niedziela, 29 grudnia 2013

Włosowa Aktualizacja listopad/grudzień 2013

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj post oczekiwany niemal od 2 miesięcy, ale zupełnie nie mogłam się do niego zabrać, odrzucał mnie sam ogrom robienia zdjęć i ustawiania całej wewnętrznej konstrukcji do tego celu. W końcu się udało, więc nie będę dłużej przedłużać Waszego oczekiwania. Zapraszam do czytania!

Włosy błyszczą tak samo, w zasadzie ich stan nie uległ znaczącej zmianie, żeby nie powiedzieć że nie zmienił się w ogóle, co widzę na pierwszy rzut oka to zyskały na lekkości i trochę objętości. Zaobserwowałam całkiem duży przyrost, nie wiem ile dokładnie wynosi, ale wystarczy spojrzeć na położenie ramion na obydwu zdjęciach jak i położenie końcówek.

Używanie kosmetyki:


BabyDream shampoo, było już o nim tyle na blogu, że nie widzę powodu by się rozwodzić po raz kolejny. Do codziennego stosowania
Facelle, bardzo się z nim polubiłam, świetnie się pieni co czyni go bardzo wydajny. Delikatny świetnie zmywa oleje, nie wywołuje żadnego swędzenia ani podrażnienia. Jestem na tak!
Gloria, Malwa z czarną rzepą, do oczyszczania, spełnia swoją rolę

Yves Rocher, hair repair oil, kupno tego olejku to był strzał w dziesiątkę. Moje włosy zdecydowanie lepiej reagują na różne mieszanki olejowe niż na czyste oleje. Na razie jestem zachwycona, zobaczymy jak długo utrzyma się mój zachwyt. Wydaję się być mało wydajny z powodu dosyć rzadkiej konsystencji. BabyDream fur Mama, olejek przeciw rozstępom, jak do tej pory ulubiony olej moich włosów

Receptury Babuszki Agafii, balsam na zmrożonej wodzie, całkiem przyjemny ziołowy balsam, jak to ziołowe produkty - nie powinno się ich stosować zbyt często bo mogą wysuszać. Nakładany od czasu do czasu sprawdza się znakomicie. Mam wrażenie, że z czasem coraz lepiej! ;) 
Balea z mango i aloesem, czyli kolejne odkrycie ostatniego czasu, lekka odżywka z króciutkim składem świetnie nawilżająca. Moje włosy ją pokochały
Stapiz, Sleek line, silikonowa maska, ale jesienią i zimą nie stronię od silikonów. Włosy po niej wyglądają zawsze świetnie (ah te silikony!). Przyzwyczaiłam się do zapachu i zaczyna mi się nawet podobać.
Artiste, odżywka proteinowa, klasyk do kuracji proteinowych dla takich leniuchów jak ja!

Balsam babuszki Agaffi, rumiankowy, teoretycznie odżywka d/s, ale ma bardzo rzadką konsystencję, dlatego z powodzeniem używam jej jako odżywki b/s i jest chyba moją ulubioną. Świetnie nawilża loki, nie można przesadzić z jej ilością, bo włosy wypijają całe. Skręt po jej użyciu jest bardzo ładny. Między innymi dlatego ostatnimi czasu zrezygnowałam ze stylizatorów.
Gliss Kur, total repair, też macie wrażenie że nielubiane przez Was kosmetyki nie mają dna? Od dawna bezskutecznie usiłuję wykończyć tą mgiełkę≤ która zupełnie nic nie robi z moimi włosami.
Gliss Kur, ultimate hair elixir, jak do tej pory ulubiona mgiełka, odświeża włosy bez obciążania, nawilża i zabezpiecza silikonami.
Radical, serum witaminowo - ziołowe, kolejny produkt którego nie można używać zbyt często. Odżywka przyjemna, ale szału nie ma.
Jedwab Marion, idealny do zabezpieczania końcówek!

UFF! 
Znacie te kosmetyki? Lubicie je?

PS. mam nadzieję, że wasze Święta minęły równie przyjemnie jak moje, albo nawet bardziej!

czwartek, 26 grudnia 2013

Must see (or not!) #5

Cześć Dziewczyny!

Dzięki odrobinie wolnego czasu w święta udało mi się odrobić moje filmowe zaległości. Musicie wiedzieć, że kiedyś nie oglądałam filmów prawie wcale, wolałam czytać książki (oczywiście nadal czytam!), jednak pomyślałam, że warto znać pewne kinowe klasyki. Wpadłam po uszy i odkrywam coraz więcej produkcji wartych obejrzenia.

 

Skazaniec

Kolejny film w więziennym klimacie który bardzo mi się podobał.  Powiem szczerze, że nie znam ani reżysera ani szczególnie nie kojarzę grających w filmie aktorów, a jednak uważam produkcję za bardzo udaną. Nie jest przerysowany, co najbardziej mi się podobało to dialogi, wpadł mi do głowy jeden szczególny cytat "więzienie jest w naszej głowie, niezależnie po której stronie krat się znajdujemy". W wyjątkowy sposób pokazano moralność człowieka, o solidarności, o przetrwaniu. Polecam.

Las Vegas Parano

Bardzo, bardzo specyficzny film. Życie na haju, nie mam więcej określeń. Świetny film zniechęcający do narkotyków. Mimo wszystko nacechowany metaforami. Przede wszystkim o pogoni za Amerykańskim Marzeniem. Uśmiałam się bardzo, ale polecam tą pozycję tylko widzom z dystansem. Dobrze zagrany, zabawne dialogi, średni montaż, ale co najważniejsze piękna ścieżka dźwiękowa. Po prostu ją uwielbiam!

