długie jesienne wieczory?

środa, 9 października 2013

Tak ładnie brzmi "Serum..."

Cześć Dziewczyny!

Ostatnio odkryłam, że na blogu dawno nie pojawiła się żadna recenzja kosmetyku do włosów. A tych u mnie, jak u rasowej włosomaniaczki, schodzi całkiem sporo! Dzisiaj produkt używany przeze mnie już dłuższy czas, trochę nieregularnie i nie za często, ale chyba zdążyłam wyrobić sobie na jego temat zdanie. Czy pochlebne? Zapraszam do dalszej części recenzji.

Pod lupą serum witaminowo - ziołowe RADICAL
Serum... tak mądrze brzmi!

Obietnice producenta:

Serum odżywia, nawilża, wzmacnia i regeneruje włosy. Zapobiega elektryzowaniu, nadaje puszystość i połysk. Zmniejsza objawy nadmiernego wysuszania włosów.
W skład Serum Radical wchodzi ekstrakt skrzypu polnego, d - pantenol oraz specjalnie dobrane składniki kondycjonujące.

Skład: 

Aqua, Cetyl Alkohol, Cetostearyl Alkohol, PEG-20 Stereate, Stearalkonium Chloride, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Glycerin, Camelia Sinensis, Equisetum Arvanse, Cyclomethicone, Tocopheryl Acetate, Phentanol, Inulin, Parfum i dalej jeszcze mnóstwo różnych rzeczy, których nie chce mi się przepisywać ;)

Standardowo na zielono produkty, które lubimy, tutaj emolienty, ekstrakt z zielonej herbaty, skrzypu polnego i pentanol. Na niebiesko, składniki zupełnie nam obojętne. Pomorańczowym kolorem zaznaczyłam rzeczy mogące wzbudzać kontrowersje. Po 1. Gliceryna, nie wszystkie włosy się z nią lubią, po 2. Silikon. Ale ja osobiście lubię silikony w odżywkach b/s, jeszcze bardziej te lotne jak właśnie cyclomethicone.

Moja opinia:

Zacznę może od opakowania, jest to całkiem ładna wizualnie, ale także poręczna, miękka tybka. Bardzo łatwo dozować nią odpowiednią ilość produktu, a otwór jest stosunkowo higieniczny. Nic się nie wylewa i nie pacia po zakrętce.

Zapach może okazać się kontrowersyjnym, mnie się podoba, jest ziołowo kwiatowy, jednak niektórym ta woń może kojarzyć się z odświeżaczem do powietrza, albo płynem do toalet. Nie ukrywam, że i mnie się tak trochę kojarzy, ale dla mnie jest to raczej przyjemna woń. Zapach nie pozostaje na włosach.

Konsystencja bardzo mi się podoba! Odżywka jest raczej zwarta i gęsta, ale nie "ciężka", przyjemnie się ją nakłada na włosy. Co ważne jest też bardzo wydajna, na prawdę nie potrzeba wiele by pokryć wszystkie kosmyki, przez co łatwo przesadzić i obciążyć włosy.

No i wisienka na torcie, czyli działanie. Spróbuję iść tokiem zaproponowanym przez producenta. Mimo zawartości przyjemnych ekstraktów nie zaobserwowałam odżywienia wzmocnienia i regeneacji, ale bądźmy szczerzy, czy jest to zadanie odżywki b/s? Moim zdaniem ten ostatni etap pielęgnacji ma sprawić, że włosy wizualnie prezentują się dobrze.  Nie wpłynęła też w żaden sposób na wypadanie, ale na to bynajmniej nie liczyłam! Za to zdecydowanie zgodzę się, że zapobiega elektryzowaniu, nie żebym miała z tym bardzo duży problem, ale muszę w tym punkcie przyznać rację Farmonie. Nawilżenia niestety również nie odnotowałam, mam wrażenie nawet, że odżywka lekko wysusza włosy. Całkiem nieźle jednak nadaję się aby 'zmiękczyć' działanie (i często puszenie po...) drogeryjnego stylizatora do loków, lub nią samą można loki stylizować.

Podsumowując, serum Radicala na pewno krzywdy mi nie zrobiło, ale też nic dobrego z naszej współpracy nie wynikło. Znam lepsze produkty w te kategorii, tubkę zużyję ale więcej do odżywki nie wrócę.

