niedziela, 27 stycznia 2013

Maska, czy może lekka odżywka?

Cześć Dziewczyny!

Obiecałam, że będę wpadać częściej, a znów nie było mnie na blogu kilka dni. Niestety czas nie jest z gumy, bardzo żałuję z tego powodu. W każdym razie, przychodzę do was dzisiaj z krótką recenzją kosmetyku, co do którego mam bardzo mieszane uczucia. W zasadzie po zużyciu całego opakowania nadal nie umiem o nim dużo powidzieć. W każdym razie jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na temat maski  firmy Gloria, to zapraszam do czytania!

Obietnice producenta:

Do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych. Ekstrakt z szyszek chmielu wzmacnia włosy, zapobiega ich wypadaniu, przywraca włosom połysk. Prowitamina B5 reguluje prawidłową wilgotność włosów, zwiększa ich objętość. Maska regeneruje strukturę zniszczonego włosa i odżywia. Włosy odzyskują połysk, elastyczność, sprężystość, łatwiej się rozczesują i nie elektryzują się.

Skład:

Aqua, Cetrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Humulus Lupulus Extract, Parfum, Panthenol, E 471, Citric Acid, Methylchloroisothiazolino ne(and) Methylisothiazolinone, Bromonitropropandiol, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Benzyl Salicylate, Citral. (25.03.2008)

Zdecydowanie na plus przemawia tutaj bardzo prosty skład. Zaraz po wodzie mamy sub. kondycjonującą, emolient i ekstrakt z szyszek chmielu, potem zapach i witamina B5

Moja opinia:

Zacznę tradycyjnie od opakowania, jest to zwykły plastikowy, dość solidny słoiczek, nie mam mu zupełnie nic do zarzucenia.
Konsystencja jak na zdjęciu powyżej, maska- a w zasadzie powinnam powiedzieć odżywka, jest bardzo lekka

Zapach dość chemiczny, ale nie nieprzyjemny, ja osobiście czułam rumianek, chociaż to może jakieś moje urojenia ;)

A teraz co do semego działania. Ja zwyczajnie go nie zauważyłam. Maska działa jak lekka odżywka, nadająca się na drugie O, trochę wygładza, trochę nabłyszcza, ale generalnie szały nie ma. Nie widziałabym wcale powodu by trzymać ja w łazience gdyby nie prosty skład. Dzięki niemu bardzo dobrze nadaje się do tuningowania. Przy niewielkiej cenie, można się na nią skusić, ale nie jest absolutny must-have. Jednak jest to MOJA opinia, a mam włosy wymagające solidnego odżywienia i treściwych masek i odżywek.

Glorię testowała też moja mama, dla której ta maseczka stała się KWC, przede wszystkim wystarczająco nawilża i dyscyplinuje jej włosy. Ale co dla niej najważniejsze zupełnie nie obciąża, nawet nakładana bardzo blisko skalpu po myciu. Mama ma włosy krótkie, bardzo cienkie, łatwe do obciążenia i u niej ta maseczka sprawdza się przyzwoicie.

A Wy znacie tą odżywkę? Lubicie ją, czy może jak ja, nie widzicie żadnego szczególnego działania?

Na końcu, chciałabym zaprosić Was na rozdanie u Extension Beauty, poniżej główna nagroda:

piątek, 25 stycznia 2013

Tygodniowy Plan Pielęgnacji Włosów vol. 20

Cześć Dziewczyny!

Nie było mnie tu wieczność, i bardzo Was za to przepraszam. Niestety ogrom nauki dał mi się we znaki, oprócz tego rozpoczynam zaraz treningi więc do pracy umysłowej należy dopisać jeszcze prace fizyczną. Wracałam do domu codziennie wykończona i nie miałam siły nawet odpalić komputera! W każdym razie już jestem i mam zamiar bywać częściej już po weekendzie, bo będę miała pare tygodni wolnego. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo nigdy nie wiadomo jak życie się potoczy ;)

W każdym razie, przejdźmy do rzeczy!


Piątek 18.01.13- NIC

Sobota 19.01.13- NIC

Niedziela 20.01.12
O: odżywka proteinowa DIY na bazie protein mlecznych i odżywki Alterry z granatem i aloesem
M: balsam BabyDream fur Mama
O: odżywka bananowa TBS
odżywka b/s: Joanna Naturia z lnem i rumiankiem
stylizacja: żel mrożący Joanna
ochrona: jedwab Marion
suszenie: plunking i dyfuzor
Spostrzeżenia: (zdjęcie zrobione w świetle dziennym!) Jak mówiłam, tak zrobiłam, zafundowałam moim włosom dawkę ich znienawidzonych protein. I tak wybrałam te, które tolerują najlepiej- mleczne. I to co zobaczyłam bardzo mi się spodobało. Włosy nadal bardzo nawilżone, błyszczące, ale przy tym skręt podbity i dość 'sztywny'. Generalnie z efektu jestem bardzo zadowolona, niestety dość szybko nadawały się do ponownego mycia.

Poniedziałek 21.01.13- NIC

Wtorek 22.01.13
na noc: oliwka BabyDream fur Mama

Środa 23.01.13
M: szampon Garnier Fructis czysty blask (szampon z ALS)
O: odżywka Choisee z limonką i imbirem
odżywka b/s: Joanna Naturia z lnem i rumiankiem
ochrona: jedwab Marion
suszenie: dyfuzor
Spostrzeżenia: włosy dużo lżejsze niż po porzednim myciu, bardziej nawilżone, skręt równie ładnie zdefiniowany, trochę drobniejszy. Bardzo długo zachowały świerzość, jednakże na skalpie pojawiła się delikatna suchość i swędzenie. Wynikło to chyba z połączenie dość mocnego detergentu jak na mnie i wcierki na bazie alkoholu.

