piątek, 29 czerwca 2012

Moje zastosowania dla kremu Nivea Soft

Cześć!

Już w niedzielę wybywam na zgrupowanie, nie wiem czy o tym wspominałam. Nie wiem czy będę miała dla was czas przed wyjazdem, nie wiem czy będę miała czas na wyjeździe. Postaram się coś naskrobać, ale nie mogę opisać. Dzisiaj chciałam wam napisać o moich zastosowaniach dla kremu Nivea Soft, ktory prawdopodobnie ma większość z was w swojej kosmetyczne!
Co mówi producent?
"Ulepszona formuła zapewnia teraz jeszcze więcej nawilżania i pielęgnacji. Krem niezwykle szybko wchłania się w skórę pozostawiając wyjątkowe uczucie gładkości, miękkości i ożywienia. Produkt nadaje się do smarowania twarzy, ciała, jak i rąk, tzw.: krem do wszystkiego.
Nowa wersja nie zawiera parabenow."

Skład: Aqua,Glycerin, Paraffinum liquidum, Myristyl Alcohol, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Stearic Acid, Myristyl Myristate, Cera Microcristallina, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Coco-Glycerides, Dimethicone, Simmondsia Chinensis, Tocopheryl Acetate,Lanolin Alcohol(Eucerit) Polyglyceryl-2 Caprate, Dimethicone, Sodium Carbomer, Phenoxyethanol, Linalool, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Parfum

Skład nie ejst może zachwycający, na początku gliceryna, parafina i alcohol denat, potem jeszcze silikon.

1. Do twarzy
Całkiem dobrze sprawdza się na wyjazdach, kiedy nie mogę zabrać ze sobą milnionow kremów. Nie zapycha mnie, przyzwoicie naiwilża, nie bieli twarzy, więc nadaje się pod makijaż. Szału nie ma, ale jak mówię, w wypadku gdy mamy ograniczoną ilość miejsca w kosmetyczce jest w zupełności wystarczający.

2. Do paznokci
Na paznokcie nakładamy grubą warstwę kremu delikatnie wmasowywując go również w skórki i pozostawiamy na noc. Następnego dnia możemy cieszyć się fantastycznie nawilżonymi skórkami. U mnie miał też zdecydowany udział w mojej kuracji ratującej paznokcie. Reguralne stosowanie wzmocni płytkę. Polecam do tego celu bardzo, zprawdził się!

3. Na skalp
Jakżeby inaczej, musiałam wypróbować kremiku na skalp. Borykałam się jakiś czas z nieprzyjemnymi podrażnieniami skóry głowy, więc chwyciłam z rozpaczy krem i zaczęłam go wsmarowywać w skalp, szczególnie w zaczerwienione, swędzocę i pobolewające miejsca. Wykonalam solidny masaż, ktory wpływa również na poprawę krążenia i wzrost włosa. Grubszą warstwę pozostawiłam na noc a następnego dnia umyłam skalp i włosy. Mogłam cieszyć się zdecydowanie mniej swędzącym skalpem i zmniejszeniem się podrażnień! Krem na pewno będę w tym celu stosować regularnie, cieszę się, że po niego sięgnęłam w chwili zwątpienia bo okazał się strzałem w dziesiątkę!

Nadaje się oczywiście do smarowania suchych łokci itd. jednak w tym celu go nie testowałam, bo ostatnio suche łokcie się u mnie nie pojawiają :)

A może wy mcie dla niego jeszcze inne zastosowania?

czwartek, 28 czerwca 2012

Podsumowanie akcji "Przeżyć za 50zł w czerwcu"

Cześć!

Jako że wielkimi krokami zbliża się koniec miesiąca, a ja nie planuję już żadnych zakupów kosmetycznych, ani w zasadzie żadnych zakupów w ogólę do końca miesiąca, to postanowiłam napisac już podsumowanie akcji "Przeżyć za 50zł w czerwcu". Od razu powiem, że akcja spodobała mi się bardzo, ale postanowiłam nie oszczędzać jakoś szczególnie. Oczywiście starałam się robić zakupy tylko na przecenach i promocjach oraz kupować najpotrzebniejsze mi rzeczy i to się chyba udało. Zaraz będę się wam tłymaczyć co i dlaczego kupiłam.