Pulp Fiction

Jeden z tych filmów,  który powinien zobaczyć każdy. Kilka historii początkowo niezwiązanych ze sobą za sprawą odpowiedniego montażu nabiera sensu. Z czasem wątki łączą się tworząc spójną, ale niesamowicie zaskakującą całość. Świetnie zagrane postacie, mające paradoksalnie niezgodne charaktery z ich rolami w historii. Wyobrażacie sobie, żeby płatny morderca był ortodoksyjnym chrześcijaninem? Mnie też ciężko. Jednak w tym filmie wszystko ma sens, wszystko do siebie pasuje. Polecam na poprawę humoru!

Kabaret

Film, który niestety trochę się zestarzał, ale warto oglądać też starsze kino, aktualnie nie kręci się już długich scen mówiących wszystko, liczą się krótkie cięcia. Rzadko kiedy w filmie mamy okazję przesłuchać piosenkę w całości. A tutaj ścieżka dźwiękowa jest absolutnie genialna. Chyba każdy kojarzy piosenkę "Life is a cabaret"? Obawiam się, że nie ma wielu takich aktorek jak Liza Minnelli. Film wzruszający, rozśmieszający i zaskakujący w jednym. Warto zobaczyć go chociażby dla jednej sceny ukazującej narodziny nazizmu, które przypadły akurat na czas akcji filmu, ba jestem w stanie poprzeć tezę, że nie jest on o losach Sally i Briana, ale o Niemczech w latach 30-tych. W czasach dojścia Hitlera do władzy.

wtorek, 24 grudnia 2013

Wszędzie Życzenia, a u mnie Recenzja!

Cześć Dziewczyny!

Cała blogosfera aż huczy od świątecznych życzeń. Jakoś za dużo tego dla mnie i za słodko.

Nie mniej na wstępie chciałabym Wam życzyć spokojnych świąt Wielkiej Nocy (pogoda rozpieszcza) Bożego Narodzenia. Dużo cierpliwości dla rodziny z którą będziecie zasiadać przy stole, i żebyście się nie przejadły. O!

A teraz chciałabym wam zaprezentować maseczkę do twarzy, która już dosyć długo jest w moich zbiorach, ale brak mi cierpliwości jak i regularności w jej stosowaniu. Nie mniej przetestowałam ją na tyle dużo razy by móc się teraz na jej temat wypowiedzieć. Zapraszam do recenzji!

Oczyszczająca Maska Drożdżowa BANDI

Obietnice Producenta:

Preparat polecany do pielęgnacji skóry z rozszerzonymi porami i skłonnością do powstawania zaskórników. Zawiera specjalny kompleks enzymatycznych białek ze ścian komórkowych drożdży bogatych w witaminy z grupy B, który delikatnie oczyszcza cerę, redukuje zmiany trądzikowe i zapobiega ich powstawaniu. Skóra po zmyciu maski jest gładka i dokładnie oczyszczona, a pory zwężone.

Cena: 25zł

Skład:

Aqua/Water, Paraffinum Liquidum, Hydrolyzed Yeast, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Ceteareth-20, Xanthan Gum, Triethanolamine, Parfum, Caprylhydroxamic Acid, Phenoxyethanol, Methylpropanediol, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Benzyl Alcohol, D-Limonene, Linalool

Moja opinia:

 Zacznę może od tego czego najbardziej obawiałam się patrząc na skład. Już na drugim miejscu pojawia się parafina, na szczęście maseczkę trzymamy na twarzy na tyle krótko (15minut), że nie powinna za bardzo zaszkodzić. Ale jednak tam jest, a parafina nie jest wskazana dla osób z cerą tłustą, mieszaną czy trądzikową, dla jakich ta maska jest przeznaczona.

Konsystencja kremowa, śliska, bardzo łatwo się ją nakłada, kolor ma lekko mleczny w stronę przezroczystego po nałożeniu na twarz. Maseczka pachnie ślicznie, lekko kwiatowo, w zasadzie nie wiem do czego porównać ten zapach. Nie jest męczący ani nachalny, a zdecydowanie umila aplikacje.


Co do samego działania musicie wiedzieć, że dla mnie jest świetna. Producent wywiązuje się z obietnic w 100%. Na mojej cerze efekty widać już po jednokrotnym użyciu co dla mnie jest niemałym szokiem. Zaskórniki na drugi dzień po zastosowaniu tej maski są zdecydowanie zmniejszone, skóra gładsza a koloryt wyrównany. Co ważne, maseczka mimo przeznaczenia do cery tłustej pozostawia nawet cerę suchą odpowiednio nawilżoną. Nie pojawiło się żadne ściągnięcie, pieczenie jak czasem po glinkach ani nic w tym rodzaju. Cera jest uspokojona, bardziej promienna a niespodzianki zmniejszone

BONUSIK:


Polecam tą maseczkę z czystym sumieniem, narobiła mi ochoty na inne produkty BANDI

Miałyście styczność z tym produktem? Lubicie firmę BANDI?

Jeszcze raz, wesołych Świąt!

niedziela, 22 grudnia 2013

Przedświąteczny (giga)haul

Cześć Dziewczyny!

Jak tam przygotowania do świąt? Zaczęłyście już porządki? Wszystkie prezenty kupione? :)

Ja zawsze przy okazji kupowania świątecznych niespodzianek dla rodziny robię także prezenty sobie. Czasem przy okazji do koszyczka wpadnie jakiś kosmetyk i nagle okazuje się, że przed Gwiazdką wydałam zdecydowanie więcej niż planowałam. Macie tak?

W tym roku zebrałam wszystkie produkty jakie kupiłam w grudniu i powstał post tasiemiec, dlatego bez zbędnego wstępu zapraszam do oglądania:

Zacznę od prezentu, który kupiłam sama sobie. Zamówiłam pudełko PinkJoy, które wydało mi się fajną inicjatywą, a kosztowało naprawdę niewiele. Ciekawe co znalazło się w środku?


