piątek, 26 grudnia 2014

Wesołych świąt!

Witajcie kochane,

Wiem, że dzisiaj już praktycznie po świętach, ale chciałam żebyście wiedziały, że wciąż o Was pamiętam i życzę wam wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia!

Obyście nie utyły ani grama od tego świątecznego jedzenia!

PS. Chcecie przepis na ciasto z obrazka?

piątek, 31 października 2014

Hair Medic, czy na prawdę działa?

Cześć dziewczyny!

Niestety obecna ilość pracy nie pozwala mi na regularne pisanie, ale jak widzicie staram się tu bywać! Obiecałam wam recenzję produktu Hair Madic i to o nim będzie dzisiejszy post.

Hair Madic

Obietnice producenta:

Cała strona jest poświęcona działaniu tego środka, nie będę więc przytaczać obietnic na łamach bloga, zapraszam was do przeczytania TUTAJ.

Skład:


Niestety nie udało mi się wygooglować wszystkich składników aktywnych obecnych w produkcie, jednak między innymi znajdziemy w nim:
  • ekstrakt z brązowych alg - tworzy na skórze delikatny film, który wiąże wodę i wpływa na odpowiednie nawilżenie
  • ekstrakt z Undari Pierzastodzielnej, rośliny z gatunku brunatnic
  • ekstrakt z zielonej herbaty - stymuluje przepływ krwi, działa ściągająco i antybakteryjnie
  • ekstrakt z liści sosny - ma działanie antybakteryjne
  • ekstrakt z liści Żywotnika Wschodniego - ma działanie zmniejszające wypadanie włosów
Wcierka jest na bazie alkoholu - jest on rozpuszczalnikiem dla substancji aktywnych oraz ułatwia ich dostawanie się w głąb skóry głowy. Ja nie reaguję w sposób alergiczny na alkoholowe wcierki, ale zawsze warto sprawdzić przed rozpoczęciem kuracji.

Moja opinia:

Opakowanie jest bardzo estetyczne. Minimalny biały atomizer przykuwa wzrok na półce, produkt wydaje się być ekskluzywny. Dozownik psika dosyć precyzyjnie, jednak ja dużo bardziej lubię dozownik Joanny Rzepy. Nie mniej dozowanie Hair Medic nie sprawiało mi większych trudności.



Konsystencja jest jak na wcierkę przystało wodnista, jednak moim zdaniem trochę gęstrza od innych przeze mnie stosowanych. Kolor wcierki jest ciemny, brązowawy. Niestety prawdopodobnie poprzez konsystencję i kolor nieco widać ją na moich cienkich i lekkich blond włosach. Nieco obciąża i przyśpiesza przetłuszczanie (stosując ją dwa razy dziennie musiałam znacznie częściej myć włosy). Nie można pominąć ziołowego, bardzo intensywnego zapachu, niektórym może trochę przeszkadzać, ale chwilę po aplikacji już go zupełnie nie czuć.


Muszę jednak powiedzieć, że jestem w stanie przeżyć wzmożone przetłuszczanie przy działaniu tego produktu. Wypadanie zmniejszyło się widocznie już w 2 tygodniach regularnego stosowania, a efekt utrzymał się przez jakiś czas po zakończeniu kuracji. Co więcej w miejscach w których wcierałam produkt pojawiło się mnóstwo baby-hair. Przyrost oscylował w granicy 2 cm miesięcznie podczas kuracji.

Podsumowując, Hair Madic na prawdę działa. Ciężko mi jednak powiedzieć czy jest on wart swojej ceny sklepowej. Być może, jeśli u Ciebie zawiodły wszystkie inne metody walczenia z wypadaniem włosów powinnaś spróbować właśnie tego produktu.

Dziękuję firmie Hair Madic za możliwość przetestowania produktu. Jednocześnie zaznaczam, że żadna recenzja na moim blogu nie jest recenzją sponsorowaną.

piątek, 13 czerwca 2014

Hair Medic - nowa współpraca

Cześć Dziewczyny!

Jakiś czas temu podjęłam bardzo interesującą współpracę z firmą Hair Medic. Dzisiaj wczesnym przedpołudniem do moich drzwi zapukał kurier z pięknie zapakowaną paczką.

Zanim przejdę do produktu, o którym na razie sama wiem nie wiele, więc mogę się z Wami podzielić tylko suchymi faktami, chciałabym powiedzieć jak mile zaskoczył mnie profesjonalizm firmy.

Pewnie jesteście ciekawe samej odżywki?


