sobota, 20 lipca 2013

Ale to już było....

Aż chciałoby się dokończyć "i nie wróci więcej". Mam nadzieję!

Ostatnio odkryłam, że minął już ponad rok świadomego włosomaniactwa. Dokładnie rok i dwa miesiące odkąd trafiłam na wizaż i do Anwen a później na blogi innych włosomaniaczek.

Na początku prowadziłam tego bloga by usystematyzować swoją wiedzę, później przerodziło się to w moją pasję. Wiem i rozumiem dużo więcej niż na początku, jestem bardzo zadowolona ze stanu moich włosów, choć nie pozbyłam się jeszcze zniszczonych partii. Jestem tu dla Was i czuję, że stałam się w tym temacie na tyle kompetentną jednostką, by pomagać też Wam. Ale przede wszystkim cieszę się, że to Wy jesteście ze mną! Dziękuję!

Postaram się zorganizować jakieś malutkie rozdanko po powrocie z wakacji, czekajcie cierpliwie!



Oczywiście zdaję sobie sprawę z różnicy w oświetleniu na zdjęciach, pierwsze jest robione w jasny, ale pochmurny dzień, drugie przy zachodzącym słońcu, jednak wyraźnie widać efekty mojego dbania o loki. Nie mogę się napatrzeć na porównanie tych dwóch zdjęć, musicie wiedzieć, że byłam zadowolona z włosów w lipcu 2012 i wcale nie wybrałam najgorszego zdjęcia ;) Lipiec 2012 to okres już pod 2 miesiącach świadomej pielęgnacji, niestety kudełki były na prawdę zniszczone. Dalej są kapryśne, delikatne, cienkie i wysokoporowate, ale teraz śmiało mogę powiedzieć, że są moją dumą!

Pamiętacie, że zaczynałam od TEGO, przypominam, włosy po oczyszczeniu SLS, bez żadnych silikonów, pierwsze zdjęcie na drodze krzyżowej włosomaniaczki:

Zajrzyjcie proszę do zakładki warte przeczytania pod nagłówkiem. Znajdziecie tam linki do postów, w które włożyłam spory kawałek serca!

Tym postem chciałam udowodnić wszystkim dziewczynom, które kiedykolwiek zwątpiły w pielęgnację swoich włosów, szczególnie jeśli jesteście na początku swojej drogi nie przestańcie! Warto, na prawdę warto. Za odrobinę cierpliwości wasze włosy odwdzięczą się pięknym wyglądem.

I dziękuję Wam jeszcze raz za to, że jesteście tutaj ze mną!

piątek, 19 lipca 2013

OCM- O Czym Mowa?

Cześć Dziewczyny!

Prosiłyście mnie o opublikowanie postu o metodzie OCM, sama uważam, że jest o tym wystarczająco dużo w sieci, ale jeśli jednak wciąż istnieje zapotrzebowanie to postaram się wyczerpać temat.
Sama dość długo zbierałam informacje o OCM zanim zaczęłam je wykorzystywać w codziennej pielęgnacji i powiem szczerze, że temat jest owiany rąbkiem tajemnicy, bo wszystkie dziewczyny, które tego używają, uważają że jest to temat bardzo prosty i oczywisty. Jak się okazuje, nie dla każdego!

Czym jest OCM?

OCM to skrót od Oil Cleansing Method, czyli po prostu, olejowe oczyszczanie twarzy. Ale czy jest to tylko forma demakijażu? Otóż nie. Wykonując metodę OCM dogłębnie oczyszczamy naszą cerę, dokładnie oczyszczamy pory. Dzięki temu możemy spokojnie doprowadzić np. cerę mieszaną do normalnego stanu. Czy to wszystko? Oczywiście, że nie. Wykonując OCM masujemy twarz pobudzając krążenie, oraz wykonujemy peeling, którego moc zależy od rodzaju ściereczki jakiej użyjemy.
Dlaczego OCM ma oczyścić naszą twarz, działa prosta zasada - podobne zmywa podobne, olej zmywa sebum :)

Jednym słowem OCM to nie tylko oczyszczanie, to pielęgnacja. Łatwo się przekonać, że stosując OCM niewiele więcej naszej skórze potrzeba, ja zrezygnowałam z większości kosmetyków pielęgnacyjnych, których używałam do tej pory.