Czy polecam? Sądzę, że nie warto.

Znacie ten produkt? Jaką macie o nim opinię?

niedziela, 6 października 2013

Włosowa Aktualizacja - wrzesień 2013

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj jeden z bardziej wyczekiwanych, lubianych i najczęściej czytanych wpisów na moim blogu, i pewnie nie tylko na moim, ale na większości włosowych ;)

Tradycyjnie zaczniemy od kolażu.

Nie był to dobry miesiąc dla moich włosów, tak jak i dwa poprzednie. Nie potrafiłam im dogodzić, a to zbyt dużo nawilżenia, a to za dużo protein, strączkowały się, przetłuszczały szybciej niż zwykle. Lub odwrotnie, puszyły i odstawały, albo prostowały. Cały czas zmagałam się ze wzmożonym wypadaniem. Na szczęście z tym ostatnim udało mi się poradzić za sprawą skrzypokrzywy niestety pojawiło się swędzenie skalpu. Eh, to źle, tamto też nie dobrze. Jedynym plusem jest to, że bardzo lśnią. Błysk aż sztuczny ;)

Długość pasemka kontrolnego: 48 cm.

A jakich kosmetyków używałam?

Gloria, Malwa, szampon z ekstraktem z czarnej rzepy czyli szampon oczyszczający z SLS, czyżby powód mojej swędzącej głowy? Zwykle nie nakładam niczego na skalp, więc swędzenie jest raczej skutkiem szamponu. Poczekamy, pożyjemy.
BabyDream, shampoo - klasyka nad klasyki, szampon do codziennego użytku.
 Sleek Line, repair & shine - zbyt krótko jej używam, żeby móc jednoznacznie określić, czy się polubimy czy nie. Sądzę, że tak. Pomimo zupełnie nie mojego zapachu (guma balonowa?) to jednak działanie berdziej in + niż in -. Chociaż potrafi obciążyć
The Body Shop - odżywka bananowa KLIK
Artiste, odżywka z kreatyną - to kuracji proteinowych
Balsam Babuszki Agafii, blask i wzmocnienie - używam tej odżywki już dość długo, a wciąż nie umiem się wobec niej jednoznacznie określić. Ani to bubel, ani to hit. Muszę sobie zrobić od niej chwilę przerwy, użyć coś innego a potem opisać.
BabyDream fur mama, oliwka przeciw rozstępom - w ramach akcji Anwen pt. "miesiąc olejowania" zdecydowałam się na stosowanie jednego oleju, najlepiej służącego moim włosom, ale w różnych konfiguracjach. Ale nie będę uprzedzać faktów ;)
 Serum ziołowo - witaminowe, Radical - odżywka b/s która w zasadzie nic nie robi z włosami, stosowana zbyt często może wysuszać z powodu dużej zawartości ziół. Jednak jest przydatna podczas stylizacji żelami, czasem tylko nią stylizuję włosy. Zdenkuję, ale nie jest to miłość
Green Pharmacy, serum silikonowe - absolutny HIT, rytuał po każdym myciu, czasem i między nimi. Zabezpieczanie końcówek jest dla mnie bardzo ważnym elementem pielęgnacji. To serum spisuje się w 100%
Bielenda, żel Graffiti - na razie użyłam tylko kilka razy, używa mi się go dosyć przyjemne, ale jak większość żeli, nałożony w zbyt dużej ilości strączkuje włosy, które wydają się być nieświeże. Współpracuje mi się z nim jednak lepiej niż z ...
Joanna, żel mrożący - KLIK
Matas Natur, balsamspray - silnie nawilżająca mgiełka, na prawdę bardzo nawilżająca. Może się okazać hitem przy przeproteinowaniu. Jednak zastosowana w zbyt dużej ilości obciąża.
Gliss Kur, ultimate hair elixir - bardzo przyjemny produkt, bardzo go lubię. Świetnie odświeża skręt następnego dnia po myciu!
Gliss Kur, total repair - powoli się do niej przekonuję, dopiero pod koniec opakowania. Dosyć ciężki produkt, łatwo z nim przesadzić. Czasem stosuję zamiast odżywki b/s.