Czwartek 24.01.13- NIC

Piątek 25.01.13
pojawi się w następnym odcinku TPPW, ponieważ jeszcze planuję dzisiaj umyć włosy, mimo że tego nie wymagają. Wychodzę wieczorem i chcę żeby wyglądały ładnie ;)

Przynajmniej pielęgnacja moich loków nie ucierpiała w tym całym natłoku obowiązków.
Jak wam się podobają? :)

niedziela, 20 stycznia 2013

Niepozorny eyeliner od Lovely

Cześć Dziewczyny!

W krótkiej przerwie między czytaniem jednych notatek a przeglądaniem drugich przychodzę do was z mini recenzją na prawdę dobrego produktu za przysłowiowe grosze. O tym niepozornym linerku przeczytałam chyba u Ewalucji, ale mogę coś mylić, bo było to dość dawno temu. W każdym razie, zdążyłam go już bardzo dobrze przetestować.

Musicie wiedzieć, że kreska eyelinerem gości na moim oku niezwykle często, ale przy tym nie jestem jakąś mistrzynią makijażu i bardzo cenie sobie wszelkie udogodnienia, dobry i wygodny w użyciu liner jest dla mnie bardzo ważny!

Lovely, Eye Liner Long Lasting


Zacznę może od tego co widoczne, czyli opakowania, jak dla mnie jest t jedyny minus tego kosmetyku, chociaż nie jakiś znaczący. Przeszkadza mi, że trudno jest je ustawić w pozycji pionowej. Na początku bałam się każdej przewrotki, jednak jest tak wyprofilowane, że nawet leżąc na boku nic z niego nie wycieka. Otwór jest odpowiedniej wielkości i na pędzelek nabiera się odopowiednia ilość eye linera.
Z drugiej strony największym plusem tego maluszka jest pędzelek. Niesamowicie cienki, elastyczny co za tym idzie bardzo precyzyjny! Bardzo ułatwia to maowanie oczu, nawet przy samej linii rzęs.

Jeśli chodzi o krycie i trwałość, to też jest bardzo przyzwoity. Ładną kreskę namalujemy już za pierwszym pociągnięciu pędzelka, czerń jest bardzo kryjąca i na prawdę czarna, a linia nie wymaga poprawek. Serduszko na zdjęciu powyżej także zostało narysowane jednym pociągnięciem. Eye liner wytrzymuje na oku cały dzień, o ile oczywiście nie trzemy mocno oczu.

Podsumowując to wszystko, jest to na prawdę dobry produkt za niewielką cenę, kosztuje zaledwie 6-7zł, więc myślę, że warto go wypróbować.

Znacie ten kosmetyk? Lubicie? A może dopiero teraz się na niego skusicie?

piątek, 18 stycznia 2013

Tygodniowy Plan Pielęgnacji Włosów vol. 19

Cześć!
Niestety udzieliła mi się uczelniano-naukowa atmosfera i na blogu bywam jeszcze rzadziej niż zwykle :(. Zrobiły mi się także ogromne zaległości w waszych wpisach i na prawdę nie wiem kiedy ja to wszystko nadrobię. Aktualnie każdą wolną chwilę spędzam przy książkach, ale już nie wiele mi zostało. Dzisiaj już zaczynamy weekend- więc chociaż jeden dzień wytchnienia, a potem trochę wolnego :)

Na szczęście pielęgnacja moich włosów nie ucierpiała, ba ma się lepiej niż przeciętnie! Wróciłam do regularnego olejowania i wcierania wcierki- czego nie zaznaczam już w planie, ale staram się ją wcierać jeśli nie codziennie to chociaż 3 razy w tygodniu.

A plan wyglądał tak:


Sobota 12.01.13
na noc: oliwka BabyDream fur Mama na wilgotne włosy

Niedziela 13.01.13
O: odżywka Alterra z granatem i aloesem
M: balsam BabyDream fur Mama
O: maska Pilomax, Kamille Wax na 40 min. pod czepek w cieple
odżywka b/s: Joanna Naturia z lnem i rumiankiem
stylizacja: żel mrożący Joanna
ochrona: jedwab Marion
suszenie: plunking, i dyfuzor


Spostrzeżenia: włosy bardzo nawilżone, nieco napuszone, lekkie- nie obciążone. Generalnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona maską Kamille Wax, ponieważ mimo przeciętnego składu niesamowicie nawilżyła moje przesuszone włosy aż po same końcówki bez obciążania włosów! Już w trakcie spłukiwania były wyjątkowo głatkie i śliskie, bez najmniejszego splątania. 

Poniedziałek 14.01.13- NIC

Wtorek 15.01.13
na noc: olejek z nasion bawełny

Środa 16.01.13
M: balsam Babydream fur Mama
O: odżywka Choisee z limonką i imbirem
odżywka b/s: Joanna Naturia z lnem i rumiankiem
ochrona: jedwab Marion
suszenie: dyfuzor

Spostrzeżenia: zaspałam, więc plan pielęgnacyjny dzisiaj musiałam skrócić do minimum. Twarz myłam niemalże w trakcie spłukiwania odżywki ;) W każdym razie, włosy dostały ode mnie ostatnio nadmiar nawilżenia, stąd wszechogarniający włosy puch. Jednakże do okoła całej włosy robią się rurociągi. Mimo wszystko muszę im zapewnić jakąś kurację proteinową. Zawsze jest to dla mnie problem, bo nie mam żadnej proteinowej odżywki do włosów, po za jedną maską z silikonami. Ukręce w takim razie coś sama, ale dopiero w weekend, albo zaryzykuję jednak dawkę znienawidzonych przez moje włosy silikonów i zobaczę jak się zachowają.