Czy OCM jest skąplikowane?

NIE jest. W zasadzie jest bardzo proste, jedyne co potrzebujecie, to czysta buteleczka, olejek rycynowy, olej bazowy i szmatkę. Najtrudniejszą częścią w OCM jest dobranie odpowiedniego oleju bazowego, proporcji mieszanki z olejem rycynowym oraz dobrej dla nas szmatki. Dziewczyny używają szmatek muślinowych, z mikrofibry, frote, bawełnianych... Mnie zupełności wystarcza zwykły bawełniany ręczniczek. 

Jeśli chodzi o oleje bazowe to całą listę wraz z wyjaśnieniem spisała TUTAJ Czarownicująca. Sprawdzą się też gotowe mieszanki np. BabyDream, Alterry czy Alvedre, jeśli jednak mają wysokow składzie olejek rycynowy stosujemy je w metodzie OCM solo. Można też dodać kilka kropli olejku lawendowego, z dzikiej róży, z drzewa herbacianego itd.

Zasada dopasowania proporcji jest bardzo prosta.

skóra sucha - 10% olejku rycynowego
skóra mieszana - 20% olejku rycynowego
skóra tłusta - 30% olejku rycynowego

Dokładne proporcje należy jednak dopasować do potrzeb własnej cery metodą prób i błędów.

Dobrze, ale jak odmierzyć proporcje?
To wymaga odrobiny inwencji twórczej, wystarczy wziąć czystą buteleczkę i markerem narysować na niej podziałkę od 1 do 10. Nalewamy określoną ilość olejku rycynowego a resztę do 10 dopełniamy olejkiem bazowym. Pamiętajcie by trzymać gotową mieszankę w zacienionym miejscu!

Jak OCM?

Zapraszam na przykład w postaci filmiku, na YT można ich znaleźć wiele, poniżej przykład:

Czy OCM jest dla wszystkich?

NIE, oczywiście, że nie. Czy OCM jest dla ciebie musisz ocenić sama, na początku może nastąpić pewne pogorszenie, oznacza to, że cera się oczyszcza. Jednak jeśli jej stan przez dłuższy czas się nie poprawia, to może standardowe OCM
nie jest dla ciebie.

Należy uważać z OCM w wypadku:
  • cery naczynkowej - wysoka/niska temperatura oraz pocieranie ręcznikiem może wpłynąć na pękanie naczynek, ale możesz przeprowadzać OCM za pomocą delikatnej szmatki i tylko lekko cieplejszej/zimniejszej wody.
  • trądziku - za pomocą ręcznika możesz łatwo roznieść bakterie, olej możesz zmyć np. mydłem Alepp z olejkiem laurowym
Pamiętaj, by po każdym użyciu prać ręznik.

Mam nadzieję, że wyczerpałam temat, jeśli nie, pytajcie! Na wszystkie pytania chętnie odpowiem.
A wy? Stosujecie OCM? Czy może wolicie tradycyjne oczyszczanie twarzy?

czwartek, 18 lipca 2013

Olej z nasion bawełny, co i jak?

Cześć Dziewczyny!

Jak wam mijają wakacje?  Pogoda dopisuje? Gdzie wybieracie się na urlop? Dzisiaj publikuję prawdopodobnie ostatni post przed moim wyjazdem, na miejscu raczej nie będę mieć czasu pisać, ale nie pewno będę robić zdjęcia. Wybieram się na Majorkę! W każdym razie wracajmy do tematyki bloga. Dzisiaj chciałam wam opowiedzieć parę słów o oleju z nasion bawełny, akurat ten, który ja miałam w swoich, zbiorach był firmy Alepp.

Właściwości:

To bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych i witaminy E, dlatego dobroczynnie wpływa na kondycję włosów i skóry. Słynie z właściwości zmiękczających i nawilżających, dlatego polecany jest do pielęgnacji włosów suchych i zniszczonych inwazyjną stylizacją. Po jego użyciu włosy stają się miękkie w dotyku, gładkie i błyszczące.