To by było na tyle, jak widzicie kilka nowości się pojawiło u mnie w łazience ostatnimi czasy.
 Lubicie te produkty? Znacie?

Może macie jakieś rozwiązanie dla moich włosowych problemów ostatnimi czasy?

sobota, 5 października 2013

Ode mnie dla Was! ROZDANIE

Cześć Dziewczyny!

Liczba obserwatorów tego bloga przekroczyła 200! Niesamowicie dziękuję Wam, za to że jesteście ze mną, że czytacie, że komentujecie!

Pewnie pomyślicie sobie, że tyle osób na tak długi czas funkcjonowania bloga to mało, ale ja niesamowicie cieszę się, z każdej pojedynczej osoby, która zagląda a potem zostaje na dłużej! Blogowanie jest moją pasją, nigdy nigdzie się nie reklamowałam i nie zamierzam!

Jeszcze raz dziękuję, a w ramach tych podziękowań mam dla was malutki drobiażdżek.

Do wygrania:

Kominek oraz aż 5 wosków Yanklee Candle.


Co zrobić, aby wygrać?

Warunkiem koniecznym jest bycie publicznym obserwatorem bloga arivle-bloguje.blogspot.pl

Jak zwiększyć swoje szanse?
  • możesz obserwować bloga przez bloglovin' {1 dodatkowy los}
  • możesz dodać baner konkursowy w poście - post musi się ukazać już PO rozpoczęciu konkursu! {1 dodatkowy los}
  • możesz dodać baner konkursowy w pasku bocznym {2 dodatkowe losy}
  • możesz umieścić baner w zakładce rozdaniowej {1 dodatkowy los}
Jak widzicie w sumie można uzyskać 5 losów.


REGULAMIN KONKURSU:
1. Konkurs trwa od 5.10.13 do 1.11.13
2. Warunkiem koniecznym wzięcia udziału w konkursie jest bycie publicznym obserwatorem bloga: arivle-bloguje.blogspot.com
3. Organizatorem i sponsorem rozdania jest autorka bloga arivle-bloguje.blogspot.com
4. Rozdanie jest przeprowadzone na zasadach określonych niniejszym regulaminem
5. W rozdaniu wygrywa 1 osoba
6. Dodatkowe losy są przyznawane za:
- umieszczenie banera do rozdania w zakładce rozdaniowej na swoim blogu - 1 los
- umieszczenie banera w notce na swoim blogu- 1 los
- mieszczenie banera w pasku bocznym swojego bloga- 2 losy
7. W skład nagrody wchodzą następujące produkty
- ceramiczny kominek
- 5 wosków firmy Yanklee Candle; Honey & Spice, Mandarin Cranberry, Camomile Tea, Black Coconut, Beach Wood
8. O wygranej zwycięzca zostanie poinformowany mailowo
9. Zgłoszenia są przyjmowane od 5.10.13 do 1.11.13. Zgłoszenia po tym terminie nie będą brane pod uwagę
10. Wyniki rozdania zostaną opublikowane na witrynie arivle-bloguje.blogspot.com w terminie do 7 dni od zakończenia przyjmowania zgłoszeń
11. Zamieszczając komentarz ze zgłoszeniem, uczestnik wyraża zgodę na akceptację niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz. U. Nr 133 pozycja 883)
12. Niniejszy regulamin obowiązuję od 1.11.13 do czasu zakończenia rozdania
13. Organizator zastrzega sobie prawo do wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach
14. Ewentualne zażalenia i skargi proszę kierować na adres mailowy organizatora: arivle13890@gmail.com
15. Rozdanie nie podlega przepisom z Ustawy 29. lipca 1992r. o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami)

Banerek konkursowy:


Możecie go swobodnie kopiować :)

Żeby wszystkim było łatwiej i przyjemniej proszę o składanie zgłoszeń według poniższego wzoru:

1. obserwuję jako:
2. obserwuję na bloglovin': TAK / NIE (nick)
3. baner konkursowy w notce: TAK / NIE (link)
4. baner konkursowy w pasku bocznym: TAK / NIE (link)
5. baner konkursowy w zakładce rozdaniowej : TAK / NIE (link)