Czwartek 17.01.13- NIC

Piątek 18.01.13- NIC

Co sądzicie o mojch włosach z tego tygodnia?

Pozdrawiam!

niedziela, 13 stycznia 2013

Odkrycie roku 2012- Burżuj!

Obiecałam sobie, żednych postów o kosmetycznych ulubieńcach minionego roku, obiecałam, że nię będę pisać tasiemców o odkryciach i innowacjach które pojawiły się w tamtym czasie w mojej kosmetyczne- byłoby tego zwyczajnie za dużo, ale...

Jak inaczej określić kosmetyk, który stał się moim KWC? W recenzji nie przeczytacie chyba niczego odkrywczego. Po zerknięciu na sam nagłówek można się domyślić, że będzie ona co najmniej entuzjastyczna ;) Zapraszam was w takim razie do zapoznania się z moją opinią na temat podkładu BOURJOIS, healthy mix. Mój odcień to 52.


Obietnice producenta:

Bourjois rozświetlający, owocowy podkład Healthy mix zapewnia promienny wygląd i wspaniały blask, który będzie utrzymywał się na skórze przez 16 godzin.
Delikatna i kremowa formuła podkładu subtelnie integruje się ze skórą, dzięki temu efekt makijażu jest bardzo naturalny.
Podkład nadaje się do każdego typu skóry. Oferuje jednorodny makijaż i pół-matowe wykończenie, które zapewnia cerze świeży, naturalny wygląd.
Podkład zawiera wyciąg z moreli, imbiru, jabłek i melonów.
- Morela - dodaje blasku
- Melon - działanie nawilżające 
- Jabłko - antyutleniacz
- Imbir - działanie odświeżające
Owocowy, wspaniały zapach podkładu stanowi koktajl z owoców, następnie bukiet kwiatów i na końcu białe piżmo i szlachetne drzewa. Kompozycja ta tworzy delikatną aurę, która pozostawia na skórze trwały, piękny zapach.

Skład:

Aqua, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Butylene Glycol, PEG-10 Dimethicone, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Disteardimonium Hectorite, Disodium Stearoyl GLutamate, Dimethicone Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Alcohol Denat, Parfum (Fragrance), Panthenol, Alcohol, Aluminum Hydroxide, Silica, Propylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Glycerin, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract, Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Mica, Iron Oxides, Ultramarines, Titanium Dioxide (17.02.2010)

Producent obiecuje nam wiele fantastycznych ekstraktów i nawilżenie. Niestety patrząc na skład nie uda się tego osiągnąć. Obiecane ekstrakty faktycznie są, ale dopiero daleko, daleko za zapachem. Przed nim natomiast znajdziemy aluminium, które ma swoich przeciwników, oraz alkohol denat. 

Moja opinia:

Zacznę klasycznie od opakowania. Jest to opakowanie z pompką typu air-less, przy czym jest przezroczyste, więc dokładnie widać ile podkładu nam zostało. Pompka działa sprawnie, także tu oceniam wszystko na plus.

Konsystencja jest bardzo lekka, powiedziałabym, że wręcz płynna, zapach piękny owocowy! Nie powiem, dużo przyjemniej używa się ładnie pachnących kosmetyków. Wydajność przyzwoita, aczkolwiek mogłaby być lepsza. Do pokrycia całej twarzy potrzebujemy dwie pąpki.

Teraz słówko o moim odcieniu, jak już wspomniałam jest to numerek 52, Vanilla

Powyżej w towarzystwie dwóch innych podkładów, które mam aktualnie w domu. Na pierwszy rzut oka widać inną, lżejszą konsystencję, o której pisałam powyżej. Widać też, że jest dużo jaśniejszy od kolegów. Vanilla to dość jasny odcień wyraźnie wpadający w żółte tony. To dla mnie bardzo ważne, bo mam cerę o takim wlaśnie odcieniu- szczególnie zimą.

Podkład bardzo dobrze stapia się ze skórą, przykrywa zaczerwienienia i drobne niedoskonałości, ale jego krycie określiłabym jako średnie. Dzięki dość delikatnemu kryciu i lekkiej konsystencji nie tworzy efektu maski. Nakładany zarówno palcami jak i pędzlem typu flat-top zachowuje się bardzo dobrze. Nigdzie się nie roluje i nie włazi w załamania. Zaraz po nałożeniu daje efekt 'mokrej twarzy', a po wchłonięciu ładną satynę i delikatne, naturalne rozświetlenie. Może trochę podkreślać suche skórki, jednakże ja jestem posiadaczką cery suchej i jestem w stanie sobie z tym poradzić ;). Niestety nie dostaniemy obiecanego przez producenta nawilżenia, ale nie zauważyłam też, żeby podkład wysuszał, ale zawsze stosuję pod spód krem. Produkt nie spełnia jeszcze jednej z obietnic producenta. Niestety nie wytrzymuje na twarzy 16godzin i ja nawet na to nie liczyłam. Przyzwoicie trzyma się od rana do wieczora i zupełnie mi to wystarcza. Jednak co dla mnie najważniejsze nie zapycha. Niestety bardzo wiele kosmetyków tego typu powoduje u mnie wysyp i powiem szczerze, że fakt ten zadecydował o tym, że Burżuj stał się moim KWC :)

Jednym słowem gorąco polecam wypróbować!