Olej z nasion bawełny dzięki wysokiej zawartości niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowy (NNKT), szczególnie kwasu olejowego i linolowego bardzo korzystnie działa także na skórę. Regeneruje podrażnioną, suchą cerę. Bez obaw może być stosowany do pielęgnacji cery alergicznej. Regularnie stosowany podnosi odporność na zakażenia, pobudza regenerację nabłonków, działa przeciwalergicznie i przeciwzapalnie. Szybko wnika w głąb skóry i doskonale ją odżywia. Przywraca skórze elastyczność, dlatego polecany jest także do pielęgnacji cery z pierwszymi oznakami starzenia

Moja opinia:

Zacznę może od tego co się tyczy konkretnie tego olejku od konkretnie tego producenta. Olej z nasion bawełny firmy Alepp jes zamknięty w zgrabnej 60ml buteleczce ze sprawny atomizerem. Kolor i konsystencja jak na zdjęciu poniżej, mam nadzieję, że coś widać. Olejek jest rzadki i lekko żółtawy.

A jak się sprawdził u mnie? Do czego go używałam? Do czego nie nadaje się zupełnie?

Producent zapewnia, że olej z nasion bawełny świetnie nada się do olejowania włosów zniszczonych i suchych, czyli tych z wysoką porowatością, jednak widocznie moje włosy są już w zbyt dobrym stanie na ten olejek, puszą się i są po jego zastosowaniu zbyt miękkie. Jednak bardzo dobrze nadaje się jako dodatek to masek np. mocno proteinowych. Z racji swojej lekkiej konsystencji jest idealny do zabezpieczania końcówek, które w moim wypadku są bardziej porowate niż reszta włosów.

Olejek również nadaje się do nakładania na twarz, nie zapycha, mocno nawilża, więc poleciłabym go do skóry suchej. Może też posłużyć jako dodatek do mieszanki OCM dla skóry suchej, wtedy dodatkowo ją nawilży. Nie wiem czemu, ale nigdy nie był moim ulubieńcem jeśli chodzi o stostwanie na twarz.

Świetnie sprawdził się do stosowania na całe ciało. Zmiękczał suche skórki w okół paznokci, łokcie, kolana, stopy. Świetny do zadań specjalnych, zamiast kremu do rąk czynił cuda. Zapewne zużyje go nakładając na ciało, bo w ten sposób daje najlepsze efekty.

Czy polecam?

Uważam, że warto wypróbować olejek z nasion bawełny, szczególnie jeśli macie suchą skórę lub zniszczone i wysokoporowate włosy.

Używacie tego olejku? W ogóle używacie olejków w codziennej pielęgnacji włosów, twarzy i ciała?

czwartek, 11 lipca 2013

Kosmetyk, który zrewolucjonizował mój makijaż!

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj chciałam wam przedstawić produkt, który wywrócił mój makijażowy kuferek do góry nogami. Kosmetyk, który całkowicie zrewolucjonizował moje podejście do tej kwestii. Dzięki niemu zupełnie inaczej wyobrażam sobie naturalnie wyglądający, delikatny look bez dużej porcji podkładu i korektora.
W zasadzie, wiem, że teraz już nigdy nie wrócę do tradycyjnych podkładów, nie kiedy spróbowałam tradycyjnych azjatyckich BB cream'ów.

Dzisiejsza recenzja poświęcona jest co prawda pierwszemu kremowi jaki testowałam, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Przed państwem Skin79, Hot Pink Collection, Super Plus BB Cream Triple Functions.

Od producenta:

Skrót BB oznacza Blemish Balm Cream - został stworzony przez Niemców dla dermatologów, którzy przepisywali takie kremy pacjentom ze zmianami skórnymi, np. po operacjach laserowych. Kremy te dobrze pokrywają zmiany skórne, wypryski czy inne niedoskonałości jednocześnie lecząc je. Kremy BB są bardzo popularne w Azji - stąd piękna cera Azjatek.
Krem Skin 79 działa na trzy sposoby: rozjaśnia cerę, działa przeciwzmarszczkowo oraz chroni ją przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym dzięki filtrowi SPF 25 PA++.
Dla cery tłustej.