  1. Odżywka do włosów "piwo i pszenica" co prawda tytułowe składniki daleko w składzie, ale sam skład jest bardzo przyjemny, mam przeczucie, że mi podpasuje. Właśnie dzięki prostocie.
  2. Oczyszczający peeling do twarzy "czysta linia" z pestek moreli i wyciągiem z rumianku. Swego czasu było go dużo w blogosferze. Peelingów do buzi wiecznie u mnie deficyt, bo jest to jeden z tych kosmetyków, których używam rzadko i nieregularnie. Cieszę się, że będę mogła go przetestować
  3. Odżywczy krem "Shilajit" do skóry normalnej i tłustej, wydaje się być ciekawy. Czas zabrać się za denkowanie kremów...
  4. Ochronny krem do rąk "Silikon", krem do rąk w sam raz na zimę. Niestety z powodu profilu pracy w stajni, częstego wychodzenia na mróz bez rękawiczek kremy do rąk są u mnie w ciągłym użyciu!
  5. Żel z kompletem aminokwasów i mikroelementów "Carina", chyba tego produktu z całego pudełka jestem ciekawa najbardziej. Po zużyciu posiadanych już kremów pójdzie na pierwszy ogień!
  6. Próbki produktów GoCranberry polskiej firmy.
Zamówienie z Yves Rocher, tak przy okazji kupowania prezentów! Robiłam zamówienie przez stronę internetową to od razu wrzuciłam do koszyczka coś dla siebie!
  1. Hair repair oil, nie powiem, po prostu z czystej ciekawości. Ma skład który teoretycznie powinien odpowiadać moim włosom, zobaczymy, jeszcze go nie używałam.
  2. Maseczka z glinką marokańską, czyli prezent do zakupów, na który tak czy siak miałam dużą chrapkę. Zbiera bardzo pozytywne opinie, użyłam jej raz i było to bardzo przyjemne pierwsze wrażenie. Niestety brak mi regularności w stosowaniu maseczek.
  3. Cure Solutions, kuracja usuwająca oznaki zmęczenia, jednym słowem kolejny krem. Także prezent do zakupów. Jestem bardzo ciekawa, ma przyjemnie wyglądający skład.
  4. Płyny pod prysznic czekolada z pomarańczą i czekolada z maliną. Nie mogłam się nim przeć, pachną jak delicje, a kto nie lubi delicji?
  5. Pielęgnujący krem do rąk 2w1, interesujący zapach, niektórym może się nie podobać. Dosyć lekki i delikatny. Plus, że bardzo szybko się wchłania. Idealny do torebki na co dzień. 
  6. Waniliowy peeling do ciała, Yves Rocher ma przepięknie pachnące produkty, ten peeling jest jednym z nich. Złuszcza przyzwoicie, zostawia przyjemną olejową warstewkę na skórze, a jego używanie to sama przyjemność. Niestety nie należy do najwydajniejszych. UWAGA, nie zawiera parafiny :D
  7. Tusz Sexy Pulp, chodziłam w okół niego strasznie długo. Tyle z Was go poleca, że nie mogłam się oprzeć. Gdy wysłużony Max Factor dobijał dnia, bez wahania skierowałam się w stronę Yves Rocher. Muszę przyznać, że Sexy Pulp jest genialny!
  8. Próbki kremów GoCranberry polskiej firmy.

Na koniec zakupy z Rossmanna:

  1. Puder Bourjois, healthy balance, bardzo fajny puder, żółty odcień, matuje na długo, na twarzy wygląda bardzo naturalnie. Jestem super zadowolona z zakupu i polecam całym sercem! Po raz kolejny nie zawiodłam się na produkcie Bourjois.
  2. Płyn Micelarny Bourjois, wracam do niego z podkulonym ogonem po testach innych miceli. Ulubiony za tą cenę!
  3. Płyn do higieny intymnej Facelle, oczywiście do mycia włosów. Świetnie się pieni, do delikatnego mycia idealny!
  4. Maybelline, Baby Lips, cherry me, kupiłam z ciekawości. Akurat potrzebowałam pomadki ochronnej, nie pogardziłam koloryzującą. Daje bardzo ładny naturalny efekt na ustach, pięknie pachnie wiśniami (bardzo żałuję, że nimi nie smakuje), niestety nawilża słabo, chroni na krótko. Nie mniej lubię ją za kolor!
  5. Pomadka nawilżająca Lovely, nr 08. Potrzebowałam szminki w kolorze nude, nie miałam żadnej a bardzo podoba mi się makijaż z ustami w tym odcieniu. Pomadki Lovely mają fajną konsystencję masełka, nie wysuszają. Jestem bardzo zadowolona z zakupu.
  6. Tusz Lovely, Pump up, tyle z Was go poleca, że nie mogła nie spróbować. Kupiłam też jeden mojej mamie, jest zachwycona. Świetnie podkreśla jej krótkie i dosyć rzadkie rzęsy. Na moich długich i gęstych też prezentuje się ładnie, nie skleja co najważniejsze!
  7. Korektor Revlon, colorstay, nr. 02 Light, potrzebowałam korektora pod oczy, wzrok zaprowadził mnie do szafy Revlona i tam był ON. Musicie wiedzieć, że w 100% spełnia moje oczekiwania, no może po za ceną. Nie podrażnia oczu, rozświetla spojrzenie, nie wchodzi w załamania i ładnie kryje cienie. 
Znacie te produkty? Podobnie jak ja wpadacie w szał zakupowy przed świętami, czy też trzymacie się wyznaczonego celu; kupna tylko prezentów?

niedziela, 15 grudnia 2013

Przedświąteczna lista szczególnych zapachów

Cześć!

Taki piękny tytuł, a ja poniżej bezwstydnie zaprezentuję moją długą listę pachnących chciejstw. Lubię zapachy słodkie, ale przełamane kwaśną nutą. Nie za ciężkie, piżmo u mnie się zupełnie nie sprawdza, za to jego biała wersja jest już bardzo przeze mnie lubiana. Róża odpada chyba, że mowa o jej liściach, wtedy jest już zupełnie inaczej.

