piątek, 24 maja 2013

Jeansowe paznokcie? Czemu nie?!

Cześć!

Jak wiecie trwa w Rossmannie przecena -40% na całą kolorówkę i kosmetyki do pielęgnacji twarzy! Kim bym była, gdybym nic sobie nie kupiła? Nie pokażę wam niestety Haulu, bo przygotowanie takiego postu zajmuje z byt dużo czasu, jednak chciałam Wam zaprezentować jeden z moich nowych nabytków!

Mowa o Maybelline ColorRama z numerkiem 80- Electric Blue.

Jest to mój pierwszy lakier z tej serii, drugi tej firmy. Z pierwszego byłam na początku raczej zadowolona, jednak na pewno nie należał do grupy moich ulubionych. Ten kupiony ostatnio zdecydowanie sprawił, że mam ochotę na więcej! Myślę, że w ramach Rossmanowej promocji skuszę się jeszcze na jeden kolor. Oczywiście o ile będę miała czas, żeby wstąpić do drogerii.

Czas na zdjęcia!

Ja jestem szczerze zauroczona, zarówno kolorem, wykończeniem jak i aplikacją. Nic się nie rozlewa, nie jest za gęsty, ma wygodny okrągły dość szeroki pędzelek, ale nie zbyt szeroki. Wysycha szybciutko, bo kilku minutach można już spokojnie manipulować dłońmi. Oczywiście nie odważyłabym się po tych 3-5 minutach np. składać ubrań. Co do trwałości, nie jest jakaś spektakularna, jednak nie mogę jej w pełni ocenić bo noszę lakier dopiero drugi dzień. Po dwóch dniach mam leciutko starte końcówki, ale praktycznie tego nie widać. Wróżę mu jakieś maksymalnie 4 dni bez odprysków. Nie nakładałam Topu.

Zoom na kolor:


Jak wam się podoba elektryczna propozycja od Maybelline? Jesteście równie zauroczone jak ja?

środa, 15 maja 2013

Co nosi Arivle + wish lista ubraniowa

Cześć!

Jakiś czas temu obiecałam wam post pokazujący w co się ubieram. Liczyłam, że od tego czasu uda mi się zrobić więcej zdjęć stylizacji, ale kompletnie nie miałam na to czasu, więc mam tylko jedną. Nie mniej, chciałam się Wam pokazać.

Co więcej marzy mi się pójście za zakupy - ubraniowe. Nie lubię jednak robić zakupów nie mając wcześniej upatrzonych rzeczy, myślę, że jeśli zrobię taką listę na łamach bloga, to będę miała większą motywację na realizacje wszystkich punktów!

Proszę Państwa! Arivle po raz pierwszy na łamach swojego bloga!

Dajcie znać, jak wam się podoba moja stylizacja :) Chcecie więcej?

A teraz czas na...

Wish Listę!

  1. Jeansowa koszula (np. Reserved 119.90zł) - zakochałam się w jeansowych koszulach!
  2. Legginsy w paski (H&M 49.90) fantastycznie wyszczuplają nogi! 
  3. Beżowa marynarka (Reserved 130zł) - zgubiłam swoją ukochaną jasną marynarkę i na prawdę potrzebuję nową, najchętniej z kolorową podszewką.
  4. Szpilki z paskiem - KTOKOLWIEK WIE, GDZIE MOGĘ TAKIE DOSTAĆ??? :)
  1. Jeansowe szorty z wysokim stanem (Zara)
  2. Sweterek z kokardą z tyłu (Bershka)
  3. Czarna koszula (Bershka)
  4. Ażurowy, różowy sweterek (Reserved)
Jestem ciekawa, czy podobają wam się ubrania wybrane przeze mnie, czy macie zupełnie odmienny styl? Dajcie znać!

wtorek, 14 maja 2013

Słodko, smacznie, kosmetycznie. Odżywka bananowa TBS

Hej Kochane!