Skład:

Water, Propylene Glycol, Cyclomethicone, Dimethicone, titanium Dioxide, IsopropylPalmitate, Talc, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dipentaerythrityl Hexahydroxtstearate/Hexastearate/Hexarosinate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Arbutin, Ethylhexyl Salicylate, Zinc Oxide, Magnesium Sulfate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Adenosine, Camellia Sinensis Leaf Extract, Madecassoside, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Nelumbo Nucifera Flower Water, Triclosan, Ceramide 3, Cholesterol, Lycium Chinese Fruit Extract, Helianthus annus (Sunflower) Extract, Cornus Offincinalis Fruit extract, Hedera Helix (Ivy) Extract, Schizandra Chinensis Fruit Extract, Dimethicone/vinyl Dimethicone Crosspolymer, Silica, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Portulaca Oleracea Extract, Poper Methysticum Leaf/roqt/Stem Extract, Disteardimonium Hectorite, Trihydroxystearin, Glycosyl Trehalose, Aluminum Hydroxide, Alumnium Stearate, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Methicone, Tobopheryl Acetate, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Ubiquinone, Hydrogenated Lecithin, Phytic Acid, BHT, Fragrance, Phenoxyethanol, Propylparaben, Methylparaben, Butylparaben, Iron Oxides (4.04.2013.)

Wśród silikonów znajdziemy mnóstwo wartościowych ekstraktów, ogólnie skład jak to w kremach BB, nie ma się nad czym zbyt dużo rozwodzić

Moja opinia:

Nie trudno zgadnąć, że moja opinia będzie pozytywna, ale zacznijmy po kolei, bo jakkolwiek pokochałam azjatyckie kremy BB, nie są to produkty pozbawione wad, a na pewno różowy Skin79 takim nie jest.

Jednym z minusów tego produktu, jest jego opakowanie, trzeba przyznać, jest śliczne. Rzuca się w oczy, piękny fuksjowy kolor. Sroczce takiej jak ja, musi się podobać. Pompka nigdy mi się nie zacięła, jednak czytałam o przypadkach, kiedy to się zdarzało. Moje opakowanie jest już trochę sfatygowane, bo kremik często (w zasadzie zawsze) ze mną podróżuje, przewala się w kosmetyczce, co nie zmienia faktu, że napisy nie powinny się ścierać. Sam wygląd mamy za sobą, niestety przy tym wszystkim opakowanie Skin79 jest strasznie niefunkcjonalne, nie widać ile produktu nam zostało!
Zapach tego kosmetyku jest śliczny, nie umiem powiedzieć z czym mi się kojarzy, może z jakimiś kosmetykami dla dzieci?
Konsystencja dość zwarta, kremowa. Kompletnie nie umiem nakładać kremu BB pędzlem, chociaż wiem, że niektórzy tak robią. Hot Pinka trzeba najpierw rozgrzać na dłoni, by móc go dobrze zaaplikować, pod wpływem ciepła ładnie wtapia się skórę, ale ja nie o tym chciałam jeszcze! 

Kolor, to chłodny, jasny beż, ale kremy BB mają tą właściwość, że dopasowują się prawie, do każdej karnacji.
 Krycie określiłabym mianem średniego, jedna warstwa świetnie wyrównuje koloryt, spokojnie można wklepać drugą i nie potrzeba wtedy korektora. Za sprawą silikonów skóra wygląda na gładką i promienną. Trzeba zaznaczyć, że jak każdy inny BB krem, jest mocno rozświetlający.
Spokojnie wytrzymuje na twarzy cały dzień, nie ściera się.

Jednak najważniejsze w tego typu kremach jest ich dokładnie zmycie. Trzeba kłaść jeszcze większy nacisk na demakijaż niż zwykle. Zostawiony na dłużej niż te 24 godziny (biorę pod uwagę dzień pracy i imprezę na przykład) może narobić więcej szkód niż pożytku! I prawdopodobnie stąd bierze się tyle negatywnych opinii na jego temat. Sam w sobie nie zapycha, mogę śmiało powiedzieć, że moja cera uspokoiła się w trakcie jego używania. Z drugiej strony pozostawiony bez zmycia trochę dłużej powoduje wręcz armagedon i wysyp totalny. Co więcej domycie bebiszonów jest dość trudne, w tym celu najlepiej sprawdza się OCM.

Mimo wszystko mogę powiedzieć, że azjatyckie kremy BB są moim największym odkryciem i polecam absolutnie wszystkim! A ten powyższy jest na prawdę dobrym produktem na początek przygody z tego typu kremami. U mnie sprawdził się świetnie. Jeszcze raz polecam!