Lubię karmel, bardzo, ale w nucie bazy dopiero. Lubię jak przed tym karmelem pojawi się trochę cytrynek, limonek ewentualnie mandarynek. Mroźne kwiaty jak najbardziej wskazane, ale wtedy już bez podparcia słodyczy i cytrusów.

Gdyby spojrzeć na to bardziej ogólnie... Lubię po prostu ładnie pachnieć, przede wszystkim dla siebie, ale nie będę oponować gdy postanowi zwrócić na zapach uwagę otoczenie. A co najważniejsze, perfumy muszą być trwałe, inaczej miłości z tego nie będzie choćby były najprzyjemniejsze dla nosa!

Jeżeli macie podobny do mnie gust, zapraszam do przeczytania i pokomentowania mojej listy chciejstw!
Lżejsza i odświeżona wersja Prady Candy, mój absolutny numer 1! Zakochałam się w tej wodzie toaletowej od pierwszego wyjrzenia (wąchnięcia?), a nie często mi się to zdarza. Muszę mieć ten zapach i mam nadzieję, że wpadnie w moje łapki prędzej niż później. Przeczytałam, że rzekomo jest nie trwały, jednak na mojej skórze dwa psiknięcia testerem w sklepie o 12 przetrwały aż do 22.00 co jest zupełnie wystarczającym wynikiem.

Dla zainteresowanych nuty zapachowe: białe piżmo, karmel, pachnąc groszek, nuty cytrusowe


Dostałam próbkę Pleasures przy okazji jakiś zakupów, muszę przyznać, że nie sądziłam, że kiedykolwiek tego typu zapach by mi się spodobał. Po wypróbowaniu przepadłam. Piękna kwiatowa kompozycja, delikatna, mroźna, kobieca. Ma w sobie coś intrygującego. Myślę, że prędzej czy później zapach wyląduje w mojej kolekcji, na pewno będę o nim pamiętała, jeżeli wykończę któryś z obecnie posiadanych flakonów.

Nuty głosy: różowy pieprz, nuty zielone, frezja, fiołek
Nuty serca: lilia, peonia, konwalia, róża
Nuty bazy: drzewo sandałowe, paczula, cedr, piżmo

Chciałabym powąchać także Pleasures Intense, bo po przeczytaniu recenzji i przeanalizowaniu nut wydają się być interesujące

Perfumy, których nie udało mi się jeszcze powąchać, ale są w moim guście i zdecydowanie muszę je przetestować:

nuty głowy: dzika truskawka, liście fiołka, czerwony grejpfrut
nuty serca: fiołek, jaśmin, gardenia
nuty bazy: esencja waniliowa, piżmo, białe drzewa

Ciekawi mnie klasyczna Daisy jak i wariacje na jej temat.

nuty głowy: malina, różowy pieprz
nuty serca: róża, magnolia, gardenia
nuty bazy: białe piżmo

nuty głowy: zielona mandarynka, liście truskawki
nuty serca: fiołek, różowy jaśmin, sorbet truskawkowy, skarmelizowany popcorn
nuty bazy: leśne jagody, karmel, paczula, piżmo

nuty głowy: żurawina
nuty serca: ylang-ylang, jaśmin
nuty bazy: białe piżmo

Powyżej akurat Eau Delice EDT, ale ciekawią mnie też inne wersje.

Chciałam krotko, wyszło jak zwykle :)
Zastanawiam się, czym Wy lubicie pachnieć? Może znacie moje propozycje? Co o nich myślicie?

piątek, 6 grudnia 2013

Must see (or not!) #4

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj jeden z tych szybkich, łatwych i przyjemnych postów. Jego przygotowanie nie wymaga zbyt dużo czasu, a oglądanie dobrych filmów to przecież sama przyjemność i chwila relaksu w te nieprzyjemne zimowe wieczory.

Dzisiaj mam dla Was coś nowego, coś z klasyki, coś do bania się i bajeczkę. Mam nadzieję, że wzbudziłam chociaż trochę ciekawości!

Byzantium

Miało być strasznie i trochę dramatycznie, wyszło odwrotnie, albo nawet wcale strasznie. Jestem potworną panikarą, nie mogę oglądać horrorów, a ten film wytrzymałam bez zamykania oczu. Werdykt, zdecydowanie nie jest straszny. Nie mniej mnie jako fance wampiryzmu się podobał mimo, że nie jest to żadne dzieło sztuki filmowej. Wyraźne niedociągnięcia w grze aktorów wynagradza mi specyficzny nostalgiczny klimat który lubię oraz nieco inne spojrzenie na wampiry i ich powstanie. Zdecydowanie koncepcja bardzo mi się spodobała. Dialogi kuleją, muzyka jakaś fenomenalna nie jest, bywa nudnawo, ale nie mogę powiedzieć, że jest to nie udany film. Polecam, ale tylko fanom wampirzego klimatu.

List dla króla

Nigdy nie spojrzałabym nawet w kierunku tego filmu, gdyby nie chwila nudy, brak internetu i fakt, że film akurat leciał w telewizji. Typowo przygodowy, raczej dla młodszych odbiorców. Wciągający, zdecydowanie nie żałuję czasu poświęconego na jego oglądaniu. Bawiłam się dobrze, dość mocno mnie odmóżdżył, ale to miła odmiana po dramatach i zaangażowanym kinie. Zupełnie poprawne dialogi i gra aktorów, jednym słowem oglądało się przyjemnie, ale to nie jest film który trzeba obejrzeć.

Powtórnie narodzony

Czyli jeden z tych filmów, który w mojej prywatnej skali dostaje 10/10 a musicie wiedzieć, że do te pory były takie tylko 2 no może w porywach do 3. Jeden z tych które dają do myślenia, taki z którego wychodzisz z sali kinowej milcząc. Niektórzy narzekają na grę aktorską (która moim zdaniem jest bez zarzutu), na używany angielski - niby na siłę. Ja widzę sens w każdym zabiegiem reżysera. Klimat jest po prostu fenomenalny, historia i scenariusz świetne. Zresztą sama (prywatna i osobista) ocena może świadczyć o tym, że nie mam nic do zarzucenia. Zakończenie zwala z nóg definitywnie i na długo nie pozwala się podnieść z kolan. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Ale co ja Wam będę opowiadać, obejrzyjcie i oceńcie sami. Warto.