OD LEWEJ:

  • Ziaja Sopot Sun emulsja do opalania wodoodporna- już pierwszego lipca wyjeżdżam na wakację na zgrupowanie i planuję siłą rzeczy przebywać dużo na słońcu, bo treningi będziemy mieć na zewnątrz. Potrzebowałam jakiejś ochrony przed promieniami UV coby nie wyglądać zaraz jak grilowany kurczak :) 13,99zł
  • Kolastyna, Ekspert, krem do ochrony twarzy z beta-karotenem i wit. A+E- z powodu jak wyżej. 8,87
  • Babydream fur mama, balsam do kąpieli- kończył mi się szampon babydream i postanowiłam dla odmiany wyprubować ten, w zasadzie poszedł do mojej mamy 9,99zł
  • Rimmel London, Wake my up fundation- kończyl mi się podkład, którego zresztą bardzo nie lubiłam, a ten skusił mnie promocją i piękną buteleczką! Krzyknął do mnie z półki "MAMO!" ;) 33,99zł
  • Alterra, odżywka do włosów z granatem i aloesem- również była na nią promocja, nie mogłam przejść obojątnie szczególnie że potrzebowałam odżywki do OMO,żeby odciążyć trochę moją Isanę różową 6,99zł
  • Safari, Trendy Colour, lakier do paznokci- przywędrował do mnie od jednej blogerki, która serdecznie pozdrawiam! Tylko za koszt przesyłki.
  • Joanna, żel mrożący- jak wyżej, a od dawna chciałam go przetestować! Razem z lakierem 5,10zł
  • Alterra, Olejek do masażu Migdały i Papaja- bynajmniej nie do masażu, ale do włosów! Był mi potrzebny nowy olej do włosów, bo moje kłaki obraziły się na olej z pestek winogron a ciężko mi je cały czas olejować  rycynowym. Również na przecenie. 11,99zł
  • Babydream, shampoo- no i po co m skoro już wcześniej kupiłam babydream fur mama? A no dlatego, że dowiedziałam się o wyjeździe i nie będę przecież taszczyła ze sobą wielkiej butli. Postanowiłam zabrać ze sobą mały sprawdzony babydream w buteleczce 250ml. 3,99zł
  • Soraya, Kolagen i Elastyna, Tonik bezalkoholowy- pokończyły mi się wszystkie toniki, więc musiałam kupić jakiś. Ten akurat zachęcił mnie brakiem alkoholu i przeceną ;) Niestety ma parabeny w skladzie, ale naszczęście już po zapachu. 6,59
Sami widzicie, że wszystko to było mi absolutnie niezbędne w tym miesiącu!

A teraz liczymy:


101,5zł Czyli jednym słowem WSTYD! Nie udało mi się! Jednak gdybym nie policzyła balsamu Babydrem fur mama, ktory wylądował u mojej mamy, i kremów do opalania które w zasadzie dostałam w prezencie bo nie zapłaciłam za nie osobiście wyszłoby: 68,65zł a to już chyba nie wygląda aż tak źle, prawda? ;)

wtorek, 26 czerwca 2012

Peeling skóry głowy

Hej

Ten post zawdzięczacie wpisowy Eve. Postanowiłam napisać post informacyjny dla was poniewż mnie to zaintrygowało bardzo i pomogło! Nigdy nie pomyślałam nawet o peelingu skalpu, a jak przeczytałam wpis Eve to (prawie!) roześmiałam się w głos na myśl o tym, że przecież po czymś takim na pewno wypadną mi wszystkie włosy z głowy. Ale że ostatnio i tak mam problem z wypadaniem to zaryzykowałam i nie żałuję! Temat zapewne już wam znany, ale dla mnie dość nowy, więc uważam, że warto dodać taką pozycję w spisie treści mojego bloga.


Na naszej skórze główy tak jak na skórze całego ciała zpierają się zanieczyszczenia, łuszczy się i rogowacieje naskórek. Nie pozbędziemy się tego wszystkiego myjąc skalp szamponem a w wypadku Nas włosomaniaczek, szamponem delikatnym i odżywką. Peeling skalpu jest brdzo ważnym elementem naszej pielęgnacji. Odblokowywuję pory i gruczoły oraz przygotowywuję skórę do dalszych zabiegów kosmetycznych i nawilżających. Co więcej masaż poprzez poprawe krążenia krwi wypływa na wzmocnienie cebulek oraz wzrost i wypadanie włosów!

Peeling możemy kupić lub wykonać samodzielnie w domowych warunkach. Możemy go ukręcić z mielonej kawy, cukru, soli morskiej czy zmielonych płatków owsianych. Najbezpieczniejszą opcją jest peeling cukrowy ponieważ mamy pewność, że cukier rozpuści się pod wpływem ciepłej wody nie pozostawiając na naszych włosach żadnego osadu, kryształków czy pozlepianych strąków. Po wykonaniu peelingu należy umyć skalp ulubionym szamponem a następnie użyć maski lub odrzywki intensywnie nawliżającej. Taki peeling możemy fundować naszej skórze głowy nie częściej ni raz w tygodniu aby nie podrażnić skalpu i nie naruszyć cebulek.