A wy używacie azjatyckich BB kremów? Co myślicie o Hot Pink od Skin79?

niedziela, 7 lipca 2013

Dramatyczny look z kreską na oku?

Cześć Dziewczyny!

Czarna kreska bardzo często towarzyszy mi w  codziennym makijażu. Solo, z czerwoną szminką czy w duecie z cieniami. Wiele wymagam od eyelinera. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją kosmetyku, który zbiera bardzo dobre opinie w sieci. Czy u mnie też się sprawdził? Zapraszam do poczytania!

Obietnice producenta:

Nowy Eye Studio Lasting Drama Gel Liner zapewnia: 

- więcej intensywności niż liner w płynie,
- więcej efektu koloru niż w przypadku linera z końcówką flamastra,
- precyzję jaką zapewnia zastosowanie pędzelka,
- trwałość przez 24 godziny,
- 100% wodoodporność.
W przeciwieństwie do zwyczajnych linerów, które ulegają działaniu oleju i wody, nowy Gel Liner jest w 100% wodoodporny i nie rozmazuje się, zapewniając prawdziwie teatralny efekt. Produkt nie zawiera olejków, dzięki czemu utrzymuje sie przez 24 godziny.

Cena: ok. 27zł / 3g

Moja opinia:

Może zacznę od tego, że eyeliner ma niezwykle uroczy słoiczek, który od pierwszej chwili skradł moje serce. Jest szklany i dość ciężki, także zalecam ostrożność, by nie skończył rozbity na łazienkowych kafelkach. Otwór jest wygodny, wielkość optymalna.
Konsystencja jest idealna jak na żelowy eyeliner. Jest mięciutki jak masełko, bardzo łatwo sunie po powiece.
Do eyelinera Maybellinie jest także dołączony pędzelek, niestety nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego jest wycięty na półokrągło, spłaszczony ale wciąż dość gruby. Niestety kompletnie nie nadaje się w moim odczuciu do nakładania tego typu produktów i nie jestem w stanie narysować nim ładnej kreski. Do tego celu używam skośnego pędzelka Hakuro. 
 po lewej kreski narysowane dołączonym pędzelkiem
po prawej Hakuro

Eyeliner schnie umiarkowanie szybko, na tyle wolno, żeby można było łatwo wykonać wszelkie poprawki, ale na tyle szybko, żeby się nie rozmazywał i nie odbijał na powiece. Głębia czerni w zupełności mi odpowiada, ale na pewno nie nazwałabym tego dramatycznym efektem jaki obiecuje nam producent. Co do jego trwałości i wodoodporności, muszę producentowi przyznać rację. Może nie wytrzyma bitych 24 godzin na oku, ale spokojnie noszę nienaruszoną kreskę cały dzień, potem kilka drobnych poprawek i mogę ruszać na cało nocną imprezę, a jeśli nie zdążę zmyć makijażu, obudzę się z kreską na oku. Muszę jednak zaznaczyć, że nie mam tłustych powiek i u mnie większość produktów trzyma się bez szwanku. Nie miała okazji sprawdzić dokładnie jego wodoodporności, nie próbowałam go szorować, ale łzy czy deszcz na twarzy nie są mu straszne.

Podsumowując bardzo polubiłam się z tym produktem i mogę go śmiało polecić. Jest to bardzo dobry liner za niewysoką cenę łatwo dostępny w drogeriach.

Znacie? Lubicie? A może dopiero teraz się skusicie?

piątek, 5 lipca 2013

Haul nie tylko kosmetyczny!

Cześć Dziewczyny!

Kilka dni temu pojawił się na blogu denkowy post, obiecywałam sobie, że nie poczynię żadnych zakupów kosmetycznych. Niestety jestem bardzo kiepska w te klocki, bo często łamię dane słowo.

Dzisiaj wyjątkowo chciałam wam pokazać łupy ostatniego czasu nie tylko kosmetyczne. Pojawi się zarówno coś dla ciała jak i dla duszy!

Lecimy!