Stowarzyszenie umarłych poetów

Staroć. Czytałam książkę, bałam się obejrzeć filmu, bo uwielbiam tą historię, jest magiczna i niesamowita. Bałam się filmu, bo potrafią one często na zawsze zatrzeć magię pierwowzorów. Reżyserowi udało się całkowicie oddać moje wyobrażenie bohaterów za co chylę czoła, i od razu mi z tym lepiej. Świetnie zagrane, genialna ścieżka dźwiękowa. Miło jest przypomnieć sobie historię w trochę innej odsłonie, jak się okazuje udanej. Przyznaję, płakałam na tym filmie, niby zdarza mi się wzruszyć dosyć często w trakcie oglądania filmów, czy czytania książek. Nie mniej sądzę, że świadczy to tylko o walorach tego filmu. Polecam!

Podsumowując mamy dwa filmy które moim zdanie trzeba obejrzeć, jeden spokojnie do pominięcia i jeden tylko dla fanów kina o konkretnej tematyce.

Widziałyście te filmy? Może planujecie, a może dzięki przeczytaniu tego krótkiego wpisu skusicie się na jedną z 4 produkcji?

Mało! Oj mało czasu!

Cześć dziewczyny!

Pewnie zauważyłyście, że znów zniknęłam na jakiś czas. W każdym razie piszę, żeby powiedzieć, że żyję, ale średnio dobrze się mam.

Cierpię na jeszcze większy brak czasu niż zazwyczaj, krótkie jesienne dni nastrajają depresyjnie. Tak, że aż nie chce się pisać, nawet na blogu. Aura nie sprzyja też robieniu zdjęć, a tornado co rusz zabiera jakąkolwiek elektryczność.

Jednym słowem nie jest dobrze. Nie przewiduję trwałego powrotu na blog, ale na pewno na razie z niego nie rezygnuję! Ogłaszam tylko, że posty będą pojawiać się jeszcze rzadziej niż zwykle!

Pozdrawiam!

czwartek, 21 listopada 2013

Rossmann -40% - czyli moja lista zakupów!

Cześć Dziewczyny!

Pewnie już wiecie, że jutro rozpoczyna się w Rossmannie promocja na kolorówkę -40%. Jak możecie nie wiedzieć skoro trąbi o tym cała blogosfera?

Chwyt marketingowy takiej promocji polega na tym, że w gruncie rzeczy wydajemy dużo więcej robiąc nieprzemyślane zakupy, niż w wypadku w którym idziemy do sklepu po konkretne produkty wiedząc, że musimy na nie wydać pełną kwotę. Skuszone (czy skuszeni) napisem PROMOCJA kupujemy wiele więcej produktów, które w gruncie rzeczy nie są nam potrzebne. Warto zrobić sobie listę rzeczy, które na prawdę nam się przydadzą, a nie będą tylko zbierać kurzu w szufladzie.

Zastanów się, czy na pewno potrzebujesz tysięcznej pomadki, skoro i tak na okrągło używasz tylko jednej, albo i żadnej?
Czy potrzebny ci kolejny lakier do paznokci, skoro te które masz nie mieszczą ci się już do pudełka?
Czy masz już wystarczający zapas ulubionego podkładu na najbliższy rok?

Odpowiedziałaś na powyższe pytania? W takim razie możesz przystąpić do tworzenia listy zakupów. Po jej zrobieniu zatrzymaj się przy każdym punkcie i przemyśl jeszcze raz potencjalny zakup. Dobrym pomysłem jest też ustalenie sobie górnej granicy kwoty jaką chcesz przeznaczyć na kosmetyki podczas trwania promocji. Dopiero w ten sposób faktycznie możesz coś zaoszczędzić.

Moja lista zakupów:

BOURJOIS, healthy balance - cena bez promocji około 40zł
MaxFactor, creme puff - cena bez promocji około 30zł

Jeszcze nie wiem, który z tych dwóch pudrów w kompakcie wybiorę. Aktualnie nie mam żadnego i dosyć ciężko mi się z tym żyje, ale czekałam specjalnie na tą promocję. Żadnego z powyższym jeszcze nie miałam, ale mają dobre opinie i są raczej polecane. Muszę obmacać stacjonarnie. Za Bourjois przemawiają żółte podtony oraz trwałość, MaxFactor ma za to bardzo dużą gamę kolorystyczną.

Maybelline, Pure Cover Mineral - cena bez promocji około 26zł
Bell, Multi Mineral Anit-Age Concealer - cena bez promocji około 10zł

Jak wyżej, obydwa mają bardzo pozytywne recenzje, jeszcze się nie zdecydowałam. Obmacam odcienie stacjonarnie i zobaczymy po który sięgnę. Aż wstyd się przyznać (a może i nie wstyd a duma?) ale nigdy nie miałam korektora. Zawsze z cieniami pod oczami radziłam sobie za pomocą samego podkładu. Niestety ostatnio mam takie dni, że cienie są zbyt ciemne by zakryć je samym bb kremem, lub też dni kiedy wcale nie chcę nakładać na twarz nic oprócz pudru, a non stop towarzyszy mi problem dosyć dużych cieni. Stąd pomysł na zakup korektora.


Wibo Eliksir, pomadka nawilżająca - cena bez promocji około 9zł

Aż żal się nie skusić przy Rossmannowskiej promocji za 4zł z groszami. Może wezmę nawet dwa odcienie, zobaczę. Zastanawiam się nad nudziakiem i jednym mocniejszym kolorem.

Wibo Sand, piaskowy lakier do paznokci - cena bez promocji około 9zł

Chodzi za mną od dawna piaskowy lakier, dokładnie TEN lakier, dokładnie TEN kolor. Jest piękny. Z zakupem także czekałam aż to tej promocji.