Mój przepis na peeling:

  • Od 2 do 4 łyżeczek cukru
  • Od 1 do 2 łyżeczka miodu- opcjonalnie, można zastąpić np. sokiem aloesowym, ale moje włosy i skalp kochają miód miłością bezgraniczną
  • Od 1 do 2 łyżeczek ulubionego szamponu lub odżywki myjącej. Ja użyłam Isany różowej wygładzającej.

Czy pomogło? Zdecydowanie zmniejszyło się wypadanie włosów od kąd zaczęłam stosować peelingi skaplu, ustało swędzenie, zmiejszył się łupież i podrażenienia, ale to ostatnie zapewnie na skutek maseczki na skalp z kremu nivea o której napiszę niedługo na pewno! Jednym słowem polecam.

Skusicie się?

sobota, 23 czerwca 2012

Nowości z The Body Shop

Cześć!
Dzisiaj chciałam napisać pare słów o kilku nowościach które odkryłam w jednym z moich ulubionych sklepów z kosmetykami. Mowa oczywiście w TBS. O tym sklepie wiele można powiedzieć. Że ceny nie takie, że składy też nie zawsze, że dużo krzyczą i mało robią. Ale ja ich kocham. Za zapachy, za opakowania. Jak każda kobieta lubię jak coś ładnie pachnie i ładnie wygląda oraz jak przyjemnie się to aplikuje. Dlatego często zagładam do TBS, szczególnie jak są obniżki, bo wtedy można dostać fajne kosmetyki w dużo lepszych cenach. Bo jednak 65zł za balsam to dużo, ale 33 jestem już w stanie zapłacić. Ale dziś nie o tym. TBS wypuściło pare naprawdę ciekawych nowości na które na pewno się skuszę!
tBodyShop wypuścił serię olejków do ciała i włosów we wszystkich zapachach serii. Oczywiście oleje są wykonane z owocu/kwiatu serii przewodniej! Możemy dostać olejki począwszy od oleju z shea, kokosa, kakao aż do mandarynki czy nawet truskawki! Możecie czekać na recenzję, bo na pewno coś zakupię!


The Body Shop wypuścił również serię kosmetyków ekologicznych do włosów nie zawierających siarczanów (nie wiem jak z szamponami, zapewnie jednak zawierają SLS lub SLeS), silikonów i parabenów. Składy są bardzo przyjaznę. Ceny już mniej za 60ml zapłacimy ok 10zł, za 250ml ok. 25zł. Ale mnimo wszystko będę testować z powodu mojej miłości do TBS. Możemy kupić kosmetyki w różnych wesjach zapachowych oraz dopasowanych do potrzeb naszych włosów. Do wyboru mamy szampony, maski, odrzywki i mgiełki.

Ja się skuszę, a wy? A może już coś macie, bo to znowu nie taka nowość?

czwartek, 21 czerwca 2012

ORIFLAME, Tender Care, Protecting Balm

Cześć! Dzisiaj chciałam wam przedstawić mój HIT na spierzchnięte i suche usta, wysuszone kostki i pękającą skóre. Kosmetyk ten wiele razy ratował mi pękającą skórę w okół ust zimą i nie tylko. Borykam się z tym problemem często ze względu na moją suchą i odwodnioną cerę.

Oriflame, Tender Care, Protecting Balm

Co mówi producent?

No i problem, nie znalazłam, żadnych informacji od producenta w sieci :( Może ktoś widział? Jak tak to proszę o link i uzupełnię!

Skład: petrolatum (czyli poprostu wazelina), caprylic/capric triglyceride (emolient), paraffinum liquidum (emolient- parafina ciekła), paraffin (emolient- parafina), cera alba (emolient- wosk przeczeli, uwaga pochodzenia zwierzęcego), acetylated lanolin (emolient-lanolina), cetyl alcohol (emolient), butylparaben (konserwant), bha

Ja widzicie składa się praktyczie z samych nawilżaczy, na koniec składu jeden konserwant, całkowicie bezpieczny i chyba jeden z najlepiej przebadanych.