Jestem też bardzo ciekawa, czy Wy miałyście styczność z tym podkładem? Co o nim myślicie?
A może jakie inne podkłady, spełniające moje kryteria, poleciłybyście mi? Kobieta zmienną jest, a ja do tego lubię eksperymentować i kupować nowe produkty, a nóż trafię na coś jeszcze lepszego ;)

sobota, 12 stycznia 2013

Włosy zakręcane na opaskę

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj chciałam wa przedstawić metodę kręcenia włosów bez użycia jakichkolwiek gorących narzędzi typu lokówka, prostownica czy suszarka.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego szukam sposobu na poprawę skrętu. Nic dziwnego, przecież mój naturalny skręt jest dość drobny i mocny. I tu tkwi właśnie szkopuł. Szukam metody na rozluźnienie loków. Czasami mam ochotę na miękkie fale, albo grube, regularne loczki. Co więcej, moje włosy często następnego dnia nie prezentują się równie ładnie jak na zdjęciach, które wam pokazuje. Pomyślałam, że metoda zakręcania włosów na opasce pomoże w reanimacji skrętu i wyeliminuje puszenie. Musicie wiedzieć, że moje loki dzień po myciu zamieniają się puchate fale. Mam kilka sposobów na ich okiełznanie (może chciałybyście o tym przeczytać?), ale wciąż szukam lepszych. Co więcej wydaje mi się, że jest to niezły sposób na przetrwanie włosów kręconych nocą!

Jak widzicie same plusy :)

Wzorowałam się na PIWie Anwen oraz na filmiku Azjatyckiego Cukru

W moim wypadku kolejność wyglądała następująco:
  1. dokładnie rozczesałam włosy grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami
  2. obficie spryskałam wodą
  3. nałożyłam odżywkę b/s (Joanna Naturia z lnem i rumiankiem)- odżywkę nałożylam dość obsicie, nie ugniatając włosów, a rozczesując palcami i 'ciągnąc' je w dół, żeby je troche rozprostować
  4. założyłam opaskę jak na filmiku powyżej
Ciekawość zwyciężyła i rozplotłam włosy po niecałej godzinie. Uzyskany efekt niezywkle mi się spodobał! Na tyle, że jestem pewna, że tą metodę będę stosować do reanimacji skrętu przed większym wyjściem. Wydaje mi się, że wystaczy trzymać opaskę do czasu wyschnięcia włosów, żeby uzyskać efekt naturalnych grubych loków, przynajmniej w wypadku moich kręconych włosów. 

Tutaj zdjęcie, musicie wybaczyć nienajlepszy stan moich włosów, cały czas walczę o ich nawilżenie :(



Po zaspokojeniu swojej ciekawości znów zwilżyłam włosy wodą i już bez nakładania odżywki b/s zaplotłam włosy po raz kolejny- tym razem zostawiłam opaskę na całą noc.

Co zastałam rano:
 Pukle z przodu z lewej strony nie najładniej się zakręciły, ale po przeczesaniu palcami wyglądało to już bardzo ładnie.

*pierwsze zdjęcia w świetle sztucznym, drugie w naturalnym, stąd różnice w kolorze

Skręt po całej nocy jest zdecydowanie mocniejszy i uzyskany efekt bardzo mi się podoba. Nie wiem jednak czy będę w ten sposób spędzać wszystkie noce, ponieważ loki po zakręceniu na opaskę zwijają się w odwrotną stronę niż naturalnie. Może spróbuję zawinąć je na opasce odwrotnie, od tyłu do przodu? Co więcej spanie w opasce może być nieco kłopotliwe, ponieważ włosy uwierają w głowę, a opaska potrafi się zsuwać. Jednak da się, ale nie polecam osobom, które mają problem z zasypianiem.

Jak wam się podoba efekt uzyskany tą metodą? Znałyście ją wcześniej? Spróbujecie?
Może Wy także szukacie metod na rozluźnienie waszego skrętu? Czy wręcz przeciwnie, na wzmocnienie?

piątek, 11 stycznia 2013

Tygodniowy Plan Pielęgnacji Włosów vol. 18

Cześć!

Dzisiaj kolejny odcinek TPPW, już 18! Bez zbędnego wstępu, zapraszam!


Sobota 5.01.13
na noc: oliwka BabyDream fur Mama na suche włosy

Niedziela 6.01.13
O: odżywka Alterra z granatem i aloesem
M: szampon Garnier Fructis, czysty blask- szampon z ALS
O: odżywka bananowa TBS
odżywka b/s: Joanna Naturia z lenm i rumiankiem
stylizacja: żel mrożący Joanna
suszenie: plunking, dyfuzor
ochrona: jedwab  Marion


Spostrzeżenia: skręt bardzo podkreślony, włosy bardzo błyszczą, są zdyscyplinowane, mogłyby być bardziej nawilżone. Po za tym odpowiednio dociążone. Generalnie odniosłam wrażenie, że użyłam nieco za dużo stylizatora.

Poniedziałek 7.01.13 - NIC

Wtorek 8.01.13
olej: na skalp olej rycynowy, na długość oliwka Babydream fur Mama- na noc

Środa 9.01.13
M: balsam BabyDream fur Mama x2
O: maska Pilomax Henna WAX zmieszana z odżywką TBS, kapsułkami vit. A+E, olejem z nasion bawełny na 30min. pod czepek w cieple
odżywka b/s: odżywka Choisee z imbirem i limonką
stylizacja: żel mrożący Joanna
suszenie: plunking, dyfuzor
ochrona: Jedwab Marion


Spostrzeżenia: zdjęcie robilam w pośpiechu i brzydko się ułożyły do niego. Duża objętośći, odbite od nasady- dzięki temu były  długo świeże i jeszcze dwa dni po myciu nosiłam je rozpuszczone! Po za tym nawilżone równomiernie aż po same końce. Brakowało mi jeszcze trochę nawilżenia i dociążenia, ale od czasu, do czasu lubię taki look, jak się raczej lekkie.