Lovely, Curling Pump up - cena bez promocji około 9zł

Z czystej babskiej ciekawości, tyle dobrego się o niej naczytałam, że myślę że mogę wydać na nią całe 4zł, no prawie 5zł. Mimo ostatnio nabytej i jeszcze zupełnie nowej maskary. Najwyżej poleży jakiś czas zamknięta, nic jej się nie stanie, a ja bądę miała zapasowy tusz za grosze.

Moja lista zakupów nie jest jeszcze zamknięta. Może polecicie mi w komentarzach jeszcze coś na co warto się skusić? Chętnie kupiłabym jakiś ładny matowy bronzer, może polecicie mi jakiś jeszcze puder wart uwagi? Albo korektor?

Wybieracie się w najbliższych dniach do Rossmanna? Jakie produkty znajdą się na Waszej liście?

środa, 20 listopada 2013

Czy bycie włosomaniaczką musi być drogie?

Cześć Dziewczyny!

Zbierałam się do togo postu dosyć długo, ale uważam, że jest całkiem przydatny. Wiem, że dużo dziewczyn boi się włosomaniactwa, boi się wydać majątek na kosmetyki do włosów, bo przecież produkty profesjonalne muszą być drogie, jak nie są drogie to nie są dobre! Nic bardziej mylnego!

Chciałabym pokazać Wam kilka świetnych produktów w wyjątkowo niskich cenach, na które warto się skusić. Co więcej, musicie zdawać sobie sprawę, że jest takich na prawdę dużo i zawsze macie wybór! Ja rzadko kiedy na pojedynczą rzecz wydaję więcej niż 15 zł. Ważne, żeby znać umiar :)

Delikatne szampony:

Facelle, płyn do higieny intymnej - ok. 7zł/ 300ml
BabyDream fur mama, balsam do kąpieli - ok. 9zł/ 500ml
BabyDream shampoo - ok. 4zł/ 250ml

Szampony oczyszczające:

Pollena - Malwa, szampon z czarną rzepą - ok. 3zł/ 300ml
Brawa ziołowa, szampon pokrzywowy - ok. 4zł/ 250ml

Lekkie odżywki:

Isana, odżywka nawilżająca - ok. 4zł/ 250ml
Artiste, odżywka z kreatyną - ok. 4,50zł/ 275ml uwaga! odżywka proteinowa!
Alterra, odżywka z granatem i aloesem - ok. 8zł/ 250ml
Balea, odżywka z olejem arganowym - ok. 6zł/ 250ml

Maski:

Alterra, maska z granatem i aloesem - 9zł/ 150ml
Gliss Kur, maska oil naturative - ok. 20zł/ 300ml
Pilomax, Kamille wax - ok. 30zł/ 480ml
L'biotica, Biovax do włosów ciemnych - ok. 18zł/ 250g

Oczywiście nie są to wszystkie produkty, warto zainwestować jeszcze w przeróżne oleje, ale nie będę ich tu zaznaczać, bo w tej kategorii produkty można przenosić do łazienki z kuchni, oczywiście polecam też te gotowe mieszanki jak np. oliwka przeciw rozstępom BabyDream fur mama, która jest jak wiecie moim ulubionym olejkiem.

Warto też kupić serum do zabezpieczania końcówek, ale wszystkie aktualnie obecne na rynku są bardzo podobne i nie różnią się też ceną. Omijajcie tylko produkty BioSilk, ponieważ przynoszą one więcej szkody niż pożytku :(

Podsumowując, gdyby początkująca włosomaniaczka chciałaby mieć po jednym produkcie z każdej kategorii to jednorazowo na początku musiałaby wydać około 35zł, czy to dużo? 

A teraz zastanówcie się ile wydajecie na obecną pielęgnacje włosów? A ile dobrego faktycznie dla nich robicie? Jak bilans? Czy warto być włosomaniaczką? :)

sobota, 16 listopada 2013

Moja niekosmetyczna lista chciejstw!

Cześć Dziewczyny!

Znów z powodu braku czasu zaniedbuję bloga. Niestety nic w tym temacie raczej się nie zmieni, bo doba jak na złość nie chce się wydłużyć o kolejne 24 godziny, ani nawet o 12! Nie mniej mam dla Was dzisiaj post z kategorii tych łatwych, szybkich i przyjemnych. Zarówno do tworzenia jak i (mam nadzieję) czytania!

Zapraszam do zapoznania się z moją (niekoniecznie) jesienną chciejlistą!

  1. SORRY, I AM ALLERGIC TO BULLSHIT czyli bluza, która wyraża całe moje jestestwo! Zdecydowanie ma w sobie to coś!
  2. CZAS, przepiękny naszyjnik, pod szkłem części zegarka, jak dla mnie cudo, kupił mnie w 1oo%
  3. TO NIE JEST KOLEJNE HIPSTERSKIE HASŁO NA HIPSTERSKIEJ TORBIE, czyli z serii jestem hipsterem, ale udaję, że nie bo bycie hipsterem jest już zbyt mainstream'owe! A tak całkiem serio, to uwielbiam lniane torby, szczególnie jeśli mają jakąś ciekawą grafikę lub zabawny napis! Powyższym mogę kłuć w oczy wszystkich hipsterów!
  4. ŚMIAŁO ŚMIAŁO, NIE GRYZĘ, kolejna bluza, która ma w sobie to coś, zdecydowanie mi się przyda, bo nie wiedzieć czemu dużo osób uważa, że chyba jednak gryzę!