Bananową odżywkę z The Body Shop zna chyba każda - z widzenia. A przynajmniej każda kiedyś zerknęła w jej stronę będąc w salonie TBS. Kusi prosty, krótki skład, zgrabna (teoretycznie) EKO buteleczka, bananowy kolor i oczywiście przepiękny zapach! To trochę jakby zgnieść banany i zapakować w buteleczkę za ponad 20zł. (Swoją drogę muszę chyba przetestować banany na włosach?). Czy warto zatracić się w słodkiej przyjemności i w chwili słabości pobiec z odżywką do kasy? 
BANANA CONDITIONER, The Body Shop

Obietnice producenta:

Lekka bananowa odżywka do włosów swoje właściwości odżywcze i intensywny zapach zawdzięcza ekwadorskim bananom, które stanowią główny jej składnik. Dzięki odżywce bananowej włosy są miękkie, lśniące i odżywione. Nowa seria Anita`s Favourites ma w swojej ofercie kultowe produkty firmy The Body Shop, stawia również mocno na ekologię. Bananowa odżywka do włosów została po raz pierwszy wypuszczona na rynek w roku 1988.

Skład:

Aqua, Musa Paradisica Fruit, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Lecithin, Propylene Glycol, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Hydroxide, Ascorbic Acid, CI 15985, CI 19140.

Odżywka opiera się w zasadzie na dwóch składnikach, ponieważ już na 4 miejscu mamy konserwant którego dozwolone stężenie w kosmetyku wynosi maks 1%. Już na drugim miejscu tytułowe banany, dalej emolient i całkiem lubiana przez nas substancja powierzchniowo czynna zapobiegająca m.in. elektryzowaniu się włosów i ułatwiająca rozczesywanie. 
Podsumowując, ogromny plus za prościutki skład, wynika z niego, że jest to nawilżająca odżywka, raczej lekka.

Moja opinia:

Kolor i konsystencja widoczne na zdjęciach, odżywka jest dość zwarta, ale bez przesady, nie jest tępa przy rozprowadzaniu na włosach.

Zapach, jak nie trudno się domyślić jest bananowy, piękny, naturalny, ani grama chemicznej nuty.

Skoro formalności mamy już za sobą czas przejść do najważniejszego. Działanie. Jest to odżywka mocno nawilżająca. W zasadzie ciężko mi ocenić na jakim typie włosów się sprawdzi, ja mam wysokoporowate i na początku była dla mnie idealna, aktualnie solo puszy włosy dość mocno, jednak świetnie się nadaje do wzbogacania np. proteinową odżywką Artiste. Co dość ważne odżywka nie obciąża włosów, jednak wszystko z umiarem. Biorąc pod uwagę jej konsystencję nałożona zbyt blisko (lub na)  skóry głowy może trochę obciążyć.
Na początku gdy ją kupiłam moje włosy były w gorszym stanie niż teraz, piły ją niemalże litrami, świetnie wygładzała, nadawała blasku. Myślę, że dobrze sprawdzi się na włosach wysokoporowatych gdy zachowana jest równowaga między nawilżaniem a proteinami, o co u mnie ciężko bo moje włosy wybitnie protein nie lubią.

Czy ją polecam? Owszem, mimo wad bardzo ją lubię, nie wiem czy kupię kolejne opakowanie, bo w butelce mam jeszcze dużo, a znam lepiej działające na moje włosy odżywki. Nie mniej uważam, że jest warta wypróbowania.

A wy znacie tę odżywkę? Na pewno, ale czy miałyście? Może zachęciłam Was do zakupu, lub wręcz przeciwnie, zniechęciłam?

poniedziałek, 13 maja 2013

Aktualizacja włosowa - Kwiecień 2013

Cześć Kochane!

Oficjalnie zakończyłam już majówkę i muszę wracać do roboty i normalnego życia. Wiem, że będzie ciężko po 3 tygodniach wolnego, ale muszę dać radę! Mam nadzieję, że nie odbije się to w żaden sposób na częstotliwości dodawania wpisów na blogu.