Czwartek 10.01.13- NIC

Piątek 11.01.13- NIC

Pozdrawiam!

czwartek, 10 stycznia 2013

Zwalczyć pomarańczową skórkę z Bielendą.

Hej!
Dzisiaj przychodzę do was z krótką recenzją kosmetyku, co do którego ciężko jest mi się jednoznacznie opowiedzieć. Nie jest to bubel, ale dobry peeling także nie. Bez zbędnego wstępu, na pisanie którego jakoś nie mogę znaleść sił, zapraszam Was do recenzji.

Mowa o Cukrowym peelingu do ciała ANTYCELLILIT od BIELENDY

Obietnice producenta:

Skutecznie złuszcza martwe komórki skóry, eliminuje szorstkość i zgrubienia naskórka, wygładza nie powodując podrażnień. Masaż peelingiem działa antycellulitowo i wyszczuplająco: pobudza ukrwienie skóry, poprawiając jej jędrność i sprężystość; wygładza, zmiękcza, odświeża i nawilża naskórek. Skóra zaczyna `oddychać` i łatwiej wchłania składniki aktywne z pozostałych preparatów Pomarańczowa Skórka. Piękny aromat odpręża i relaksuje. Brązowy cukier trzcinowy zawiera naturalny kwas AHA, skutecznie usuwa martwe komórki naskórka, oczyszcza i wygładza skórę. Garcinia Cambogia hamuje odkładanie się tłuszczu w komórkach; wyszczupla i modeluje ciało. Olejek grejpfrutowy regeneruje, odżywia i napina skórę. 

Skład:


Niestety na pierwszym miejscu w składzie parafina, więc jeśli macie problemy z zapychaniem to może wam zaszkodzić. Zaraz potem tytułowy cukier oraz delikatna substancja myjąca, emolient tzw. tłusty, który również może być komedogenny. I znów emolient, ekstrakt z Garcyni faktycznie mający wpływ na redukcję celulitu oraz tkanki tłuszczowej, cukier trzcinowy, substancja hamująca starzenie się skóry, znów substancja o podobnym dzialaniu,  a potem już ZAPACH.

Skład byłby całkiem ładny, gdyby nie parafina na samym jego początku. Jeśli was to nie przeraża i nie macie skłonności do zapychania, może cie po niego sięgać spokojnie, niestety mnie jednak trochę przeraża. Moja skóra nie lubi się z parafiną i wysoczyło mi pare nieładnych krostek podczas zużywanai tego peelingu dlatego zużyłam go później tylko na partie na których potencjalnie celulit mogę posiadać ;)

Moja opinia:

Zacznę tradycyjnie od opakowania. Jest to zwykły słoiczek o pojemności 300ml, który (co bardzo sobie cenię!) jest dodatkowo zabezpieczony folią przed niechcianymi paluchami! Łatwo wydobyć z niego produkt, nie mam w tej materii żadnych zastrzeżeń!

Zapach jest mocno pomarańczowy. Nie wiem czy pamiętacie, ale w dzieciństwie zajadalam się takimi pomarańczowymi galaretkami w cukrze- dla mnei pachniały identycznie. Także mimo, że zapach chemiczny, mam z nim mile skojarzenia do tego bardzo słodki. Można go albo pokochać, albo znienawidzić.

Konsystencja typowa dla peelingu cukrowego. Drobiny są dość duże i szybko rozpuszczają się na skórze. Niestety jest to znaczny minus- ale także typowy dla peelingów cukrowych. Musimy chwilę postać pod prysznicem i pozwolić lekko przeschnąć skórze przed zaaplikowaniem produktu. Właściwości zdierające określiłabym raczej jako słabe-średnie, ale ja takie wolę.


Co do samego działania antycelulitowego, niestety go nie zauważyłam, być może dlatego, że nie mam problemów z celulitem. Stosowany regularnie delikatnie napinał skórę, ale był to efekt krótkotrwały. Po za tym, peeling okazał się bardzo niewydajny co w przełożeniu na cenę (ok. 16zł) nie wydaję się być dobrym interesem. Głównym minusem jak dla mnie jest to, że pozostawia nieprzyjemy parafinowy film na skórze, co daje złudny efekt wygładzenia i nawilżena skóry.

Ciężko jest mi określić czy polecam, czy jednak odradzam ten produkt. Szału w każdym razie nie było niestety. Mam nadzieję, że moja recenzja pomogła wam zdecydować czy warto się na niego zdecydować czy jednak nie.

 Znacie? Polecacie?

niedziela, 6 stycznia 2013

Aktualizacja Włosowa- grudzień 2012

Cześć dziewczyny!

Spóźniam się z włosową aktualizacją już prawie tydzień, ale musiałam zrobić odpowiednie zdjęcia oraz znaleźć trochę czasu na tego typu post-  jak zwykle wyjdzie niesamowity tasiemiec. Tymczasem są to żadne wymówki, nie mniej wpis już jest i jeśli jesteście ciekawe jak wyglądała moja pielęgnacja w ubiegłym miesiącu zapraszam do czytania!

Przygotowałam ten wpis w nieco innej formie, dajcie znać jak Wam się podoba, czy może wolałyście mniejszą ilość zdjęć?