  1. KWIATY, kolczyki 'szklane kule', w których zamknięte są ususzone kwiaty, coś pięknego. Fantastyczna misterna robota, delikatne, romantyczne. Zostaje mi tylko wzdychać!
  2. SZELKI, od dosyć długiego czasu szukam szelek idealnych, a w zasadzie szelek 'jakichkolwiek'. Powyższe spokojnie mieszczą się w ramkę pt. 'szelki marzeń'!
  3. BAD HAIR DAY, czyli czapka obowiązkowo do nabycia przez każdą włosomaniaczkę! Wiem, że te czapki są już obecnie w każdym zakątku internetu, ale ja wciąż uważam, że są śliczne i bardzo twarzowe. Ba, jedna leci nawet do mnie! Nie mogę się doczekać!
  4. KWIATY, patrz punkt 2 :)

  1. SHOPPER, klasyczny shopper, ale nie do końca. 'ala Zarowe shoppery widuję się prawie na każdym kroku na ulicy, ale co ja poradzę, że nadal bardzo mi się podobają i że nadal tylko do nich wzdycham? Chciałabym taką torebkę, ale z jednej strony nie chcę zniknąć w tłumie, a z drugiej... no są takie ładne! Powyższy jest inny, oryginalny, zwyczajnie ma w sobie to coś.
  2. ROBACZKI, kolczyki, tak wiernie oddane i wykonane z dokładnością, że chwilę zastawiałam się, co na prawdę przedstawia zdjęcie i czy na pewno są to kolczyki ;)
  3. TIULOWA SPÓDNICA, od dłuższego czasu chodzą za mną tiulowe spódnice, albo też sukienki z tiulowym dołem. Są uroczę, ale wciąż zastanawiam się, czy miałabym w niej odwagę wyjść na ulicę i czy prezentowałaby się na mnie dobrze. Mam spore wątpliwości ;)
  4. ZEGAREK, powinnyście już wiedzieć, że mam bzika na punkcie zegarków, szczególnie tych w stylu retro. Powzdycham sobie jeszcze trochę, a nóż podobny dołączy kiedyś do mojej kolekcji?
Wszystkie zdjęcia po za czapką pochodzą ze strony decobazaar.com. Możecie tam znaleźć prześliczne rzeczy wykonane przez projektantów lub też fanów 'robótek ręcznych'. Proponuję zajrzeć!

Podoba Wam się coś? Lubicie robić czasem listy 'zachciewajek'?


niedziela, 10 listopada 2013

Grzybkowy krem BB - SkinFood

Cześć Dziewczyny!

Zdaję sobie sprawę jak ciężko jest zdecydować się na zakup pierwszego BB kremu. Sieć bombarduje informacjami na ich temat, a ciężko znaleźć porównanie kilku w jednym miejscu. Ja nie mam zbyt wiele doświadczenia w tej kwestii, ale musicie wiedzieć, że kremy bb kocham miłością absolutną.

Dzisiaj chciałam wam przedstawić mój ulubiony jak na razie BeBik jakim jest SkinFood Mushroom BB Cream w małym porównaniu do Hot Pink Skin79, czyli jednego z najbardziej popularnych i najczęściej kupowanych jako pierwszy BB kremów.

Słówko od producenta:

Krem BB o potrójnej funkcji - ochronnej, głęboko nawilżającej oraz rozjaśniającej. Ekstrakty z grzybów i aloesu doskonale nawilżają i odżywiają skórę podczas gdy arbutyna i adenozyna sprawiają, że twarz staje się jaśniejsza i przejrzysta.

Skład:

Purified wate / Cyclomethicone / Titanium dioxide / BUTYLENE GLYCOL / CETYL PEG / PPG-10 / 1 DIMETHICONE /Ethylhexyl Methoxy-Cinnamate /Poly methyl methacrylate /Ceresin /Arbutin /Boron nitride /SORBITAN ISOSTEARATE /SODIUM CHLORIDE /Dimethicone /SORBITAN OLIVATE /PHENYL TRIMETHICONE /Vinyl Dimethicone / Methicone Silsesquioxane Crosspolymer /Trimethylsiloxysilicate /Aluminum Hydroxide /Stearic Acid /Talc /TRIETHOXYCAPRYLYLSILANE /Lecithin /Adenosine (2%) /Silica /Aloe Vera Leaf Extract 50mg /Bisabolol 50mg /Shiitake Mushroom Extract 50mg /Chamomile flower extract 50mg /Phenoxyethanol /Propylparaben /Methylparaben /perfume

Moja opinia:

Zacznę od wspomnienia jak bardzo podoba mi się opakowanie tego kremu. Jest zamknięty w miękkiej, wygodnej ślicznej retro - tubce. Jedyną rzeczą do której mogę mieć zastrzeżenia, jest to że zakrętka jest tekturowa i boję się, że stojąc w łazience za mięknie pod wpływem wody i opakowanie przestanie wyglądać estetycznie. 

SkinFood absolutnie nie pachnie grzybami, nie musicie się obawiać! Ma za to bardzo intensywny kwiatowy zapach, który aż kręci w nosie w trakcie aplikacji i chwilę się utrzymuję na skórze. 

Konsystencja jest typowo podkładowa, nieco lżejsza niż Hot Pink Skin79. Dzięki temu krem łatwo się rozprowadza, przyjemnie sunie po skórze i jego aplikacja jest czystą przyjemnością. Kremy BB najwygodniej rozprowadza się palcami, wklepywane nimi rozgrzeją się co wpłynie na bardziej naturalne wykończenie.
Na zdjęciu powyżej możecie porównać odcienie dwóch kremów BB. Skin79 jest bardziej beżowo szary i niestety nie współgrał najlepiej z moją ciepłą karnacją i urodą. W zimie, kiedy byłam bledsza, spisywał się przyzwoicie, jednak w lecie i na jesieni wyglądałam wręcz trupio. SkinFood jest nieco bardziej żółty niż na zdjęciach. Zdecydowanie cieplejszy od poprzednika. Na dłoni może się zdawać, że bardziej dopasowany do mnie jest Hot Pink, jednak sprawa na twarzy ma się zupełnie inaczej. I musicie mi wierzyć na słowo!