Jako, że jestem na etapie walczenia ze swoją (dość kapryśną w ostatnim czasie) cerą, zrobiłam niewielkie zamówienie w sklepie Organeo. Skusiłam się na mydło Alep zawierające 40% olejku laurowego. Pachnie przepięknie, zdaje się być bardzo wydajne, zobaczymy czy warte swojej ceny. Sięgnęłam także po olejek z drzewa herbacianego do mojej mieszanki OCM. Zastanawiam się, czy chciałybyście post o OCM na blogu, czy uważacie, że wszystko co istotne zostało już powiedziane/napisane?

Przy okazji wyprzedaży w The Body Shop nie mogłam nie kupić któregoś z ulubionych masełek tańszych o 50%. Tym razem wybrałam masło o zapachu brzoskwiń, ale wiem, że wrócę jeszcze po malinę!

Szafka z wszelkimi umilaczami do kąpieli została już całkowicie opróżniona, co oznacza możliwość poczynienia nowych zapasów. W Rossmannie wybrałam płyn do kąpieli Orginal Source o zapachu mango i makademii, dwa mydła pod prysznic firmy Ziaja, jedno pachnące czarnymi leśnymi owocami, drugie pomarańczą, a dokładnie galaretkami pomarańczowymi (zapach mojego dzieciństwa!). Kupiłam też nagietkowe mydełko w kostce Aletrry. Poszczególne wersje zapachowe nie różnią się składem, więc wybrałam za pomocą własnego nosa ;)

W sklepie Dancemat zamówiłam, w końcu własne i prywatne, hula hop z masażerem. Przez długi czas kręciłam pożyczonym, ale nadszedł czas zwrócenia go do właścicielki. Ćwiczenia na tyle mi się spodobały, że zapragnęłam mieć własne koło i oto jest! Moje ma 64 kulki masujące ułożone w dwóch rzędach. Wydaje się zrobione solidne, zobaczymy jak wyjdzie w praniu :)

 Jak mówiłam na początku, znajdzie się w dzisiejszym poście także coś dla duszy. Nie wiecie tego jaszcze, ale jestem niesamowitym molem książkowym, uwielbiam czytać. Dobre pozycje połykam w jeden wieczór, te nieco gorsze w kilka dni. Dostałam bon o wartości 75zł. do wykorzystania w Empiku. Zdecydowałam się na 3 lekkie książki i jedną nieco trudniejszą i bardziej wymagającą lekturę, co powiększyło stos moich książek do przeczytania do sztuk 18. Dajcie znać, czy chciałybyście, żeby na blogu pojawiały się również obok kosmetyków recenzje przeczytanych przeze mnie książek!

Czy coś was szczególnie zainteresowało? 
Kręcicie hula hop? 
Lubicie czytać równie bardzo jak ja? :)

środa, 3 lipca 2013

Włosowa Aktualizacja maj - czerwiec 2013

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj mam dla was kolejny odcinek włosowej aktualizacji, niestety znów pominęłam jeden miesiąc, mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Jeżeli jesteście ciekawe jak wyglądały moje włosy osotatnimi czasy, to dosyłam Was TUTAJ.

Tradycyjnie zacznijmy od kolażu:

Ocenę różnicy stanu moich włosów pozostawiam Wam. Ja nie widzę zbyt wielkiej, może po za tym, że są nieco sztywniejsze, a skręt bardziej zdefiniowany. Jedyne co rzuca się w oczy wyraźnie to końcówki wymagające podcięcia.

Wewnętrznie stosowałam:
  • Calcium Pantothenicum
  • Od czasu do czasu jak mi się przypomniało skrzypokrzywę.
Długość pasemka kontrolnego: ok. 46cm
Wypadanie: waha się od wzmożonego, do unormowanego

Kosmetyki jakich używałam w ciągu ostatnich miesiący:

Tak prezentują się w pełnej okazałości
  • Szampon BabyDream- do codziennego stosowania, moje absolutne KWC
  • Szampon Brawa naturalna, żurawinowa- do solidnego oczyszczania raz na jakiś czas, sprawdza się bardzo dobrze do tego celu


  • ALEPP, olej z nasion bawełny- mam mieszane uczucia co do tego oleju, stosuję go głównie na końcówki, albo do wzbogacania masek. Nie sprawdził się u mnie do olejowania całych włosów, mimo że teoretycznie powinien.
  • Oliwka przeciw rozstępom BabyDream fur mama- KWC do olejowania włosów. Moje loczki ją kochają, w każdej konfiguracji, zawsze!