To znów nie był lekki miesiąc dla moich włosów, czasu na pielęgnacje miałam jeszcze mniej niż zwykle. Rzadziej olejowałam włosy- nie robiłam tego tak jak dotychczas przed każdym myciem, zdarzało mi się nie nakładać oleju przez cały tydzień. Przez to włosy są zdecydowanie bardziej suche niż w poprzednim miesiącu. Końcówki mimo zabezpieczania znów zaczęły się łamać, staram się je sama podcinać na bieżąco, bo nie mam zamiary odwiedzać fryzjera jeszcze przez jakiś czas. Po za tym rzadziej stosowałam treściwe maski, postawiłam raczej na lekkie odżywianie. Mimo wszystko włosy trzymają się całkiem nieźle.

Przyrost: niezmiennie jest to ok. 1,5-2 cm :(

  • pierwsze 20 dni miesiąca łykałam CP
  • mniej więcej ten sam okres regularnie wcierałam kurację Joanna Rzepa, później rozłożyła mnie choroba i moja regularność gdzieś wyparowała ;)
Bejbiki przez pierwsze 20dni miesiąca pojawiło się sporo nowych włosków, jedna później już tylko rosły.

Wypadanie wciąż na stałym poziomie, minimalne :)

Jakich kosmetyków używałam?


Do mycia:
 O wszystkich tych kosmetykach już wspominałam, jeśli jesteście ciekawe zapraszam do poprzednich aktualizacji.
  • Odżywka Isana z olejkiem z Babassu
  • Balsam BabyDream fur Mama
  • Szampon Garnier Fructis, czysty blask

Odżywki d/s:
Tutaj kilka nowości, o których warto wspomnieć
  • odżywka Alterra z granatem i aloesem- nie wiedzieć czemu u mnie nie sprawdza się wcale! Denkuję jako pierwsze O, do emuglowania oleju lub do kręcenia własnych masek.
  • odżywka bananowa z TBS- ta za to szybko mnie się w górę do mojego KWC, bardzo przyjemna odżywka, którą moje włosy bardzo lubią
  • maska Gloria, koło maski nawet nie stała, raczej lekka odżywka z prostym składem, używana głównie do wzbogacania
  • odżywka Choisee z limonką i imbirem, tutaj nowość, akcję z Choisee pamięta chyba każda z Was, nie chcę tego tutaj roztrząsać, w każdym razie odżywka jest u mnie. Jest to dość lekka odżywka bardzo płynna o konsystencji bardziej odżywki b/s i chcę ją w tej formie wypróbować. Przyzwoicie nawilża, jednak nie wygładza i włosy są po niej dość 'tępe'. Już niedługo powinna skrobnąć jakąś recenzję.
  • odżywka Isana z olejkiem z babassu, u mnie szału nie robi, używam ją głównie do mycia lub jako pierwsze O w OMO.
Odżywki b/s:
I znów nie pokażę wam nic nowego
  • serum ziołowo-witaminowe Radical
  • odżywka Joanna Naturia z lnem i rumiankiem
  • odżywka Joanna z apteczki babuni, mleko&miód




Oleje:
Znów żadnych nowości ;)
  • oliwka BabyDream fur Mama
  • olej z nasion bawełny Alepp
  • krem Bebeauty






Inne:
  • żel mrożący Joanna- do stylizacji, trochę puszy włosy, mam po nich wyraźnie mocniejszy skręt ale i większy nieład. Łatwo z nim przesadzić i trzeba nakładać go na prawdę oszczędnie, wtedy efekt jest świetny!
  • jedwab Marion do zabezpieczania końcówek. Mam wrażenie, że trochę je wysusza i skleja, jednak po całkowitym wyschnięciu włosów wrażenie 'sklejenia' mija. Nie jestem z niego zachwycona, jednak zabezpiecza przyzwoicie.






Dla zainteresowanych odcinki grudniowych TPPW:
I

Jak tam podobają wam się moje włosy w tym miesiącu? Któryś z kosmetyków prze ze mnie używanych szczególnie was zainteresował i chciałybyście przeczytać jego recenzję?
Oraz dajcie znać, czy podoba wam się forma aktualizacji w 'obrazkach'!

sobota, 5 stycznia 2013

Projekt DENKO na okres styczeń- luty + podsumowanie

Hej!

Tak jak obiecałam przygotowałam dla was dzisiaj wpis podsumowujący zużycia z ostatnich dwóch miesięcy. Jak zwykle plan rozminął się trochę z faktycznymi zużyciami. Udało mi się wykończyć kilka nadprogramowych kosmetyków, ale niestety kilka powędrowało do następnego denka. Poniżej możecie przeczytać moje krótkie komentarze na temat każdego z nich :)

Plan prezentował się tak:

A to kosmetyki, które faktycznie udało mi się wykończyć:


  • Masła do ciała, The Body Shop, dwa zapachy: Cranberry Joy i Spiced Vanilla z limitowanych kolekcji. Masła do ciała z TBS nie grzeszą pięknymi składami, jednak ich zapachy są niezastąpione, a właściwości nawilżające bardzo dobre! Może nie warto przepłacać i dawać za nie 60zł, jednak w cenie promocyjnej 30 zł skuszę się jeszcze nie raz!
  • 2-fazowy płyn do demakijażu oczu, Bielenda, wygrałam ten płyn dwufazowy, ale niestety nie jestem ich fanką, zdecydowanie wolę micele. Ten jest przyzwoity, nie wysusza okolic oczu, dość sprawnie radzi sobie z makijażem i nie zostawia nieprzyjemnej tłustej warstwy, polecam tym, którzy lubią taką formę demakijażu, jednak ja nie kupię ponownie.
  • Balsam do włosów nawilżająco-regenerujący, Joanna z apteczki babuni, moje absolutnie KWC wśród odżywek bez spłukiwania. Już tęsknię za tą buteleczką! Recenzja TUTAJ. Kupię ponownie!
  • Cukrowy peeling do ciała, Bielenda, przyzwoity scrub, raczej delikatny, drobinki szybko się rozpuszczają, pachnie chemicznie pomarańczowymi galaretkami. Zbieram się do recenzji więc nei będę za dużo zdradzać. Jego używanie było przyjemne, ale raczej nie kupię go drugi raz.
  • Mineralny krem do rąk, AHAVA, jeden z moich ulubionych kremów do rąk, miniaturka akurat do torebki ;) Bardzo dobrze nawilża, na długo, nie pozostawia lepkiej warstwy. Już mam kolejne opakowanie!
  • Olejek do kąpieli, Bielenda, zapach nie do końca mój, a kosmetyk nie wiele ma z faktycznego olejku. Nie tworzył obfitej piany, ale też nie wysuszał. Ot, płyn do kąpieli jakich wiele. Być może kupię w innej wersji zapachowej.
  • Balsam do stóp, Fuss Wohl, balsam do stóp o mocnym zapachu mentolu, rozgrzewał stopy i pobudzał, bardzo szybko się wchłaniał, jednak nie spełniał swojej podstawowej funkcji. Bardzo kiepsko nawilżał i nie radził sobie z przesuszeniami na moich stopach :( Nie kupię ponownie.
  • Tonik nawilżający, Yves Rocher, orzeźwiający tonik o pięknym zapachu, jednak na pewno nie nazwałabym go nawilżających. Na pewno nie wysuszał i nie pozostawiał skory ściągniętej, za to przyjemnie odświeżoną i napiętą. Faktycznie po jego użyciu cerba była bardziej promienna. Myślę, że jeszcze kiedyś go kupię.
  • Maska do włosów, Gloria,  raczej odżywka niż maska, o krótkim prostym składzie, bardzo dobrze nadaje się do wzbogacania, nie obciąża ale na moje włosy trochę za lekka. Recenzja w przygotowaniu, ale kupię ponownie.
  • Żel-peeling do codziennego mycia twarzy Nivea, zbyt mocno oczyszczał moją wrażliwą skórę, zdecydowanie nie nadawał się dla mnie do codziennego mycia bo przesuszał i nie przyjemnie ją napinał. Działanie peelingujące też było słabe. Wykończyłam opakowanie, ale raczej nie kupię więcej.
  • Krem nawilżający, AA cera wrażliwa, musicie wiedzieć, że jest to BUBEL ROKU. Recenzje znajdziecie TUTAJ. Nigdy więcej go nie kupię!
  • Lakier Rimmel, 421 Clearly Clear, bezbarwny lakier, który służył mi jako top coat. Sprawdzał się w tej roli całkiem przyzwoicie, chronił mani, nie zauważyłam, żeby miał wpływ na czas trzymania się lakieru na paznokciach. Zużyłam go do ostatniej kropli :) Być może kupię ponownie.
  • Lakier Wibo, Your Fantasy, bardzo chciałam wam go pokazać na paznokciach, ponieważ był to na prawdę dobry lakier, długo się trzymał, dobrze krył i szybko wysychał, niestety nim zdążyłam go sfotografować minął jego termin ważności. Kupię jeszcze kiedyś!
  • Lakier Inglot, 217, są różne lakiery inglota, jednak ten był wyjątkowo nieudany. Robiłam do niego kilka podejść i za każdym razem zmywałam lakier zaraz po pomalowaniu paznokci bo nie moglam na to patrzeć. Bardzo słabe krycie, dość długie schnięcie, brzydka konsystencja :( Jednak nie zniechęciło mnie to do sięgania po lakiery inglota.

A tak wygląda plan na następnie 2 miesiące:


Znacie któryś z wytypowanych lub zużytych prze ze mnie kosmetyków? Co o nich myślicie?

piątek, 4 stycznia 2013

Tygodniowy Plan Pielęgnacji Włosów vol. 17

Cześć!

Dzisiaj jak co piątek przychodzę do was z Tygodniowym Planem Pielęgnacji Włosów. Niezwykle rzadko zdarzają mi się bad-hair-days, ale tak było w tym tygodniu. Nie mniej postanowiłam pokazać wam moje włosy także od tej, nie najlepszej strony. Zaczynajmy!

Sobota 30.12.12
M: odżywka Isana z Olejkiem z Babassu
O: odżywka bananowa TBS
odżywka b/s: Joanna Naturia z Lnem i rumiankiem
stylizacja: żel mrożący Joanna
suszenie: naturalnie
ochrona: jedwab Marion


Spostrzeżenia: włosy bardzo miękkie, odpowiednio nawilżona poza tym przepięknie błyszczące. W jednym miejscu delikatnie spuszone, po za tym zdyscyplinowane loki. Przede wszystkim rzucał się w oczy oszałamiający błysk, jestem na tak :)

Niedziela 31.12.12- NIC

Poniedziałek 1.01.13- NIC

Wtorek 2.01.13- NIC

Środa 3.01.13- NIC

Czwartek 4.01.12
olej: olej z nasion bawełny na noc

Piątek 5.01.12.12
M: balsam BabyDream fur Mama
O: odżywka Choisee z limonką i imbirem
odżywka b/s: Joanna Natria z lnem i rumiankiem
stylizacja: żel mrożący Joanna
suszenie: plunking i dyfuzor
ochrona: jedwab Marion


Spostrzeżenia: napuszone i co najbardziej mnie smuci to bardzo brzydko matowe :( Pomimo tego, widocznie nawilżone i dość miękkie. Niestety pod palcami wyraźnie wyczuwam ich porowatość. 
Zdjęcie ze względu na jakość przekłamuje ono trochę stan moich włosów, na żywo prezentowały się one troszeczkę lepiej, ale zdecydowanie coś im zaszkodziło.