Cena: 22zł/15ml

Moja opinia

Może zacznę do opakowania. Produkt jest zaknięty w estetycznym małym słoiczku, niestety dla nie w okól jest dużo plastiku więc zajmuje on więcej miejsca niż by mógł. Ale opakowanie jest naprawdę ładne, trzeba to przyznać! Ale... Otwór z którego mamy wydobyć kosmetyk jest bardzo niewielki, więc z długimi paznokciami naprwdę trudno go ze środka wydobyć! A ja bardzo nie lubię mieć balsamy po paznokciami przez długi czas. Za to minusik!
Zapach w pojemniczku jest dość drażniący, nie podoba mi się, nie mogę go do niczego porównać. Pachnie olejem... Ale nie w ten dobry sposób, natomiast zapach zupełnie znika po aplikacji, więc nie mam na co narzekać, nie muszę przecież wąchać opakowania, a dzięki temu nie ma w sobie więcej chemii niż jest to potrzebne, bo nie zawiera żadnych substancji zapachowych!
No i teraz czas przejść do działania. Balsam jest dość tłusty i ciężki, więc nie nadaje się do smarowania dużych powierzchni, co zresztą byłoby marnotractwem ze względy na jego pojemność i wysoką przy tym cenę. Ja używam go do smarowania ust. Pozostawia na nich delikatny film, ale nie jest lepki. Ładnie nabłyszcza. Uczucie nawilżenia baaardzo długo mnie nie opuszcza. Wystarczają dwie aplikacje w ciągu dnia jeżeli nie mam spierzchniętych ust by zachować optymalne nawilżenie. Nawet jeżeli balsam wchłonie się cały pozostawia na ustach uczucie miękkości! Ostatnio zastasowałam go też do nawilżenia skórek w okól paznokci i w tej roli spełnił się doskonale! W sytuacjach kryzysowych używam go do popękanych miejsc na dłoniach i kostkach. Działa, pomaga! Na spierzchnięte usta zimą nie znalazłam jeszcze nic lepszego. Nie wypowiem się co do wydajności bo swój mam już długo, ale nie jest używany regularnie bo mam ogromną ilość balsamów i pomadek do ust. Mniusem jest też wysoka cena jak za obojętość opakowania, ale można czasem dostać go w ciekawych promocjach!

Jest dostępny jeszcze w dwóch innych wersjach. Czekoladowej i wanilniowej. Na pewno skuszę się na którąś w przyszłości, jak tylko uda mi się opróżnić pudełeczko!

A wy? Macie? Skusicie się?

niedziela, 17 czerwca 2012

Drożdże- czy tylko do pieczenia?

Jako, że pownnam się uczyć, to przychodzę do was z notką nt. drożdży. Specyfik ten jest bardzo znany wśród włosomaniaczek za swoje szczególne właściwości. Ale w zasadzie co i jak, dokładnie? Dlaczego katujemy się tym okropnym smakiem? Czy warto? Na te wszystkie pytania postaram się odpowiedzieć poniżej!

Drożdże- czy tylko do pieczenia?


Wikipedia podpowiada, że drożdże to gatunek grzybów jednokomórkowych z rodziny drożdżowatych. Żyją w podłożach zawierających cukry proste i przeprowadzają fermentacje alkoholową przeważnie w warunkach beztlenowych. Są stałym składnikiem wina, piwa oraz produktów piekarniczych takich jak bułki, chleby czy ciasta.

Najbardziej znanym i najłatwiej dostępnym rodzaje drożdży są drożdże piekarskie, ale za mające najlepsze właściwości dla urody uważane są drożdże piwowarskie. Ale no właśnie, co takiego te drożdże zawierają?

Drożdże zawierają wiele składników mineralnych takich jak selen czy chrom oraz są źródłem witamin z grupy B, witaminy H, kwasu pantetonowego i foliowego. Co ważne, są najbardziej przyswajalnym źródłem tych składników!

Z powodu na ww. składniki drożdże są często stosowane przez osoby z problemami z układem odpornościowych oraz chorujących na anemię. Wzmacniają organizm i regenerują zasób sił, dlatego są polecane osobom starszym oraz młodzieży uczącej się. Co więcej dzięki zawartości chromu zmiejszają apetyt oraz ochotę na słodyczę, więc powinni je spożywać cukrzycy oraz polecane są osobom będącym na diecie. Co więcej uzupełnienie chromu wpływa na podniesienie cukru we krwii. Witaminy z grupy B pobudzają procesy przemiany materii i likwidują zaparcia, a biotyna wpływa na produkcje potrzebnych dla organizmu kwasów tłuszczowych. Drożdże mogą być stosowane jako środek zapobiegający nowotworom- dzięki zawartości selenu, oraz dzięki cynkowi leczą prostatę. Ponad to witaminy z grupy B mają wpływ na pracę układu nerwowego. 