  • Balsam ziołowy, receptury Babuszki Agafii- recenzję znajdziecie TUTAJ, nie ma sensu się powtarzać, wszystkich zainteresowanych zapraszam do poczytania.
  • Odżywka proteinowa Artiste- do kuracji proteinowych. Moje włosy dość trudno tolerują wszelkie proteiny, ale w tej wersji całkiem im pasują.
  • Odżywka bananowa TBS- zaprzaszm do przeczytania PEŁNEJ RECENZJI
  • Odżywka Isana z olejkiem z Babassu- klasyk, nie trzeba o niej chyba nic więcej. U mnie niestety nie do końca się sprawdzała, używana głównie do mycia. RECENZJA
  • Odżywka/Maska regenerująca Tołpa- ciężka, treściwa olejowa odżywka, której bliżej do maski. Świetna jako mocno nawilżające, pierwsze O w OMO. Stosowana po myciu może obciążać.
  • Pilomax, Kamille Wax- piałam nad nią już nie raz, jeśli jesteście ciekawe co konkretnie mam o niej do powiedzenia, zapraszam TUTAJ
  • Rueber, Innouative, Nutrient-mask- równie glicerynowa, treściwa maseczka jak Kamille Wax, myślę, że może być jej niezłym zamiennikiem. Trochę bardziej chemiczny skład i lekki silikon, ale cały czas testuję, czekajcie na pełną recenzję, w której na pewno pojawi się porównanie do ww. maski.

  • Mgiełka Gliss Kur, Total Repair- wróciłam do odświeżania włosów za pomocą silikonowej mgiełki, głównie w celu lepszej ochrony końcówek i całych włosów. Trochę rzadziej zabezpieczam je teraz jedwabiem, bo ten ze zdjęcia nie spełnia w 100% moich wymagań.
  • Jedwab Marion, Natura Silk- mam wrażenie, że nie wpływa korzystnie, na stan moich końcówek, puszy je, stają się sztywne. Dużo zależy od ich aktualnego nastroju, nie umiem rozgryźć tego produktu, będę dalej szukać dobrego jedwabiu.
  • Żel mrożący Joanna, do stylizacji, spodziewajcie się w niedługim czasie szczegółowej recenzji. Zdradzę, że na prawdę go lubię!
  • Serum ziołowo-witaminowe Radical- dziwna to jest znajomość, raz lubimy się bardzo, raz znów w ogóle pomijam nałożenie odżywki b/s co mi się wcześniej prawie w ogóle nie zdarzało. 

Wiele produktów mi się pokończyło, więc spodziewajcie się w następnej aktualizacji kilku nowości, mam nadzieję, że uda mi się teraz dodawać je co miesiąc!

Dajcie znać co myślicie o używanych przeze mnie kosmetykach i czy o którymś jeszcze nie zrecenzowanym chciałybyście usłyszeć w pierwszej kolejności?

wtorek, 2 lipca 2013

Projekt DENKO na lipiec/sierpień 2013 + podsumowanie

Cześć Dziewczyny!

Mamy już za sobą pierwsze dni lipca, na blogu pojawiło się wiele nowości, które prezentowałam wam w tzw. haulach, ale co ze zużyciami? Skoro kupuję nowe kosmetyki to muszę chyba denkować stare? Przynajmniej tak być powinno, niestety u mnie proporcje są nieco zaburzone, bo wciąż więcej kupuję niż wyrzucam :(

Dzisiaj chciałam wam pokazać DENKO z ostatnich dwóch miesięcy. Nie denko... DNO! :)

Tak prezentował się plan:

A co faktycznie udało mi się wykończyć?