Producent zapewnia, że jedno opakowanie starcza na 6 tygodni codziennej kuracji, widoczne efekty powinnyśmy zauważyć już po 3 tygodniach regularnego stosowania.  Hair Medic ma stymulować wzrost nowych włosów i przeciwdziałać wypadaniu starych. Działa na aktywne i nieaktywne meszki włosowe powodując znaczne pogrubienie i wzmocnienie włosów.

Produkt jest dedykowany osobom mającym problemy z:

  • nadmiernym wypadaniem włosów
  • włosami osłabionymi i cienkimi
  • problemami skóry głowy, jej dużą wrażliwością
  • powolnym wzrostem włosów
W ulotce dalej czytam, że Hair Medic oparty jest na naturalnych składnikach, pozyskiwanych metodą ekstrakcji na zimno, co ma pozwolić na zachowanie ich aktywnych właściwości.

Przyjrzyjmy się teraz składowi

INCI: Aqua, Alkohol, Laminaria Cloustoni Extract, Undaria Pinnatifilda Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Pinus Densiflora Leaf Extract, Thuja Orientalis Leaf Extract, Morus Alba Bark Extract, Artemisia Vulgaris Extract, Glycine Soja Seed Extract, Sesamum Indicum Seed Extract, Polygonum Multiflorum Root Extract, Poria Cocos Extract, Rehmannia Chinensis Root Extract, Sophora Angustifolia Root Extract, Sodium Benzoate, Caffeoyl Decapeptide-17, Sh-Oligopeptide-2, Fragrance: Linaol, Coumarin, Citronellol, Limonene, Eugenol

Na wstępie ode mnie duży + za podanie kompozycji zapachowej, zbyt często to się nie zdarza. Alkohol jak zwykle na niebiesko, dla jednych jego obecność będzie minusem, ale większość wcierek jest na nim oparta. Alkohol ułatwia wnikanie składników aktywnych w skórę. Ilość ekstraktów mnie samą przeraziła, na samą myśl o tym, że muszę wyszukać nazwy i działanie tych wszystkich składników aż mnie zmroziło!
Szczegółową analizę składu przeczytacie wraz z moimi wrażeniami o produkcie.

Jesteście ciekawe? Bo ja bardzo!

piątek, 23 maja 2014

Wielki Powrót!

Witajcie dziewczyny!

Cieszę się, że mimo mojej chwilowej nieobecności wciąż tu zaglądacie, zostawiacie komentarze i czytacie moje wpisy. Cieszę się, że mogę Wam pomóc w mniejszy lub większy sposób.

Miło mi, że piszecie do mnie maile z pytaniami, świadczy to o tym, że darzycie mnie zaufaniem.

Aktualnie ilość obowiązków trochę spadła, więc wracam do regularnego blogowania, nawiązałam bardzo ciekawą współpracę, o której usłyszycie już za chwilę.

Wielkimi krokami zbliża się też denkowy wpis - kilku produktom należy się parę słów.

Obiecuję też aktualizację włosową!

Nie mniej, zostawiam was z wiosennym zdjęciem i lecę przygotowywać bardziej treściwie posty!


czwartek, 13 lutego 2014

Jak zmieniło się życie włosomaniaczki po kupnie suszarki?

Witajcie!

Zacznijmy może od fundamentalnego pytania, czy suszarka to zło? A może tylko zło konieczne? W dobie obecnej techniki i możliwości suszarek uważam, że jest to niezbędne każdej włosomaniaczce akcesorium.

Jak wiele początkujących włosomaniaczek/ ortodoksyjnych CG (niepotrzebne skreślić) wrzuciłam swoją suszarkę do pudełka i zapomniałam o niej na długie miesiące. Na szczęście dni wtedy były cieplejsze i ja miałam więcej czasu więc kudełki miały szansę schnąć naturalnie. Niestety doba nie staję się dłuższa proporcjonalnie do zwiększania się ilości moich zajęć. W zimniejsze miesiące używałam starej suszarki marki Philips, niestety miała tylko 4 opcje, a chłodny nawiew wcale nie był chłodny - jako jedyny nie był gorący ;). Jedynym czego mi będzie brakować po tamtej suszarce jest fantastyczny ogromniasty dyfuzor, ale…

Przejdźmy do rzeczy, czego szukałam w mojej wymarzonej suszarce?