Dzisiaj chciałam wam pokazać włosową aktualizację, wiem, że przegapiłam jeden okres. Nie pojawiła się aktualizacja marcowa, jednakże musicie wiedzieć, że przez dwa ostatnie miesiące miałam na zajmowanie się pielęgnacją wybitnie mało czasu. Może nawet nie na samą pielęgnacją, a jej dokumentacje i jak zauważyłyście pisanie na blogu.

Zacznijmy standardowo od kolażu:

Włosy kwietniowe nieco spuszone, ale to dla tego, że ratowałam je po prze-nawilżeniu (przewilżeniu? :) ) Po za tym nie da się nie zauważyć sporego przyrostu (nie wiem ile to centymetrów, bo straciłam pomiar z lutego) ale w między czasie zostały jeszcze podcięte końcówki. Niestety dopadło mnie zwiększone wypadanie, w samym kwietniu BARDZO zwiększone. Niestety. Włosy wypadały garściami zapewne z powodu diety, a ja nie miałam jak i gdzie ich dowitaminizować. Wyjazdy nie służą włosom. W kwietniu też praktycznie odstawiłam olejowanie z powodu jak wyżej.

Poniżej fotka włosów z początków maja, jak widać ciągle puch...

Długość pasemka kontrolnego: 42cm.

Jakich kosmetyków używałam:

Myjadła:
  • Brawa Żurawinowa - do oczyszczania, mocny szampon z SLS
  • Rueber Biotyna BIO-B - szampon profesjonalny, fryzjerski. Nie lubimy takich, a jednak ten był jednym z dwóch kosmetyków do włosów używanych przeze mnie na wakacjach. Ma krótki, prosty skład, jeden łatwo zmywalny oblepiacz. Na wyjazdach wolę zadbać o ochronę niż pielęgnacje, szczególnie kiedy mam ograniczone miejsce w walizce. Ten szampon na pewno mi krzywdy nie zrobił
  • Szampon BabyDream - delikatnie myjadło.
Odżywki d/s:

  • Balsam ziołowy Babuszki Agafii - czyli mój aktualny, totalny hit. Jedna z lepszych odżywek d/s jakich używałam w ostatnim czasie. Doczeka się niedługo osobnej recenzji, bo zdecydowanie na nią zasługuje!
  • Odżywka bananowa TBS - zależnie od dnia moich włosów, albo świetna, albo beznadziejna. Ale mimo wszystko ją lubie, czy to ten zapach?
  • Odżywka proteinowa Artiste - do wzbogacania o proteiny innych masek. Szczególnie dobrze współgra z odżywką bananową z The Body Shop.

Maski:

  • Rueber, Innouative, Nutrient-Mask - kolejny produkt, który z racji małej pojemności zabrałam ze sobą na wakacje, krótki skład, glicerynowo - emolientowy. Generalnie całkiem przyjemna maska z lekkim silikonem w składzie. Poużywam jeszcze trochę, wyrobię sobie opinię i wszystko wam opiszę!
  • Pilomax Kamille Wax - o tej masce wspominałam już nie raz, nie dwa. Uwielbiana prze ze mnie!



Inne:

  • Jedwab, Marion - co tu się dużo rozwodzić? Do zabezpieczania końcówek.
  • Żel mrożący, Joanna - jak wyżej, w porządku do skrętu.
  • Serum ziołowo witaminowe, Radical - dość treściwy jak na odżywkę b/s, nakładany oszczędnie daje bardzo przyjemny rezultat, jednak nie jest trudno przesadzić z ilością. Skleja wtedy włosy i obciąża.
  • Olej z nasion bawełny, Allep - w tym miesiącu do olejowania dokładnie raz, w inny przypadkach do wzbogacania masek i odżywek.

I to tyle, jeśli chodzi o moją pielęgnacje w kwietniu. Jak waszym zdaniem prezentują się moje włosy po przewie? Jakiś kosmetyk zainteresował was szczególnie?

niedziela, 12 maja 2013

Projekt DENKO na maj - czerwiec 2013 + podsumowanie

Cześć Dziewczyny!