A teraz to co najbardziej nas interesuje: drożdże w kosmetyce!
CERA: drożdże wpływają na wydzielanie sebum, wpływają na prawidłowe funkcjonowanie błon śluzowych. 
WŁOSY: przywracają włosom sprężystość, pomagają hamować ich siwienie i wypadanie oraz wpływają na wzrost! Przy stosowaniu drożdży zauważamy widoczną poprawę stanu włosów, pojawia się mnóstwo babyhair oraz obserwujemy znacznie szybszy porost!
PAZNOKCIE: wpływają na wzmocnienie i szybszy wzrost paznokci

U wielu z nas drożdże spowodowały początkowo wyspy na twarzy, ale nie ma się co martwić, ponieważ jest to wysyp oczyszczający. Szybko zaczyna się goić i potem możemy się cieszyć pięknie wygładzoną cerą! 

Jak przygotować napój drożdżowy?
Drożdże należy zabić! Zalewając je wrzącą wodą lub gorącym mlekiem. Jednorazowo rozpuszczamy od 30 do 50gram drożdży, czyli od 1/3 do 1/2 dużej kostki. Po kilku-kilkunastu minutach możemy posłodzić, żeby trochę zabić ich smak. Ja na pół szklanki napoju dodaję dużą płaską łyżkę miodu i robi się całkiem smaczne :) Należy je pić przez 3 miesiące, a następnie zrobić miesięczną przerwę.
UWAGA- zaznaczam jeszcze raz, że drożdże należy zabić! W innym wypadku dadzą odwrotny efekt od oczekiwanego, ponieważ żywe komórki drożdży pobierają z naszego organizmu wit. z grupy B oraz biotynę. Co więcej drożdże mogą zacząć fermentować w naszym przewodzie pokarmowym powodując przykre dolegliwości żoładkowe.

Drożdże możemy również stosować zewnętrznie. Można je znaleść w naturalnych kosmetykach do włosów, lub samodzelnie zrobić sobie maseczkę np. z tego przepisu:

"Aby poprawić stan przetłuszczonej skóry, wystarczy rozpuścić je w niewielkiej ilości mleka, dodać nieco oliwy z oliwek i rozrobić na papkę. Po 10 minutach należy zmyć maseczkę przegotowaną wodą." źródło

W aptekach znajdziemy też pastylki drożdżowe, które są produktem ubocznym produkcji wina czy piwa, ale niestety mimo dużo przyjemniejszej aplikacji niż napój drożdżowy, dawane przez nie efekty są słabsze :(

Z własnego doświadczenia:
Stan moich włosów i mojej cery widocznie poprawiły się odkąd zaczęłam pić drożdże. Pojawiło się dużo babyhair, a przyrost wyniósł aż 4cm! Efekt, możecie zobaczyć w majowej aktualizacji.

Właśnie jestem po kubku drożdży! :) Czy nie uważacie, że w świetle tych wszystkich dobrodziejstw warto się przecierpieć smak! Polecam wszystkim! A wy? Pijecie drożdże? Może was zachęciłam?

piątek, 15 czerwca 2012

Perfecta No Problem!, Antytrądzikowy żel do mycia twarzy z mikrogranulkami, arbuz+wapń+alantoina

Dzisiaj recenzja żelu do mycia twarzy, który znalazł się w projekcie denko i udało się go wreszcie wykończyć :) Jestem z siebie dumna, bo pozbyłam się już aż dwóch produktów :) Nieszkodzi, że w między czasie kupiłam inne ;)

DAX COSMETICS, Perfecta No Problem! Antytrądzikowy żel do mycia twarzy z mikrogranulkami, arbuz + wapń + alantoina



Co mówi producent?

Żel głęboko oczyszcza skórę usuwając nadmiar łoju i zanieczyszczenia. Odblokowuje pory i zmniejsza ich widoczność, koi podrażnienia i hamuje stany zapalne, 
zapobiega powstawaniu zaskórników i wyprysków oraz przyspiesza znikanie już istniejących.
Wygładza skórę nadając jej miękkość i delikatność.

Skład:
Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Alcohol Denat., Glycerin, Polyvinyl Chloride, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Parfum, PVM/MA Decadiene Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Propylene Glycol, Citrullus Vulgaris Fruit Extract, Allantoin, Triclosan, Pearl Powder, Sodium Benzotriazolyl, Butylphenol Sulfonate, Buteth-3, Tributyl Citrate, Disodium EDTA, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Ethylparaben, Methylparaben, C.I. 14720.