Pozdrawiam serdecznie!

czwartek, 3 stycznia 2013

HIT czy KIT? BB Krem od Bielendy

Cześć Dziewczyny! 

Wreszcie znalazłam dla was odrobinę czasu, nie powiem było bardzo ciężko, nie mniej udało się. Muszę popracować nad lepszą organizacją czasu- było to także jedno z moich niekosmetycznych postanowień noworocznych.

Do recenzji, którą chciałabym dzisiaj przedstawić, zabierałam się trochę jak pies do jeża, sama chyba nie wiem dlaczego. Chciałabym wam przedstawić BB krem Orzech i Bursztyn od Bielendy. Jeżeli jesteście ciekawe, czy to HIT czy KIT 2012 roku, to zapraszam do czytania!


Co nam obiecuje producent?

Nawilżający krem udoskonalający z lekkim podkładem to sekret pięknej zdrowej cery o naturalnym słonecznym kolorycie. Jedną aplikacją poprawisz niedoskonałości cery, wykonasz delikatny naturalny makijaż, a jednocześnie nawilżysz i wygładzisz skórę. Twoja cera zyska naturalne piękno, a Ty świetne samopoczucie na cały dzień. 
Bogactwo składników aktywnych - naturalnych minerałów, kwasu hialuronowego i ochronnego filtru SPF 15 - pielęgnuje skórę, dba o nią i chroni każdego dnia.
Krem wmasować równomiernie na oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Dla wzmocnienia efektu można powtórzyć aplikację. Krem świetnie sprawdza się jako samodzielny kosmetyk oraz jako podkład pod makijaż. Przeznaczony do każdego typu cery.
Składniki aktywne: naturalne minerały, kwasu hialuronowego i filtru SPF 15, pielęgnuje skórę, dba o nią i chroni każdego dnia. 

Cena: ok. 14zł/ 40ml

Skład:


Mam nadzieję, że wybaczycie mi fakt, że nie przepisywałam całego składu, ale jakby nie patrzeć jest on dość długi. Na co jednak warto zwrócić uwagę, faktycznie znajdziemy w nim wiele drogocennych składników takich jak: olej ze słodkich migdałów, masło shea, ekstrakt z orzecha włoskiego, ekstrakt z bursztynu, aloes, minerały, po za tym nie znajdziemy żadnych parabenów, chociaż na końcu składu niestety figuruje Linalool i Disodium EDTA. Uwaga dla tych, którzy mają skłonność do zapychania, wysoko gliceryna. Muszę przyznać, że skład tego kremu tonującego pozytywnie mnie zaskoczył. Koło prawdziwych BB to on nawet nie stał, ale jest to przyzwoity kremik!

Moja opinia:

Zacznę od 'danych technicznych'. Kremik zamknięty jest w miękkiej tubce, jednak przy samym końcu wydobycie go ze środka nie należy do najłatwiejszych, klapka też nie jest higieniczna, pozostaje na niej dość dużo kremu- nie lubię tego.

Zapach dość chemiczny, ale szybko się ulatnia i absolutnie nie czuć go na skórze, powiem nawet że nie przeszkadza mi przy aplikacji. Zauważam go dopiero przy bezpośrednim wąchaniu tubki.

Konsystencja jest dość zwarta, ale krem gładko sunie po skórze, szybko się wchłania, nie robi żadnych zacieków ani smug. Co do odcienia, znajdują się w nim różowe i żółte tony, na pierwszy rzut oka przeważają niestety te różowe, ale krem Bielendy ładnie stapia się ze skorą, może na niej delikatnie ciemnieć.


 Co do działania i krycia. Oczywiście nie oczekujmy krycia jakie da nam podkład, ponieważ jest to tylko rem tonujący, ładnie wyrównuje koloryt, kryje delikatne zaczerwienienia, żyłki czy cienie pod oczami, o ile tak jak u mnie są one na prawdę delikatne. Efekt można stopniować, nic się nie roluje, ale mimo wszystko nie można liczyć na pokrycie większych niedoskonałości. Ja stosowałam krem solo lub pod podkład i w obu wypadkach sprawdzał się bardzo dobrze. Stosowany solo w lecie zupełności wystarczał, zaraz po nałożeniu dawał efekt 'mokrej twarzy' by szybko wchłonąć się i dać subtelne rozświetlenie i 'glow'. W zimie oraz gdy moja cera stawała się bardziej kapryśna nakładałam go pod podkład. Dzięki szybkiemu wchłanianiu dobrze współgrał w zasadzie ze wszystkimi używanymi prze ze mnie w tym czasie podkładami. Nawilżenie jakie pozostawiał było dla mojej skóry wystarczające, a przypomnę, że jestem raczej posiadaczką cery suchej. Nie zapychał mnie.

Podsumowując nie mogę powiedzieć o tym kremie złego słowa, POLECAM i zapewne sama jeszcze do niego wrócę.

Znacie? Miałyście? A może skusicie się po mojej recencji?

A teraz małe ogłoszenie parafialne, wiem, że czekacie na grudniową aktualizację, raz na podsumowanie ostatniego denka, obiecuję obydwa te posty opublikować w nadchodzący weekend!