Minęła już 1/3 miesiąc a wciąż nie pojawił się post denkowy, podobnie jak włosowa aktualizacja (którą mam zamiar zamieścić na dniach!) ale trzeba to nadrobić. Nie jestem dumna z ostatniego denka, głownie dla tego, że na wyjeździe używałam próbek i nie wzięłam ze sobą tych kosmetyków, które czekały na wykończenie. Nie chciałam wozić ze sobą pustego powietrza.

Nie mniej zapraszam do obejrzenia, jak wyglądał plan:

A co faktycznie udało mi się wykończyć:
  • Odżywka bez spłukiwania z lnem i rumiankiem, Joanna Naturia - bardzo dobra lekka odżywka bez spłukiwania. Nie napisałam jej recenzji bo ciężko mi oceniać tego typu produkty do włosów, ten spełnia swoją rolę, szału nie robi, ale też nie szkodzi. Jest całkiem przyzwoitą odżywką. Kupię ponownie, tą lub inną wersję!
  • Szampon, BabyDream - myjadło, jedno z dwóch do których wracam na okrągło. Nie ma co się rozpisywać, nie wiem które to już moje opakowanie. Na pewno jeszcze nie raz po nie sięgnę.
  • Krem do rąk, BeBeuty - bardzo fajny krem do rąk, używany także do kremowania włosów, nie sprawdził się jednak w tej roli (u mnie). Nie ma co się rozpisywać na jego temat, bo jak dobrze wiadomo został wycofany, więc mimo szczerych chęci nie kupię ponownie.
  • Płyn micelarny, Bourjous - przyzwoity płyn micelarny, nie widzę zbytniej różnicy pomiędzy nim a innymi produktami z tej kategorii. Z powodu niskiej ceny myślę, że będę do niego wracać.
  • Krem do stóp, Lirene, z 10% mocznika - doceniłam go dopiero w momencie w którym się skończył, bardzo dobrze nawilżał moje stopy, na prawdę bardzo polubiłam ten produkt! Jeden z lepszych w tej kategorii jaki do mnie trafił od dłuższego czasu. Chętnie kupię jeszcze raz, lub wypróbuję wersję z 20% mocznika.
  • Żel pod prysznic, Original Source - długo nie rozumiałam fenomenu tych żeli pod prysznic, w sumie nadal chyba nie rozumiem. Żel jak każdy inny, chociaż przyznać muszę, że zapachy mają prześliczne. Jednak cena trochę odstrasza. Jeśli kupię jeszcze kiedyś, to tylko na promocji.
  • Płyn micelarny, Perfecta - nie widzę różnicy między nim a poprzednikiem, no może jest nieco mniej wydajny, i za tą samą cenę dostajemy mniejszą pojemność. Zmywa w porządku, nie podrażnia, ale raczej nie kupię ponownie.
  • Masło do ciała, BielendaTU możecie przeczytać recenzję. Nie ma co się rozpisywać, znam lepsze produkty w tej kategorii, więc nie sięgnę po nie więcej.
  • Krem na dzień/noc Karoten, Bielenda - przyzwoity krem, miło go wspominam. Jego recenzję znajdziecie TUTAJ. Szczerze nie potrafię powiedzieć, czy jeszcze kiedyś go kupię.
  • Lakier do paznokci, Safari - wylądował w DENKU tylko dla tego, że zgęstniał tak, że jego użytkowanie jest nie możliwe. Ale lakiery tej firmy lubię i na pewno będę kupować.

Znacie te produkty? Może coś jest dla was nowością i teraz się skusicie?

Tak przedstawia się plan na następne dwa miesiące:

Czy chciałybyście usłyszeć o czymś z nowego DENKA w pierwszej kolejności?

sobota, 11 maja 2013

Marchewkowe masło od Bielendy

Cześć Dziewczyny!