  • funkcja jonizacji - pożyczyłam kiedyś od koleżanki suszarkę z tą opcją i okazała się absolutnie genialną. Nie jest to pic na wodę, gwarantuję wam! 
  • chłodny nawiew - sprawa całkiem oczywista :)
  • moc powyżej 2000 W - im większa moc tym krótszy czas suszenia
  • możliwie jak największa regulacja macy i temperatury - musiałam wziąć pod uwagę, że z suszarki będzie korzystać też moja mama, ma ona zupełnie inne preferencje niż ja.
  • dyfuzor - duży! z jak największą ilością otworów! "wgłębiony"
  • koncentrator - dla mojej mamy, do modelowania
Dla jednych to dużo, dla innych nie. Udało mi się znaleźć suszarkę całkowicie spełniającą moje wymagania, w dodatku w cenie poniżej 100zł. Na chwilę obecną jestem zachwycona, ciekawe?

Remington Pro Ionic 2100, D5020


Oprócz tego, że znalazłam w niej wszystkie opcje, które były mi niezbędne, suszarka jest stosunkowo lekka i nie za głośna. Co dodatkowo było dla mnie ważne, ma zdejmowane siteczko z tyłu co bardzo ułatwia i usprawnia proces czyszczenia. Z minusów jakie zauważyłam na chwilę obecną jest to, że dosyć mocno się nagrzewa, ale dzięki wysokiej mocy pracuje się z nią bardzo krótko. 
Zoom na koncentrator, ma takie śmieszne otworki, niektórzy na nie narzekają. Ja nie modeluję włosów na szczotce, więc ciężko jest mi się wypowiedzieć, czy jest on funkcjonalny. Moja mama nie narzeka, więcej bardzo jej się ta suszarka podoba. 

Na pierwszym zdjęciu w poście, macie włosy suszone nową suszarką.

Podsumowując, kupno suszarki to było najlepiej wydane 100zł ostatnimi czasy. Mogę myć włosy o każdej porze i nie martwić się, że potrzebuję 2 godzin na ułożenie i doschnięcie loków. Ładną fryzurę mam już po 5 minutach suszenia. Loki są regularne, ładnie uniesione już od samej nasady, a przy tym gładkie i nie napuszone. Susząc chłodnym nawiewem, przed suszeniem stosując plunking, i pozwalając im doschnąć naturalnie mam pewność, że nie niszczę włosów!

Jestem ciekawa, czy używacie suszarek? 
Co sądzicie o funkcji jonizacji i innych bajerach w nowoczesnym sprzęcie?

czwartek, 9 stycznia 2014

fantastyczne rozdanie u BEAUTYNESS

Cześć Dziewczyny!

Zdaję sobie sprawę, że znów zniknęłam na dłużej i nie wiem kiedy będę znowu, jednak musicie wiedzieć, że przygniata mnie ogrom obowiązków. Czas nie jest z gumy, a połączenie szkoły, pracy i treningów nie należy do najłatwiejszych! Blogowanie jest moją pasją i nie mam zamiaru z niego rezygnować, także bądźcie cierpliwe na pewno opublikuję zaległe Denko.

A dzisiaj przychodzę z postem reklamowym, mimo że wiem, że takich nie lubicie. Nie szkodzi, uważam, że każdy może dzisiaj coś zyskać, ponieważ na blogu Marti pojawiło się cudowne rozdanie. Można tam wygrać paletę cieni Urban Decay Naked 3, do której ja osobiście się ślinię. Ślinotok jak nic i co ja na to poradzę?!


Zajrzyjcie, bo warto. Jest o co walczyć!

sobota, 4 stycznia 2014

Must see (or not!) #6

Cześć Dziewczyny!

Początek roku mija mi pod znakiem chorowania, nie jest to chyba dobry omen. Tak mi się tylko wydaje... Nie mniej chorowanie wiąże się z nadprogramową ilością wolnego czasu z którym nie bardzo wiadomo co można zrobić. Z łóżka nie wyjdę bo zaraz się zataczam i chodzę po ścianach niemal. Czytać się nie da, literki latają przed oczami, pisać też ciężko, internet - mimo, że niezmierzone źródło informacji to prędzej czy później się nudzi. W moim wypadku prędzej.

Udało mi się jednak obejrzeć parę ciekawych filmów, o których wam dzisiaj opowiem. Jeden trafił na półkę razem z innymi filmowymi ulubieńcami, drugi - fantastyka, ale fantastykę zarówno lubię czytać jak i oglądać, więc nie ciężko stwierdzić, że mi się spodobał. Do obejrzenia kolejnego namówiła mnie mama z czego się cieszę, a ostatni okazał się nieskomplikowaną produkcję, ale jednak nie spełniającą moich oczekiwań. Ciekawe?

