poniedziałek, 15 października 2012

Catrice, Hollywood's Fabulous 40ties, She's A Lady!

Dzisiaj o paletce, która ostatnio wpadła do mojego koszyczka wraz ze szminką z tej samej limitki. Mam ją dość krótko, ale chciałabym o niej napisać, ponieważ być może właśnie się zastanawiacie nad jej kupnem. Czy ta mini recenzja was zachęci, czy może zniechęci, zobaczymy. Zapraszam do czytania! A mowa oczywiście o Catrice, Hollywood's Fabulous 40ties, She's A Lady nr. C01

 Nie będę się rozwodzić co do opakowania, ładne, przezroczyste, raczej solidne. Z solidnym zamknięciem na zatrzask, z którym nawet trzeba się trochę posiłować. W każdym razie nie trzeba się obawiać, że nam się paletka otworzy i rozsypie w kosmetyczce


Na samym dole po lewej znajdziemy najciemniejszy z cieni, jest go 2,5 gr Jest to całkiem matowy brąz,  raczej chłodny odcień

Obok mamy 1,5 gr najjaśniejszego cienia w paletce, bardzo dobrze sprawdza się do rozświetlania oka, ma perłowo-satynowe wykończenie i wbrew pozorom chyba najlepszą pigmentację ze wszystkich.

W prawym górnym rogu mamy cień (2,5gr) na którym zależało mi najbardziej, a na którym najbardziej się zawiodłam. Ma perłowe wykończenie, jest odcieniem brudnego różu. Jednakże przy blendowaniu zupełnie znika z oka, winię za to dość słabą pigmentację. Z kolei moja mama jest nim zachwycona.

Ostatni z cieni w tej paletce ma 1,5gr, perłowy brąz trochę wpadający w szarość, trochę w oliwkę. Całkiem ładny kolor

I rodzinka w komplecie. Niestety cienie bez bazy odznaczają się stosunkowo słabą pigmentacją. Nawet te najciemniejsze, a w zasadzie- w szczególności te najciemniejsze są słabo napigmentowane. Za pomocą tej paletki z łatwością wyczarujemy delikatny, nieco romantyczny makijaż oka na codzień. Jednakże jeżeli liczycie na mocną pigmentację i krycie to możecie się bardzo zawieść. Nie wiem jak cienie zachowują się na bazie, bo aktualnie takowej nie posiadam, ale powinny kryć sporo lepiej. Plusem jest to, że jak już uda nam się nałożyć i zblendować wybraną ilość długo trzymają się na oku, nie zbierają w załamaniach, a jak już schodzą, to równomiernie nie tworząc nieestetycznych smug. Niestety też pylą i osypują się z pędzelka :(

No i swache:
Widać słabą pigmentację, niestety na zdjęciu zupełnie znikł mi perłowy beż, który jest wyjątkową perełką w tym secie!

Od lewej: beż, brudny róż, brąz/szary, brąz matowy

Ani nie polecam, ani nie odradzam. Co kto lubi i co się komu podoba. Moja mama jest zachwycona, ja mam mieszane uczucia. Używać będę, ale nie wiem czy z jakąś nadzwyczajną przyjemnością. Na większe wyjście makijaż można ożywić np. pomadką Catrice z tego posta.

A jak wam się podoba? Macie ochotę na ten set, a może już jest w waszych zbiorach? Jestem bardzo ciekawa waszych odczuć na jego temat!

4 komentarze:

maretka pisze...

Piękne kolory... idealne na jesień... szkoda tylko, że słaba pigmentacja. Pozdrawiam :)

Coonfiesame pisze...

śliczne kolory, w moim guście :)

Wdowa Po Stalinie pisze...

oj, słabiutka pigmentacja

Maliniarka pisze...

dumałam dzisiaj nad nimi ;) ale w końcu Essence

Prześlij komentarz