źródło: wizaż

Kosmetyk kupiłam jeszcze zanim zaczęłam się wczytywać w składy- czyli szmat czasu temu. Teraz pewnie dwa razy bym się zastanowiła zanim bym go wzięła, a wszystko przez alkohol na trzecim miejscu w składzie i glicerynę na czwartym.

Na początek czego oczekuję od żelu do mycia twarzy? Nie wiele, ma skutecznie oczyszczać, nie może zapychać porów, wysuszać zbytnio mojej i tak suchej skóry. Nie musi nawet cudownie zmywać makijażu bo do tego mam mleczko. Więc przede wszystkim ma oczyszczać!

Opakowanie:

Jest to wygodna tubka o zawartości 150ml wykonana z miękkiego palstiku ustawiona na pokrywce. Jest w super energetycznym, neonowym kolorku, a etykietka nie ściera się. Jest chyba nadrukowana(?) na opakowaniu, jest ono półprzezroczyste, więc widać ile jeszcze specyfiku nam zostało. Z tubki łatwo wycisnąć kosmetyk do samego końca. Zamknięcie jest szczelne, nic nam się nie wylewa, ale niestety produkt czasem zostaje na pokrywce, przez co nie jest idealnie higieniczne. Czasami wylewa się go trochę za dużo, ale to chyba z mojej winy bo dość długo uczylam się ten żel dawkować. Za opakowanie +.

Wydajność:

Zużyłam przez miesiąc codziennego używania tak jak zaleca producent- dwa razy dziennie - połowę opakowania. Czyli 150ml starczy na dwa miesiące. Wydajność raczej w porządku. Myślę, że można było go używać mniej niż ja, bo potrzeba go naprawde niewiele żeby umyć całą twarz.

Zapach i konsystencja:

Żel jest w kolorze opakowania, intensywnie różowy. Mikrogranulki są naprawdę niewielkie chociaż widoczne gołym okiem. Konsystencja jest dość zwarta, nie spływa z dłoni. Zapach piękny! Orzeźwiający, intensywnie arbuzowy. Gdybym miała wybierać żel do mycia twarzy przez zapach ten nie miałby sobie równych. Delikatnie przebija się przez arbiza nutka alkoholu, ale jest ledwo wyczuwalna w trakcie używania. Zapach nie zostaje na skórze. Tu też +.

Moja opinia:

Żel dzięki mikrogranulkom można bardziej zaliczyć do delikatnych pilingów niż żeli do mycia twarzy, bardzo dobrze się go rozprowadza, potrzeba go bardzo niewiele. Nie pieni się mocno, raczej bardzo delikatnie. Łatwo go spłukać chłodną wodną. Niestety nie spełnia w całości obietnic producenta. Faktycznie pomaga trochę w likwidacji zaskórniaków, które się już pojawiły, ale nie przeciewdziała tworzeniu się nowych. Poprzez swoje działanie pilingujące faktycznie nadaje skórze miękkość, ale pozostawia ją brzydko ściągniętą. Niestety bez zastosowania kremu nawliżającego później zapewne mogłabym liczyć na sahare na twarzy później :( Przynajmniej nie zapycha :)

Podsumowując:

Nie jest to żel dla mnie i prawdopodobnie nie skuszę się na niego ponownie, a szkoda bo zapach ma obłędny. Niestety alkohol na początku składu dyskwalifikuje go już na starcie. Ale nadal będę do niego piać ze względu na zapach, mimo że nie polecam.

środa, 13 czerwca 2012

Bakłażan panierowany

Cześć!
Dzisiaj szybciutko i w między czasie, bo dla odmiany uczę się cały czas i niestety wszystko będzie tak wyglądać aż do 20.06! Potem już spokój, ale do tego czasu sporo roboty mam. No i jeszcze zawody szykują się w sobotę, więc i z tej strony ani chwili wytchnienia! Także moje życie toczy się aktualnie na pełnych obrotach, ale nie narzakam, lubie tak, szczególnie jeśli chodzi o starty :)

Dzisiaj będzie o tym jak smacznie i zdrowo zastąpić na stole frytki! Bardzo ich nie lubię, a niestety coraz częściej pojawiają się na polskich stołach. Dzieci szaleją za nimi, a smażone lub pieczone frytki w głębokim (często nieświerzym!) tłuszczu wcale do najzdrowszych nie należą!

Bakłażan Panierowany

Banalnie prosty sposób na wprowadzenie akcentu smażonego do obiadu wzamian za frytki.

Jak go przygotowywujemy?