Znów zniknęłam na kilka dni, ciągły deficyt wolnego czasu doskwiera mi jak nigdy. Zrobiło się ciepło, więc mniej siedzę w domu, ciągle jest coś do zrobienia a internet idzie w odstawkę. Nie mniej Blog jest dla mnie przyjemnością, więc muszę przeorganizować dzień tak by znaleźć na niego więcej czasu!

Wracając do tematu dzisiejszego postu, chciałabym przedstawić wam produkt co do którego mam mocno mieszane uczucia, nie bardzo też już pamiętam okres jego używania, więc będzie krótko, ale za to treściwie!
Bielenda, masło do ciała KAROTEN


Obietnice producenta:

Karotenowe masło do ciała to idealny kosmetyk polecany do całorocznej pielęgnacji skóry pozbawionej blasku i jędrności: zmęczonej, szarej, o nierównym kolorycie, z przebarwieniami spowodowanymi słońcem lub procesem starzenia.
Regeneruje skórę, przywraca blask, nadaje jej piękny zdrowy blask odcień, ujednolica koloryt i redukuje przebarwienia. Podkreśla i utrwala opaleniznę.

Skład:

Wybaczcie, że nie będę przepisywała składu, jak same widzicie jest on strasznie długi, co jest pierwszym minusem tego masełka. Na początku masło shea jednak tuż za nim znienawidzona przeze mnie parafina. Mam skłonność do zapychania na wszystkich częściach ciała (!), dalej stosunkowo neutralne gliceryna, silikony. W masełku znajdziemy też masło kakaowe, olej palmowy i kilka bardzo przyjemnych ekstraktów. Niestety pod koniec składu bardzo, bardzo dużo chemii.

Moja Opinia:

Zacznijmy tradycyjnie od zapachu, jest stosunkowo przyjemny, naturalny, ale trudno mi zdefiniować czym pachnie ten produkt, może trochę brzoskwiniowo - marchewkowo? Nie powiedziałabym, że to mój ulubiony zapach, wolę inne kombinacje w produktach do ciała.

Konsystencje możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach:

jest bardzo zwarta i treściwa co czyni masło dość tępe do rozsmarowania. Nie lubię tego uczucia.

Co do samego działania, bardzo długo się wchłania, pozostawia po sobie nieprzyjemną parafinową powłoczkę, którą najchętniej zmyłabym w tempie ekspresowym, ale są ludzie, którzy lubią mieć na skórze taką ochronną warstewkę. Ja do nich nie należę. Co do samego nawilżenia, szału nie ma. Nie powiem, że nie nawilża w ogóle, bo to nie prawda, ale nie poradzi sobie z bardzo suchą skórą. Niestety nie umiem odnieść się do pozostałych obietnic producenta bo nie mam takowych problemów na skórze. Nie wiem jak radzi sobie ze zmarszczkami, przebarwieniami i tym podobnym.

Podsumowując, co kto lubi, mnie niestety masełko nie zauroczyło, wątpię, żebym sięgnęła po inne wersje zapachowe.

Znacie masła Bielendy? Lubicie?

wtorek, 7 maja 2013

Lovely Nude, czy nudne?

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj przychodzę do was z szybkim postem lakierowym. Większość z was kojarzy pewnie stosunkowo nową serię lakierów Lovely Nude. Nie ma ją zbyt dobrych opinii. Ja na swój skusiłam się jak tylko weszły do sklepów, zanim można było przeczytać o nich cokolwiek. Jeżeli jesteście ciekawe czy żałuję wydanych 5 zł na ten lakier, zapraszam do czytania:

cień / słońce / bezpośrednie słońce

sztuczne światło łazienkowe

światło naturalne

Co mogę powiedzieć... Lakier maluje się średnio, na paznokciach mam 3 warsty a wciąż widoczne są białe końcówki. Schnie tak sobie, ni szybko ni wolno, ale obawiam się, że po dołożeniu jeszcze jednej musiałabym czekać wieki... Co do trwałości, nie spodziewałam się cudów, ale wytrzymuje na paznokciach 3-4 dni, więc przyzwoicie. Sam kolor, jest to typowy nudziak z zatopionym wewnątrz shimmerem, niewidocznym w buteleczce, za to bardzo odznaczającym się na paznokciach, nie wiem czy udało mi się odwzorować efekt na zdjęciach. Bardzo byłam zawiedziona, że znów nie udało mi się kupić kremowego nude i że zostałam tak oszukana przez buteleczkę w sklepie. Oczywiści w słońcu widać w niej migotki. W każdym razie nie polecam, jest wiele firm produkujących niewiele droższe lakiery, a dużo lepsze jakościowo. Czy żałuję wydanych 5 zł? Trochę tak, trochę nie, ale na pewno nie sięgnę po inne odcienie. Po raz kolejny zawiodłam się na lakierach Lovely!

Macie podobne zdanie co do lakierów tej firmy jak ja? Czy kupujecie je?

poniedziałek, 6 maja 2013

Gdzie byłam jak mnie nie było?

Czyli krótki post, obiecany wczoraj, całkowita prywata, chwalenie się i chciejstwo!

Tak, tak TAK zaczęłam już wakacie! :)

(Nie)stety wróciłam już do Warszawy, zmęczona, ale szczęśliwa. Wybawiona, opalona, marząca o powrocie. Byłam na końcu świata, daleko od znanej nam cywilizacji, otoczona żywą historią. No dobrze, nie byłam AŻ tak daleko. Hiszpania, samiutki koniec półwyspu Iberyjskiego, Galicja. Szczerze jestem ciekawa, czy ktoś z was wybrałby się go Galicji? Nic tam nie ma, przynajmniej nic spektakularnego, nie jest to Madryt ani Barcelona. Ale warto, zupełnie inna kultura, a jednak tak bliska naszej, a po za tym na prawdę jest co oglądać. Miasta są w niezmienionym stanie od czasów średniowiecza!

Nie mam żadnych zdjęć zabytków, natomiast pochwalę się kilkoma plażowymi, a co!


Sama sobie zazdroszczę, chętnie pojechałabym tam jeszcze raz!

Liczyłam, że na wyjeździe będę miała choć chwilę czasu na dodawanie postów, niestety tak się nie stało, co spowodowało kolejny przestój na moim blogu. Tyle gwoli wyjaśnienia, czas powrócić do tematyki bloga :)

niedziela, 5 maja 2013

Inspiracje, czyli Arivle po dwóch stronach obiektywu!

Cześć Kochane!

Pewnie zastanawiacie się co ma tytuł postu do tematyki bloga, czy może zamieniam się w szafiarkę? Nie, na szczęście nie mam tego w planach, ale wróciłam do jednej z dłużej towarzyszących mi w życiu pasji- fotografowania. Co za tym idzie również do stylizowania i charakteryzowania swoich 'modelek'. Piszę w cudzysłowie bo wszystko to jest bardzo, bardzo amatorskie i dla frajdy. Postanowiłam się jednak podzielić z wami moją twórczością na łamach bloga.

Wiemy już skąd jedna strona obiektywu, ale mowa w tytule o dwóch. Dlaczego? Postanowiłam ujawnić wam swoją twarz! Bardzo spodobały mi się wpisy u niektórych blogerek kosmetycznych, które pokazują jak codziennie się ubierają, odzwierciedla to ich charakter i pozwala lepiej poznać. Pomyślałam więc, może ja też?


Zacznijmy więc od ostatniej sesji;


Samo oko;
 modelka: Kamila G.

W roli głównej delikatny, ale wieczorowy smoky, jak wam się podoba?

Makijaż vol. 2;

 Zoom na oko;
na zdjęciu... JA :)

Kolorowy dzienniak, wiosenny, ciepły, jestem ciekawa co o nim myślicie!

W kolejnym poście opowiem wam po krótce GDZIE byłam jak mnie nie było :)