piątek, 11 października 2013

Must see (or not!)

Witajcie!

Przychodzę do was piątkowym wieczorem z nowym, zupełnie innym niż zwykle cyklem. Pomyślałam, że od czasu do czasu przyda się na blogu krótki przerywnik kulturalny, taki przecinek w kosmetycznej tematyce. Dzisiaj przed Wami plejada filmów, które koniecznie trzeba obejrzeć i takich przy których stracimy dwie godziny cennego czasu - chociaż tych drugich staram się nie oglądać. Króciutko opiszę kilka pozycji, które obejrzałam ostatnimi czasy i które pozostały mi w pamięci.

Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten cykl i że wyrazicie chęć jego kontynuacji, chętnie będę pisać też o przeczytanych książkach czy o nowo odkrytej muzyce. Jeżeli tylko wyrazicie chęć czytania!

wszystkie zdjęcia pochodzą z galerii google.com

The Great Gatsby


Zapytam może retorycznie, kto nic nie słyszał o tym filmie? Nie widzę łapek w górze. Jedna z najgłośniejszych premier ostatniego roku i w sumie nie ma się czego dziwić. Ogromny przepych produkcji, zdecydowanie był to bardzo drogi film. Przepiękne stroje i charakteryzacje, fantastyczna scenografia. Soundtrack wydawał się być bardzo obiecującym, zakochałam się w kilku piosenkach, jednak nie współgrał idealnie z filmem, na pewno na jego początku. Pierwsze 45 minut jest to oglądanie przepięknych obrazków z czasów rozgrywania się akcji filmu, absolutnie nic się nie dzieje, nic nie posuwa wydarzeń do przodu, ale jest na co popatrzeć! Piękne zdjęcia. Jedyne do czego mogę się przyczepić to do gry aktorskiej. Na pewno nie był to popis Dicaprio, prym w tej produkcji wiodły role drugoplanowe. Nie mniej uważam, że jest to film warty obejrzenia, narobił mi chęci na przeczytanie książki jak i obejrzenie ekranizacji z '74 roku.

Incepcja


Film podobał mi się w każdym calu, w każdej minucie. Na prawdę nie wiem gdzie i kiedy uciekły dwie godziny czasu w trakcie oglądania Incepcji. Wciągnęła mnie całkowicie. Uważam, że jest to Must see każdego. Począwszy od genialnych zdjęć, przez dobrą muzykę i grę, aż do niesamowitego tematu. Daje bardzo dużo do myślenia. Sam (lub sama) zastanów się, jaką masz pewność czy twoje życie nie jest snem? Może to co śnimy jest rzeczywistością? Te dwa stany są ze sobą na stałe splecione, ale czy możemy mieć 100% pewność, że żyjemy na prawdę? Niby takie proste, ale ten temat poruszają filozofowie od czasów starożytnych. A wracając do filmu, największe wrażenie zrobiło na mnie zakończenie. Czy jest zaskakujące? Nie do końca, trochę spodziewamy się co może nas czekać. Ale jednak historia zostaje w pewien sposób niedokończona. Zamiast rozwiązywać wszystkie wątki, my widzowie wpadamy w incepcje jeszcze bardziej. I rozmyślamy. Rozmyślamy nad dalszymi losami głównego bohatera, nad zacierającą się granicą jawy i snu. W zasadzie jedyną rzeczą, a raczej postacią, która nieszczególnie mi podeszła jest Ariadne, grana przez Ellen Page. Nie mniej sądzie, że trzeba obejrzeć ten film!

Jeździec znikąd


Zawsze musi pojawić się czarna owca każdego notowania. "Jeździec znikąd" trafił na bardzo mocnych rywali. Mimo, że bardo lubię Johna Deppa, to muszę przyznać, że nie jest to udany film. Chociaż może i właśnie jest, ale skierowany do zupełnie innego odbiorcy. Western, bardzo lubię westerny, dużo zdrowego humoru, absurdalnego. Lekki, nie wymaga myślenia, Depp gra równie dobrze jak zawsze... Ale "Jeździec znikąd" to po prostu bajka, którą można puścić wieczorem dzieciom, z miłą chęcią dosiąść się do nich z herbatką i na chwilę się wyłączyć. Co nie zmienia faktu, że momentami dłuży się niemiłosiernie. A Deppa dużo bardziej lubię na przykład w "Alicji w Krainie Czarów", "Piratach z Karaibów" czy "Edwardzie Nożycorękim". Jednym słowem, na pewno nic nie stracicie pomijając tą pozycję.

Zielona mila


Ekranizacja powieści Stephena Kinga, nie szczególnie lubię oglądać filmy na podstawie twórczości tego pisarza. Z trzech powodów, na prawdę lubię jego książki, bardzo niewiele adaptacji filmowych okazała się udana. No i zdecydowanie bardziej wolę horrory czytać niż oglądać. "Zielona mila" jest klasykiem, który powinien obejrzeć każdy, tak słyszałam, więc zabrałam się za ten film i ja. I zgadzam się, że jest to kolejna pozycja Must see. Nic nie brakuje temu filmowi i narobił mi ogromnego apetytu na książkę. "Zielona mila" jest bardzo dobrze zagrana, nic nie brakuje ani scenografii ani kostiumom. Film, mimo że jest nieco przerażający, ogląda się z niesamowitą przyjemnością, a postaci więźniów są bardzo wielowymiarowe. Okazuje się, że nie każdy przestępca musi być zły do szpiku kości. W pewnym momencie zaczynamy ich żałować (czy słusznie?), aż pojawia się niejaki "Dziki Bill", który na nowo nas przewartościowuje. Piękny, smutny i trochę straszny film. Pozycja obowiązkowa!

Jestem ciekawa czy oglądałyście te filmy, czy macie podobną opinię do mojej, czy też zupełnie odmienną?
Dajcie też znać, czy chcecie, by tego typu cykl został na blogu na dłużej!
No i może polecicie mi kilka filmów na te długie jesienne wieczory?

8 komentarze:

gullinse pisze...

Akurat żadnego z tych filmów nie oglądałam. Czekam na więcej takich postów. Filmy które ja mogę Ci polecić, to "Twarze w tłumie" i "Skrzydlate świnie".

Sekrety Naszego Piękna pisze...

Gatsbiego oglądałam ostatnio i bardzo spodobała mi się stylistyka :) Zielona mila to u mnie klasyk, do którego często wracam :)

bez senność pisze...

Fajny pomysł na posty:)

Bad Hair Day pisze...

Incepcje widziałam i zgadzam się z Tobą, świetny film trzymający widza w napięciu :)

M. pisze...

O widzisz, a ja bardzo polubiłam Lone Ranger :)

idalia88 pisze...

Zieloną Milę i Incepcję oglądałam po 2 razy :)

Patrycja Pieguska pisze...

Zielona mila to już kult! Widziałam kilkakrotnie i oczywiście czytałam książkę:) Pierwszy raz na Zielonej mili strasznie się spłakałam;)

pozdrawiam
http://kosmetycznawyspa.blogspot.co.uk/

Fabryczna pisze...

Zielona Mila to niesamowity film. Książki nie czytałam, ale jego adaptacja to mistrzostwo. Fakt faktem, momentami jest bardzo przerażający, ale mimo to z chęcią do niego wracam ;)

Prześlij komentarz