Na początku należy pamiętać, aby dokładnie odsączyć sok, ponieważ jest on gorzki. W tym celu solimy i pozostawiamy aż powstanie na bakłażanie rosa, którą odciskamy w papierowy ręcznik. Następnie panierujemy tak jak kto lubi i wrzucamy na teflonową patelnię z małą ilością tłuszczu (a jeśli macie zaufanie do swojej pateli można w ogóle nie używać oleju) i gotowe :)

Proszę jakie proste, a jakie smaczne!

poniedziałek, 11 czerwca 2012

GARNIER FRUCTIS, Volume Restructure, odżywka wzmacniająca

Cześć!

Ja siedzę w domu i powinnam się uczyć bo mam czas tylko do jakiejś 17.15 żeby ogarnąć wszystko do szkoły po powrocie. Ale zamiast uczenia się wolę napisać notkę na blogu. Jest to zdecydowanie przyjemnejsze! Więc dzisiaj recenzja odżywki, którą wreszcie udało mi się wykończyć!

GARNIER FRuCTIS, Volume Restructure, odżywka wzmacnająca.


Co oferuje producent?

Odbudowujewłukno, nadaje długotrwałą objętość.
Jej formuła, która nie zawiera parabenu i silikonu odbudowuje i wzmacnia włókno od wewnątrz oraz nadaje włosom długotrwałą objętość.
Ceramidy odbudowywują włókno włosa od wewnątrz
Kwas AHA zapewna dogłębne wzmocnienie włókna włosa
Wyciąg z żeń-szenia nadaje włosom witalność od nasady.

Skład:

AQUA/WATER, CETEARYL ALCOHOL (emolient, nawilża), BEHENTRIMONIUM CHLORIDE (sub. aktywnie myjąca, dobrze się wchlania i ma działanie wygładzające), STARCH ACETATE (skrobia), NACINAMIDE (vit. B3), SUGAR CANE EXTRACT (ekstrakt z trzciny cukrowej), HYDROXYETHYLCELLULOSE (zagęstnik, zwiększa lepkość), CHLORHEXIDINE DIGLUCONATE (środek bakteriobójczy i bakteriostatyczny), CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT  (wyciąg z herbaty), BENZYL ALCOHOL (alkohol, wysusza), LINAOOL (może uczulać!), PANAX GINSENG EXTRACT (extrakt z żeńszenia), PROPYLENE GLYCOL (sub. dająca uczucie nawilżenia), 2-OLEAMIDO-1,3-OCTADECANEDIOL (lipid), PYRUS MALUS EXTRACT(Apple Fruit Extract), PYRIDOXINE HCI (vit. B6), GERANIOL (sub. zapachowa), CETYL ESTERS, CITRIC ACID, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, LEMON PEEL EXTRACT. 

Jak widzimy w składzie wiele pozytywnych składników, niestety te którymi szczyci się producent nisko w składzie. Mamy też alkohol, który wysusza oraz linaol, ktory nierzadko uczula skórę głowy. Przynajmniej prawie wszystkie substancje zapachowe są naturalne, przez co sklad też robi nam się całkiem przyjemny, bo chemii w odżywce jest niewiele. Jest ona zgodna z CG

Opakowanie:

Odżywka jest zamknięta w wygodnej zielonej buteleczce, standardowej dla produktów tej firmy. Stoi na wieczku co jest bardzo wygodne oraz zrobiona jest z miękkiego plastiku, dzięki czemu łatwo wydobyć ją do samego końca. Niestety zamknięcie tak jak we wszystkich produktach Garniera nie pasuje mi! Muszę się z nim za każdym razem siłować, łamią mi się na nim paznokcie! Co więcej jest bardzo niehigieniczne, bo na całym zamknięciu zostaje odżywka, wycieka na zewnątrz. Ogólnie brudzi się to to i wygląda nie fajnie. Co kto lubi. Ja nie!

Cena

9zł/200ml.

Konsystencja:

Konsystencja dość gęsta, nie spływa z włosów, ale nie jest też jakaś bardzo zwarta. Porównalabym ją do gęstrzego kiślu. Podoba mi się!

Zapach:

Piękny! Za zapach uwielbiam Garniera! Świerzy, owocowy, nie chemiczny, pozostaje na włosach dość długo. Duży plus za zapach właśnie!