Piękny umysł

Przepadłam, powiem wam, że dawno nie widziałam tak dobrego filmu, spokojnie dostaje ode mnie 9/10, nie było jeszcze produkcji która otrzymała maksa. Niesamowicie poruszający, momentami zabawny, inteligentny, pełen mimo wszystko zaskakujących zwrotów akcji. Przynajmniej mnie parę rzeczy zaskoczyło. Co ważne filmie jest na prawdę fantastycznie zagrany, a sama główna postać bardzo ciekawa.O tym jak choroba kształtuje człowieka, geniusza, jak leczenie może tego samego człowieka zniszczyć. O przetrwaniu, codziennej walce z samym sobą. Jest to w 100% klasyka, nie wiem czy jest ktoś kto jeszcze tego filmu nie widział, jeśli jednak - nie masz na co czekać! Polecam z całego serca.

Hobbit; Niezwykła podróż

Sięgnęłam po ten film z ciekawości. Jestem fanką powieści Tolkiena jak i filmowej adaptacji Trylogii Władcy Pierścieni. Pierwsza część Hobbita jest bezapelacyjnie gorsza niż książka, ale czy znacie lepszą adaptację filmową od powieści? Jeżeli tak, dajcie koniecznie cynk w komentarzach! Hobbit też wydaje mi się być nieco gorszy od Władcy Pierścieni. Nie zmienia to faktu, że oglądając bardzo dobrze się bawiłam, w ogóle mnie nie znudził przez ponad dwie godziny i powiem Wam, że mam ochotę na drugą część, która jest podobno lepsza od pierwszej. Nie muszę się odwoływać do ścieżki dźwiękowej, która jak zwykle w filmach tego reżysera jest świetna. Podsumowując bardzo podobają mi się interpretacje Tolkiena pana P. Jacksona, bardzo podoba mi się też nawiązywanie do wątków z innych powieści/filmów opisujących Śródziemie. Dzięki temu filmy - podobnie jak książki, tworzą spójną całość. Polecam.

Desperado

Zapowiadała się niezła strzelanka, dostałam wiele, wiele więcej. Przyznam dużo spodziewałam się po takiej obsadzie i jak chciałam, dostałam świetnie zagrany film z absolutnie przepiękną muzyką, której jestem wielką fanką. W samym filmie trochę groteski, szczypta ironii a przede wszystkim bardzo dużo  sprzeczności. Zdecydowanie nie jest to typowa Hollywoodzka produkcja. Z jednej strony konwencja - dobrze ubrane złe charaktery, zbiry do brudnej roboty, piękna kobieta zamieszana w świat narkotykowy powodująca wypadki na ulicach. Nie nie pomyliłam się - nie niemal powodująca, ale powodująca wypadki. A z drugiej niekończące się magazynki, gangster zabijający bez problemu, szukający zemsty, który po każdej zbrodni idzie do spowiedzi. Mogłabym zwracać uwagę na takie paradoksy  jeszcze długo, polecam gorąco, ale nie koniecznie fanom wiernie oddanego realizmu. Do obejrzenia tego filmu potrzeba trochę poczucia humoru!

Pewnego razu w Meksyku; Desperado 2

Po obejrzeniu pierwszej części filmu liczyłam na coś w podobnym klimacie, na jakąś przewrotną kontynuację tematu. Oglądanie tego filmu mogłoby okazać się katastrofą,  gdyby nie wciąż ta sama dobra obsada i piękna muzyka. Duże nadzieje pokładałam w Johnny Depp'ie, bo bardzo lubię tego aktora... i mam mieszane uczucia. Jego rola była mocno przerysowana, ale może taki właśnie był zamysł, zdecydowanie lepiej oglądało mi się drugą połowę filmu w jego wykonaniu. Nie mniej spotkało mnie rozczarowanie, bo zamiast dostać film gangsterski z interesującą fabułą obejrzała to czego spodziewałam się początkowo, czyli pospolite strzelaniny. Zdecydowanie przekombinowania akcja, a przerysowane ale dobre sceny walki zostały zastąpione jakimiś dziwnymi efektami, kulami ognia czy innymi miotaczami. Za dużo tego, zdecydowanie. Najgorszy z całej czwórki i z wielką przykrością, ale będzie to chyba pierwszy film, którego na łamach bloga nie polecę nikomu.


Znacie te filmy?
A może mi coś jeszcze polecić, bo przede mnie jeszcze parę dni chorowania?