Jak widzicie wyrzuciłam zdecydowanie więcej pustych buteleczek niż zaplanowałam, co mnie oczywiście niezmiernie cieszy! Jest też wśród tego kilka miniaturek, ale nie szkodzi. Zawsze to odrobina więcej miejsca w łazience i mniejsze wyrzuty sumienia po wizycie w drogerii :)

  1. Odżywka Isana z olejkiem z Babassu- stety lub nie wycofana z Rossmanna, wykończyłam ostatnie opakowanie z moich zbirów, recenzję znajdziecie TUTAJ, chcąc lub nie, nie kupię ponownie.
  2. Olejek do kąpieli Bielenda- płyn jak to płyn, nie zbyt dobrze się pienił, zużyłam jako żel pod prysznic, kompletnie nie moja kompozycja zapachowa, więc nie kupię więcej
  3. Szampon dla dzieci BabyDream- mój codzienny szampon, najlepszy, ulubiony, niezastąpiony. Na wannie stoi już kolejna buteleczka!
  4. Micelarny płyn do demakijażu AA- jak to skwitowała jedna z blogerek kosmetycznych słodki ulepek, mam dokładnie takie samo zdanie, jednak ze zmywaniem makijażu radzi sobie jak każdy inny. Mimo wszystko nie kupię ponownie
  5. Balsam ziołowy, Receptury Babuszki Agafii- bardzo miło będę go wspominać, jednak chciałabym wypróbować jeszcze inne balsamy z tej serii, ponieważ ww. jest podobno jednym z najgorszych. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.
  6. Tonik pielęgnacyjny Herbal Garden- jeden z moich ulubionych toników, przebił nawet Ziaję. Idealny do suchej skóry, na pewno kupię jeszcze nie raz.
  7. Żel pod prysznic Original Source, Malina&Wanilia- długo nie rozumiałam fenomenu tych żeli, ale kupiłam dwa opakowania i wpadłam po uszy. Te zapachy! Jednak cena regularna jest dla mnie nieco zbyt wysoka, na pewno będę polować na promocje.
  8. Płyn do demakijażu oczu, Rival de Loop- miniaturka, którą zabrałam ze sobą na wakacje, używałam go do demakijażu całej twarzy i sprawdzał się na prawdę przyzwoicie. Uważam, że jest zupełnie wystarczający na krótki wakacyjny wypad. Być może jeszcze go kupię.
  9. Bourjois, Fundadion Healthy Mix- mój ulubiony podkład zanim odkryłam azjatyckie kremy BB, jak nad nim się rozwodziłam możecie przeczytać TUTAJ. Teraz wiem, że mogę w razie czego polegać na podkładach tej firmy i być może kupię ponownie.
  10. La Roche-Posay, Lipikar Surgras- płyn do kąpieli za niewyobrażalnie duże pieniądze, nie widzę w nim nic specjalnego. Zużyłam miniaturkę i nie ciągnie mnie by kupić pełnowymiarowe opakowanie.
  11. Pilomax, Kamille Wax- maska, którą moje włosy kochają miłością bezgraniczną, o czym zresztą możecie przeczytać TUTAJ. Gdy choć w niewielkim stopniu wykończę moje zbiory masek do włosów zakupię pełnowymiarowe opakowanie.
  12. Lakier H&M, Blue My Mind, prezentowałam wam go TUTAJ, lakiery H&M nie należą do najgorszych, więc kto wie, może jeszcze kiedyś jakiś kupię.
  13. Lakier Wibo, Your Fantasy- wyrzucam, ponieważ na prawdę go nie lubię. Niesamowicie barwi płytkę i wszystko dookoła, tak, również z użyciem bazy. Piękny kolor, ale co z tego skoro taki kłopotliwy? ... ale może, może jeszcze kiedyś, inny kolor z tej serii?
  14. Maskara SupraLash od Paese- całkiem przyzwoita maskara, będą ją na prawdę miło wspominać i w sumie jakoś tak przykro mi się robi na myśl, że muszę ją pożegnać na zawsze w jednym z kubłów (po rewolucji śmieciowej, hihi) na śmieci. TUTAJ znajdziecie jej recenzję, a ja mimo, że lubię nowości to być może kupię ponownie.
  15. Vanedo, Pomegranate Essence Mask- przyjemna nawilżająca maseczka azjatyckiej firmy, która mnie bardzo zaintrygowała. Nie przepadam za tego typu 'jednorazówkami' bo dość ciężko ocenić mi ich działanie, ale ta na prawdę ładnie nawilżyła moją cerę i przyniosła jej ukojenie. Chętnie skuszę się ponownie na ten, lub inny produkt tej firmy.
Uff. To by było na tyle. 
Jestem ciekawa, czy znacie powyższe produkty i czy macie na ich temat podobne zdanie co ja?

Plan na kolejne dwa miesiące:

Którego produktu jesteście najbardziej ciekawe?