Moja opinia:

No i tu zaczynają się schody. Wszystko pięknie i ładnie, skład naturalny, konsystencja i zaoach super, opakowanie takie sobie, ale z tym można żyć ale... Na moich włosach odżywka zastosowna samodzielnie zrobiła teksańską masakrę :( Suche kłaki widocznie nie zadowolone. Obiętości nie dodała, ale także nie obciążyła, ale mimo wszystko bardzo wysuszyla moje włosy. Aby ją złużyć stosowałam jako pierwsze O w OMO i tutaj już całkiem nieźle dawała sobie radę, a po późniejszym nałóżeniu maski moje włosy chihotały ze szczęścia! Powtarzam- niestety samodziełnie doprowadziła moje włosy do takiego stanu, że musiałam je potem ratować olejami i maskami przez kilka myć. Także nie polecam. Do metody OMO można wykożystać tańszą i na pewno lepszą odżywkę. Na plus na pewno można jeszcze zaliczyć dostępność, bo jest wszędzie, ale za 9 zł naprawdę można znaleść coś znacznie lepszego!

A wy stosowałyście? Lubicie? 

niedziela, 10 czerwca 2012

Aktualizacja włosowa: MAJ 2012

Witajcie!
Wróciłam z Berlina wczoraj późnym wieczorem. Zmęczona, ale szczęśliwa. Było fantastycznie, szkoda tylko, że połowe wyjazdu przechorowałam w łużku i z samych warsztatów wyniosłam niewiele. Przynajmnije wiem, że mój hiszpański jest na poziomie komunikatywnym, więc jest dobrze :)


Dzisiaj przychodzę do waz z WŁOSOWĄ AKTUALIZACJĄ W MAJU!


Przyrost: 4 cm!

Co stosowałam na przyrost:
  • skrypokrzywa w tabletkach do jedzenia (konkretnie SkrzypStrong)
  • drożdże
Wypadanie: w normie

Bejbiki: w dużej ilości!

Jestem na prawdę zadowolona ze swoich włosów w tym miesiącu! Skręt jest bardzo ładny, są miękkie, wyraźnie bardziej nawilżone niż bywały wcześniej! Aktualna pielęgnacjia służy im bardzo. Udało się też uzyskać piękny złoty odcień o który walczylam i walczylam długo, różnymi sposobami. Efekt poniżej :)


Moja pielęgnacja w tym miesiącu:


Regularnie:
  • Babydream Shampoo KWC - moja miłość, stały element mojej pielęgnacji
  • Joanna z Apteczki babuni, odżywka b/s, Mleko & Miód KWC- też lubię bardzo!
  • Garnier Fructis, odżywka d/s, Voulme Restructure KWC- nie polubiłyśmy się zbytnio
  • Pilomax, WAX do włosów blond KWC- MAGIA! moje włosy pokochały
Rzadziej:
  • Gliss Kur, maseczka do włosów bardzo zniszczonych (czarna) KWC- też nie przepadamy za sobą, niezła do tuningowana i używana głównie w tym celu- NIEZGODNA Z CG
  • Isana Hair, odżywka d/s z ekstraktem z Babassu KWC- używam za krotko, żeby wyrobić sobie zdanie na razie
Szampony do oczyszczania:
  • Garnier Fructis, szampon wzmacniający Czysty Blask KWC
  • Ziaja, szampon do włosów przytłuszczających się, KWC NIEZGODNY Z CG

PLANY NA NAJBLIŻSZĄ PRZYSZŁOŚĆ?
W sumie nie wiem sama , dalej męczę skrzypokrzywę. Teraz Skrzypowitę, od jutra znów drożdże i to chyba tyle, jak przybęda mi kolejne 4 cm to będę najszczęśliwsza na świecie!

A co tam u was ciekawego? :)




piątek, 1 czerwca 2012

Przeżyć za 50 zł w czerwcu

Hej.
Dzisiaj ostatni wpis przed wyjazdem, może uda mi się coś naskrobać w trakcie, ale nie obiecuję!
akcja z bloga Belleoleum

Postanowiłam się zapisać do akcji pt. przeżyć za 50 zł w czerwcu. Oczywiście nie mówie tutaj o oszczędzaniu na jedzeniu czy innych niezbędnych potrzebach, bo na tym bynajmniej oszczędzać nie zamierzam. Mowa o zakupach kosmetycznych. Mam nadzieję że uda mi się wytrwać, ale akcję prowadzę w celu bardziej informacyjnym, żeby zobaczyć ile na kosmetyki wydaję niż żeby faktycznie oszczędzać pieniądze ;) Mam też zamiar nie kupować żadnych zbędnych rzeczy, ograniczyć się nieco i zobaczymy co z tego wyjdzie. Obym nie przekroczyla kwoty dwukrotnie :)
Myślicie, że w Berlinie mogę się ograniczyć do 50euro? ;)


Może wy się skusicie na sprawdzenie swojej silnej woli?