BB Cream od SkinFood kryje bardzo dobrze, bez problemu radzi sobie ze wszystkimi niedoskonałościami, pieprzykami czy piegami. Daje ładny naturalny efekt. Jestem też zadowolona z jego właściwości nawilżających, nie wysusza mojej cery, nie potrzebuję nakładać pod niego żadnego kremu. 

Jedynym minusem tego produktu jest jego bardzo słabiutka trwałość. Krem ściera się z twarzy już po około 4 godzinach, jednakże można sobie z tym poradzić. Można go ugruntować rano pudrem przedłużając tym jego trwałość kosztem bardzo naturalnego efektu, bądź też poprawić makijaż po 4 godzinach dokładając odrobinę kremu lub oprószając pudrem.

Podsumowując, bardzo polecam uważam, że jest świetny! Mam zamiar wypróbować jeszcze kilka kremów BB, ale może się okazać, że za każdym razem będę do niego wracać z podkulonym ogonem!

Stosujecie kremy BB? Jaki jest wasz ulubiony?
Znacie grzybkowy SkinFood?

piątek, 8 listopada 2013

Aktualizacja Włosowa - październik 2013


Cześć Dziewczyny!

Jesteśmy już praktycznie u progu kolejnego długiego weekendu, jakie macie plany? Zdaję sobie sprawę, że mały procent z Was przykłada wagę do tego, że w poniedziałek jest święto narodowe. Oczywiście pamiętamy, ale wydaje mi się że jest to bardziej okazja do spotkać towarzyskich. Ja liczyłam, że długi weekend da mi trochę odetchnąć, że uda mi się usiąść na chwilę i odpocząć. Niestety moi znajomi twierdzą, że jest to najlepszy moment na miliardy spotkań, co przy pracy w trybie weekendowym robi się trochę męczące.

Na szczęście udało mi się przysiąść na chwilę do napisania zaległego posta z włosową aktualizacją. Będzie krótko i zwięźle mam nadzieję, zapraszam!

 W pierwszej kolejności tradycyjnie kolaż z połączenia zdjęcia z poprzedniej aktualizacji i aktualnego. Wizualnie wygląd włosów się pogorszył, ale jest to kwestia tylko i wyłącznie oświetlenia. Na drugim zdjęciu nie ma słońca, więc włosy nie lśnią, jesienne światło jest chłodne i dające nie zbyt przyjemny efekt. Faktyczny stan loków nie zmienił się zbytnio, chociaż może troszkę in minus. Jestem dla nich mniej delikatna niż w poprzednich miesiącach, postawiłam na absolutny minimalizm, rzadziej mam czas na olejowanie oraz częściej używam szamponów z SLS.

Tutaj włosy z dwóch innych dni w tym miesiącu. Też macie tak, że jak chcecie zrobić zdjęcie włosów do porównania, to wychodzą one gorzej niż faktycznie wyglądają? 
Jeszcze a'propos powyższego zdjęcia, z lewej włosy stylizowane żelem, o którym niżej, po prawej bez żadnej stylizacji.

Kosmetyki których używałam:


  1. Szampon BabyDream - absolutna klasyka na moim blogu, do codziennego stosowania 
  2. Rueber Biotynia BIO-B - z powodu chronicznego braku czasu, mocno oczyszcza, ale zostawia włosy dosyć miękkie i przyjemne, mała pojemność sprawia, że mogę go wrzucić do kosmetyczki i umyć włosy w trakcie krótkiego wyjazdu. Są świeże, a bez użycia żadnej odżywki wyglądają bardzo dobrze związane w kucyk.
  3. Gloria, Malwa z czarną rzepą - klasyczny oczyszczacz, od czasu do czasu.


  1. Artiste - wspominałam o niej tyle razy że powtarzać się chyba nie muszę, świetna proteinowa odżywka na którą moje włosy całkiem dobrze reagują - nie za często i w małych ilościach ;)
  2. Stapiz Sleek Line, Shine & Repair - maska, którą moje włosy pokochały. Wyglądają po niej świetnie, błyszczą się jak głupie, a co więcej ma w sobie silikony co jest niesamowitą wygodą, w przypadku kiedy jestem zabiegana tak jak ostatnimi czasy. Nie muszę się martwić czy dostatecznie zabezpieczyłam włosy.
  3. Receptury babuszki Agafii, blask i wzmocnienie - KLIK. Jako d/s się nie sprawdza, ale znalazłam dla niej inne zadanie ;)
  4. Receptury babuszki Agafii, balsam na zmrożonej wodzie - na razie użyłam go tylko kilka razy, więc ciężko jest mi się wypowiedzieć na jego temat. Mam wrażenie, że się polubimy, jest dużo bardziej treściwy niż jego brat. Nie wiem tylko, cz to nie za dużo ziół na raz...


  1. Radical, serum ziołowo - witaminowe -  KLIK
  2. Balsam babuszki Agafii, blask i wzmocnienie KLIK
  3. Gliss Kur, ultimate oil repair - bardzo się polubiłam z tą mgiełką, dobrze odświeża włosy bez ich nadmiernego obciążania, oczywiście użyta w rozsądnej ilości. No i ma silikony, z którymi na nowo się ostatnio zaprzyjaźniam!


  1. Bielenda, żel Graffiti - czyli mój aktualny ulubiony drogeryjny stylizator. Da wielka pucha starczy mi na wieczność! Nie skleja włosów, nie powoduje, że wydają się nieświeże, a świetnie podkreśla skręt!
  2. Jedwab Green Pharmacy - bardzo dobrze spełnia swoją rolę, nie mam mu nic do zarzucenia.
  1. Oliwka przeciw rozstępom BabyDream fur Mama - czyli olej, który towarzyszy mi najdłużej, i służy najlepiej ze wszystkich, które do tej pory przetestowałam. Nie będę się po raz kolejny powtarzać, powiem tylko, że moje wysokoporowate kręciołki go kochają!













UFF, to wszystko! A jak tam wasze włosy w ostatnim czasie? Też wam płatają figle, tak jak moje? :)